Kiedy wykluł się Księżyc to historia zamknięta w pięknej oprawie. Dawno nie trzymałam w rękach tak dopracowanej pod względem wizualnym publikacji. Misterne ilustracje na barwionych brzegach od razu przyciągają wzrok. Sam środek skrywa dodatkowe grafiki, które jeszcze bardziej pozwalają zanurzyć się w wykreowanym przez autorkę świecie. A jak jest z tym światem i z całą opowieścią?
Od samego początku odniosłam wrażenie, iż Kiedy wykluł się Księżyc nie jest zwyczajnym romantasy, ale pewnego rodzaju doświadczeniem. Momentami można choćby powiedzieć, iż staje się ono nieco interaktywne. Już w początkowych rozdziałach zamiast klasycznego tekstu pojawia się wizualizacja papirusu z ogłoszeniem przybitym do ściany. Takie wrzutki ilustracyjne pojawiają się co jakiś czas. Bardzo lubię takie zabiegi, ponieważ sprawiają, iż lektura staje się bardziej angażująca. Równolegle też zrozumiałam, iż za piękną oprawą kryje się historia, która nie będzie należała do najłatwiejszych.
Podczas czytania najbardziej odczułam ciężar samego języka. Sarah A. Parker bardzo często sięga po rozbudowane metafory, poetyckie porównania i wyjątkowo szczegółowe opisy. Momentami było to piękne i klimatyczne, ale zdarzały się też fragmenty, które niepotrzebnie spowalniały tempo historii. Kilkukrotnie łapałam się na tym, iż musiałam wrócić do przeczytanego akapitu, ponieważ nadmiar ozdobników rozpraszał mnie na tyle, iż nie wiedziałam co właśnie przeczytałam.
Początek, który wystawia cierpliwość na próbę
Kiedy sięgnęłam po Kiedy wykluł się Księżyc, spodziewałam się spektakularnego romantasy pełnego smoków, magii i emocjonującej przygody. Już sama zapowiedź brzmiała niezwykle obiecująco. Elitarna zabójczyni, jeździec smoków, tajemnice przeszłości, konflikt między królestwami i uczucie, które ma przetrwać próbę czasu. Trudno mi przejść obok takiego połączenia obojętnie. Nie ukrywam jednak, iż pierwsze kilkadziesiąt stron stanowiło dla mnie spore wyzwanie. Sarah A. Parker wrzuca czytelnika w sam środek skomplikowanego świata, nie podając wszystkiego na tacy.
Otóż pojawia się mnóstwo neologizmów, autorskich określeń i rozbudowanego słowotwórstwa, które początkowo mogą przytłaczać. Wiele razy musiałam zatrzymać się aby uporządkować sobie informacje, zanim ruszyłam dalej. To zdecydowanie nie jest lekka książka na jeden wieczór. Ani na trzy wieczory. Wymaga skupienia, cierpliwości i gotowości do stopniowego odkrywania kolejnych elementów tej układanki.
Ogrom pracy włożony w budowę świata
Największą siłą tej książki jest bez wątpienia wykreowane uniwersum. Autorka zadbała o mnóstwo szczegółów, własną terminologię, historię krain i rozbudowane tło polityczne. Słowniczek okazuje się wręcz niezbędny podczas czytania. Z jednej strony bardzo to doceniam, ponieważ uwielbiam, kiedy autorzy tworzą coś zupełnie nowego. Z drugiej jednak odniosłam wrażenie, iż momentami tych elementów było po prostu za dużo i wszystkie naraz. Co chwilę pojawiały się nowe pojęcia, nazwy i określenia, które wymagały dodatkowego sprawdzania. Przez to zamiast całkowicie zanurzyć się w historii, wielokrotnie wybijałam się z rytmu. Mam też poczucie, iż sam słowniczek mógłby zostać rozwiązany nieco inaczej – nie na końcu, a może jako przypisy? Przy tak obszernej książce ciągłe wracanie do końcowych stron bywało zwyczajnie niewygodne.
