Każdy sobie rzepkę skrobie – Opowieść o matczynej miłości, poświęceniach i przebudzeniu do własnych potrzeb w realiach polskiej rodziny, kredytów i dorosłych dzieci

newsempire24.com 9 godzin temu

Każdy dba o siebie

Mamo, choćby sobie nie wyobrażasz, co się teraz dzieje na rynku Michał nerwowo przekładał stos wydruków, to układał je w równą stertę, to rozkładał wachlarzowo na kuchennym stole. Ceny mieszkań rosną z tygodnia na tydzień. jeżeli teraz nie wpłacimy zaliczki, ktoś inny nam sprzątnie tę okazję sprzed nosa.

Lidia podsunęła synowi filiżankę ostygłej herbaty i usiadła naprzeciw niego. Na wydrukach migały rzuty mieszkań, cyfry, wykresy rat kredytowych. Trzypokojowe mieszkanie na warszawskim Ursusie, wreszcie własne pokoje dla Tymoteusza i Zofii.

Ile wam brakuje?
Trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych Michał przetarł czoło. Wiem, to ogromna suma. Ale Asia już nie daje rady, dzieci rosną, a my wciąż wynajmujemy…

Lidia patrzyła na syna i widziała tego małego chłopca, który kiedyś wracał ze szkoły z bukietami mniszków. Trzydzieści dwa lata, dwoje dzieci na utrzymaniu, a ta sama zmarszczka na środku czoła, jak w dzieciństwie, kiedy zamartwiał się z powodu źle odrobionych lekcji.

Mam odłożone trochę na koncie.
Mamo, oddam, obiecuję. Jak tylko wszystko się uspokoi, zacznę odkładać.

Położyła szorstką od pracy rękę na jego dłoni.

Michałku, przecież to wszystko dla waszych dzieci. Rodzina jest ważniejsza od pieniędzy.

W oddziale banku Lidia wypełniała formularze schludnym pismem księgowej, którego nabrała przez trzy dekady pracy. Trzysta pięćdziesiąt tysięcy prawie wszystkie jej oszczędności. Na czarną godzinę, na gdyby coś się stało.

Michał obściskiwał ją przy kasie, nie przejmując się spojrzeniami innych.

Jesteś najlepsza na świecie. Naprawdę. Nigdy ci tego nie zapomnę.

Lidia poklepała go po plecach.

Idź już. Asia pewnie czeka.

Pierwsze miesiące po przeprowadzce zlewały się we wspólny wir zakupów i dojazdów przez pół miasta. Lidia przyjeżdżała z siatkami z Biedronki kurczak, kasza gryczana, masło, serki dla dzieci. Pomagała Asi wieszać firanki, składać regały, usuwać resztki pyłu po remoncie.

Tymek, ostrożnie z tym śrubokrętem! wołała, równocześnie zawieszając firanki i tłumacząc Asi, jak zrobić najlepsze gołąbki.

Asia kiwała głową, przewijając coś w telefonie. Michał pojawiał się wieczorami, sfrustrowany po pracy, jadł obiad od mamy i gwałtownie znikał w sypialni.

Dzięki, mamo rzucał w biegu. Bez ciebie byśmy się nie wyrobili!

Po pół roku znajomy numer wyświetlił się na telefonie.

Mamo, mam problem rata kredytu złożyła się z naprawą auta. Brakuje mi dziesięciu tysięcy.

Lidia przelała pieniądze natychmiast, bez zbędnych pytań. Młodym teraz ciężko, to przecież normalne. Zmiana mieszkania, małe dzieci, pełno wydatków. Kiedyś staną na nogi, oddadzą. A choćby jeżeli nie co za różnica, kiedy chodzi o rodzinę?

Lata mijały niepostrzeżenie. Tymoteusz skończył siedem lat, a Lidia kupiła mu wymarzony zestaw Lego, o którym marzył całe pół roku. Zofia kręciła się w nowej różowej sukience z cekinami, zupełnie jak księżniczka z bajki.

Babciu, jesteś najwspanialsza! Zofię było czuć szamponem dziecięcym i krówkami, gdy rzucała się babci na szyję.

W każdy weekend Lidia zabierała wnuki do siebie albo do teatru, na lody, na basen czy do parku linowego. Kupowała im zabawki, książki, drobne słodycze. Kieszenie jej starego płaszcza zawsze wypychały cukierki i chusteczki.

Pięć lat upłynęło w tej ofiarnej dobroci. Przelewy na kredyt mamo, w tym miesiącu zupełnie cienko. Zwolnienia na opiekę nad wnukami mamo, nie możemy się urwać z pracy. Zakupy mamo, skoro idziesz do sklepu….

Podziękowań było coraz mniej

Pewnego poranka patrzyła na zacieki na własnym suficie. Rdzawe plamy rozchodziły się po tynku. Zalało ją, a zamieszkać w tym mieszkaniu było coraz ciężej.

Wybrała numer syna.

Michał, potrzebuję pomocy przy remoncie. Zalało mnie. Kiedy dostanę zwrot od spółdzielni nie wiadomo
Mamo przerwał syn rozumiesz przecież, teraz mam zupełnie inne priorytety. Dzieci mają zajęcia, Asia zaczęła kursy
Proszę tylko o pomoc w znalezieniu ekipy. Albo chociaż
Teraz nie mam głowy do takich spraw, mamo, naprawdę. Pogadamy o tym później, dobrze?

