Klasyki literatury nigdy nas tak naprawdę nie opuszczają i cyrkulują w kulturze. Zmienia się język, zmienia się nasze postrzeganie świata, ale pewne historie uznajemy za uniwersalne. Być może z tego powodu pojawiło się nowe tłumaczenie znanej powieści pod nowym, ale wciąż rozpoznawalnym tytułem: Ten wielki Gatsby!
Ten wielki Gatsby zajmuje wysoką pozycję w kanonie literatury amerykańskiej. Lata 20., czasy prohibicji, świat elit i pustka, którą odczuwają ludzie sukcesu — oto obraz, który namalował Fitzgerald przed czytelnikami. I chociaż epoka dawno minęła, poszukiwanie sensu i miłości, które uosabia Gatsby, pozostaje aktualne do dzisiaj.
Nowe wydanie tej znanej powieści pojawia się pod szyldem KANON W.A.B., gdzie regularnie powracają zarówno bardziej, jak i mniej rozpoznawalne tytuły. Ten wielki Gatsby wyróżnia się natomiast także nowym tłumaczeniem w wykonaniu Anny Bańkowskiej.
Co rzuca się w oczy jako pierwsze? Przede wszystkim sam tytuł, w którym pojawia się zaimek naśladujący angielskie „the”. Mnie osobiście razi ta kalka, ale mamy przynajmniej komentarz od tłumaczki, wyjaśniający pochodzenie. interesujące jednak, iż sama autorka tłumaczenia zastanawia się w nim, czy nie lepiej brzmiałoby „Cały ten Gatsby”, naśladujące intencję Fitzgeralda.
Fot. Wydawnictwo W.A.B.Tłumaczenie to jednak nie tylko tytuł, ale przede wszystkim treść. Porównuję niestety wyłącznie do oryginalnego The Great Gatsby i jest to pierwsze polskie wydanie, które czytałam. Czyta się je płynnie, język jest współczesny, ale nie do przesady, a najlepszym dowodem na dobre tłumaczenie jest fakt, iż go nie widać.
Z jednym małych wyjątkiem, brachu. To słowo przewija się na kartach powieści nieustannie i wypada równie nienaturalnie jak młodzieżowa Biblia oraz „Jezus i jego ziomkowie”. Czy ktoś używa słowa „brachu” nieironicznie? W języku polskim nie używamy angielskich „bro”, „dude” czy „man” w identyczny sposób, ale z pewnością są odpowiedniki bliższe naszemu funkcjonowaniu („stary”?). Tym bardziej, iż w oryginale mamy właśnie „man”. Biorąc pod uwagę, iż jest to catchphrase jednej z postaci, przewija się często i wygląda okropnie.
I tak, zdaję sobie sprawę, iż to jest jedno jedyne słowo w całym tłumaczeniu. Ale napotykamy je cały czas, jest to forma ekspresji postaci i w polskim odbiorze to od razu winduje ją na zupełnie inny poziom, niekoniecznie pozytywnie.
Natomiast Ten wielki Gatsby w nowej szacie graficznej od razu przyciąga oko. Komiksowa kreska okładki świetnie kontrastuje z żywą żółcią, a żółty grzbiet wyróżnia się na półce z książkami. Książka jest też wizualnie spójna z całą serią kanonu literatury, więc dobrze wpasowuje się w powrót do klasyków.
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem W.A.B. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki.