Raeve i Kaan to bohaterowie pełni tajemnic
Centralną postacią Kiedy wykluł się księżyc jest Raeve, zabójczyni działająca na rzecz rebeliantów. To bohaterka skomplikowana, zamknięta w sobie i naznaczona trudnymi doświadczeniami. Nie zawsze potrafiłam się z nią utożsamić, a niektóre jej zachowania wydawały mi się nieco przesadzone. Znacznie bardziej od samej postaci zainteresowała mnie jej przeszłość i sekrety. Autorka stopniowo odsłania je przed czytelnikiem. Szkopuł jednak tkwi w tym, iż pomimo obszernej objętości książki, na jej końcu przez cały czas pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi.
Kaan Vaegor również wzbudził moją ciekawość. To postać targana żałobą i poczuciem straty, która niesie ze sobą ogromny bagaż emocjonalny. Relacja między głównymi bohaterami rozwija się zgodnie z dobrze znanym schematem romantasy. W tym gatunku nie uważam tego za coś negatywnego. o ile ktoś lubi motyw stopniowego przyciągania się bohaterów pomimo wzajemnej nieufności, prawdopodobnie w tej materii odnajdzie się bez problemu.
Magia i polityczne intrygi mają ogromny potencjał
Jednym z elementów, który szczególnie przykuł moją uwagę, okazał się system magii. Bardzo spodobało mi się powiązanie bóstw z żywiołami oraz sposób, w jaki wpływają one na bohaterów. Nie jest to całkowicie nowatorskie rozwiązanie, ale zostało przedstawione na tyle interesująco, iż wyróżnia się na tle wielu innych historii fantasy. Podobało mi się również to, iż magia nie jest wyłącznie narzędziem walki, ale oddziałuje na psychikę bohaterów i staje się częścią ich codzienności.
Dostrzegłam również potencjał w politycznej stronie tej opowieści. Co prawda na razie nie jest ona jeszcze mocno rozbudowana, ale mam nadzieję, iż w kolejnym tomie odegra znacznie większą rolę.
Tylko… gdzie adekwatnie są te smoki?
Muszę jednak poruszyć kwestię, która prawdopodobnie pojawia się w głowach wielu czytelników. o ile ktoś sięga po tę książkę przede wszystkim dla smoków, może poczuć pewien niedosyt. Owszem, smoki są obecne, ale zdecydowanie nie dominują opowieści. Znacznie więcej jest rozmów na ich temat niż faktycznej obecności tych stworzeń w akcji. Szkoda, ponieważ sam pomysł związany ze smokami jest naprawdę ciekawy. Szczególnie spodobała mi się wizja smoków wzlatujących ku niebu, by tam zakończyć swój żywot i zamienić się w kamień. To jeden z tych elementów, który naprawdę wyróżnia tę powieść wśród innych. Dlatego tym bardziej liczę na to, iż w następnej części autorka poświęci im znacznie więcej uwagi.
Wymagający wstęp do uniwersum
Kiedy wykluł się Księżyc to książka, która jednocześnie imponuje i odrobinę męczy. Zachwyca oprawą, ogromem wykreowanego świata, interesującą magią i tajemnicami bohaterów, ale równocześnie wymaga od czytelnika dużego zaangażowania. Nie jest to historia, którą poleciłabym każdemu miłośnikowi fantasy. To raczej propozycja dla osób, które lubią powolne budowanie świata, nie boją się skomplikowanej terminologii i są gotowe poświęcić czas na stopniowe odkrywanie wszystkich elementów tej opowieści.
Mimo kilku zastrzeżeń nie żałuję czasu spędzonego z tą książką. Widzę w niej ogromny potencjał i jestem ciekawa, w jakim kierunku autorka rozwinie tę serię. Mam wręcz poczucie, iż pierwszy tom jest przede wszystkim bardzo rozbudowanym wstępem do czegoś znacznie większego.