Sygnał

Lidia opuściła telefon. Na ekranie mignęła tapeta zdjęcie z ostatniej Wigilii. Ona, Tymoteusz, Zofia uśmiechnięci.

Te pieniądze, które brał bez wahania. Te weekendy, które oddawała wnukom. Ten czas, wysiłek, cała miłość wszystko to było kiedyś. Teraz są inne sprawy.

Kropla z sufitu spadła jej na rękę. Zimna

Następnego dnia zadzwoniła Asia. Tak rzadko dzwoniła pierwsza, iż Lidia już się domyśliła, po co.

Pani Lidio, Michał mówił, iż do pani dzwonił. Chcę tylko powiedzieć, iż każdy powinien radzić sobie sam. My sami ciągniemy kredyt, płacimy raty…

Lidia prawie się roześmiała. Kredyt, który spłacała niemal co trzeci miesiąc swoimi pieniędzmi. Zaliczka, praktycznie w całości z jej oszczędności.

Oczywiście, Asiu odpowiedziała chłodno. Każdy sam.

No, to ustalone. Bo Michał się martwi, iż się pani obraziła. Nie jest tak, prawda?

Nie, zupełnie nie.

Sygnał

Lidia długo patrzyła na leżący na stole telefon, jak na jakieś obce stworzenie. Podeszła do okna, ale zaraz się odwróciła za brudną szybą nie było nic, co by ją pocieszyło.

Noce stały się bezsenne; sufit przytłaczał, myśli nie dawały spokoju. Lidia przewijała w głowie ostatnie pięć lat, jak koraliki różańca.

Sama to wykreowała. Sama nauczyła syna, iż matka to bezdenne źródło.

Nazajutrz zadzwoniła do biura nieruchomości.

Chcę sprzedać działkę z domkiem pod Grodziskiem Mazowieckim. Sześć arów, prąd podłączony.

Domek, który budowali z mężem przez dwadzieścia lat. Jabłonie, które sadziła, będąc w ciąży z Michałem. Weranda, na której spędzili tyle letnich wieczorów.

Nabywca znalazł się po miesiącu. Lidia podpisywała umowę bez łez, starając się nie myśleć, co traci. Przelew przyszedł na konto, a ona rozsądnie podzieliła środki: remont mieszkania, nowa lokata, trochę rezerwy na niespodziewane.

Ekipa weszła do jej mieszkania już w następnym tygodniu. Lidia sama wybierała płytki, farby, baterie. Po raz pierwszy od lat wydawała pieniądze na siebie, a nie na później lub jakby komuś coś brakowało.

Michał nie dzwonił. Dwa tygodnie, trzy, miesiąc. Lidia też milczała.

Pierwszy telefon nadszedł, gdy w mieszkaniu błyszczała nowa kuchnia, okna trzymały ciepło, a rury już nie przeciekały.

Mamo, czemu nas nie odwiedzasz? Zosia pytała.
Byłam zajęta.
Czym?
Życiem, Michał. Swoim życiem.

Przyjechała za tydzień z książkami dla wnuków prezenty skromne, ale przemyślane. Posiedziała przy herbacie dwie godziny, pogadała o pogodzie i ocenach Tymoteusza. Nie została na obiad.

Czy w sobotę mogłabyś zabrać dzieci? Michał zawołał w przedpokoju. Mamy z Asią plany
Nie dam rady. Mam własne plany.

Lidia dostrzegła zdziwienie na jego twarzy. Jeszcze nie rozumiał.
Mijały miesiące i powoli, boleśnie, zaczęło do niego docierać: bez przelewów od matki rata kredytu zjada znaczną część wypłaty. Bez darmowej opieki nad dziećmi nic nie da się załatwić.

A Lidia tymczasem założyła konto oszczędnościowe z dobrym procentem. Kupiła sobie nowe, eleganckie płaszczycho ciepłe, wybrane z myślą o sobie, a nie z wyprzedaży. Pojechała pierwszy raz od lat do sanatorium. Zapisała się na nordic walking.

Przypomniała sobie, jak rodzice Asi zawsze trzymali dystans. Grzeczne życzenia świąteczne, wizyty co dwa miesiące. Żadnych pieniędzy, żadnej pomocy i zero pretensji.

Może to oni zawsze mieli rację?

Sporadyczne wizyty u wnuków stały się formalnością. Lidia przynosiła drobny upominek, rozmawiała o szkole, przyjaciołach. Wychodziła po godzinie, nie zostawała na noc, nie zabierała dzieci na weekend.

Pewnego razu Tymoteusz zapytał:

Babciu, czemu już nie chodzimy razem do parku?
Babcia ma teraz swoje sprawy, Tymku.

Chłopiec nie zrozumiał. Ale Michał, stojąc w drzwiach, chyba już zaczynał dostrzegać.

Lidia wracała do własnego, wyremontowanego mieszkania. Parzyła sobie dobrą herbatę, siadała w wygodnym fotelu kupionym za pieniądze ze sprzedanej działki.

Czuła czasem wyrzuty sumienia zwłaszcza nocami. Ale coraz rzadziej. Bo wreszcie zrozumiała prostą prawdę: miłość nie równa się poświęceniu. Zwłaszcza gdy ofiary nie są ani widziane, ani doceniane.

Wybrała siebie. Po raz pierwszy od trzydziestu dwóch lat bycia matką. I tylko taka miłość daje siłę, by przeżyć naprawdę własne życie.

Idź do oryginalnego materiału