John Constantine powraca – brudny, sarkastyczny, umęczony życiem, a tym razem także… powoli gnijący. „Trup w Ameryce” to opowieść, która od pierwszych stron przypomina, za co kochamy Hellblazera: za bezkompromisowe podejście do tematu magii, moralności i ludzkiej (a czasem nieludzkiej) podłości. To historia, która nie szuka łatwych rozwiązań. Zamiast tego wciąga w mroczną podróż przez Amerykę, gdzie reality show stanowi ludzkie cierpienie, a amerykański sen śmierdzi rozkładem równie mocno jak ciało głównego bohatera.
Fabuła startuje mocnym akcentem: Sen z Nieskończonych potrzebuje Constantine’a, bo w Ameryce zakorzeniło się coś, co wykorzystuje piasek z sakwy Sandmana, aby narzucić swoją wolę całemu krajowi. Nie brzmi to jak zadanie dla półtrupa? A jednak John – mimo iż jego serce już nie bije, a ciało się rozpada – wyrusza w trasę, ścigany za morderstwo razem z Nat i synem Noahem. To Hellblazer pełną gębą: brudny, prowokacyjny, igrający z granicami moralności.
Ameryka pokazana jest tu jak zły sen Sandmana – przerysowana, toksyczna, zatruta przez niewidzialną siłę, ale złowrogo autentyczna. Komiks stawia pytania o kontrolę, propagandę i zbiorową manipulację, ale nie robi tego nachalnie – raczej szepcze w ucho, iż wystarczy odrobina magii i strachu, by ludzie sami oddali swoją wolną wolę.
John nie jest tu mesjaszem, a już na pewno nie bohaterem bez skazy. Jest cynikiem, kombinatorem i człowiekiem, który częściej ratuje świat przez przypadek niż z poczucia obowiązku. Jego rozpadające się ciało jest zresztą świetną metaforą – za późno na moralne odkupienie, ale wciąż za wcześnie na wieczny odpoczynek. By wywiązać się z prośby Snu, musi zwrócić się o pomoc do Aleca Hollanda – Potwora z Bagien, co samo w sobie zapowiada wybuchową mieszankę magii, horroru i ekologicznego koszmaru.
Współpraca duetu działa fenomenalnie – jedna noga tkwi w świecie ducha i snów, druga w zimnym błocie bagien i kapitalistycznego szaleństwa. To horror drogi, „dead road trip”, w którym każdy kilometr pachnie śmiercią, ale i szansą na przewrotną ironię losu.
Za historią stoi Simon Spurrier, autor dobrze czujący zarówno Hellblazera, jak i klimat uniwersum Sandmana. Scenariusz jest gęsty, błyskotliwy, pełen dialogów kąśliwych jak papieros Johnna palony wbrew logice jego stanu zdrowia. Aaron Campbell dokłada do tego ilustracje, które są jak sny po ciężkiej nocy – mroczne, brudne, niepokojące, z pogranicza jawy i koszmaru.
To komiks zdecydowanie dla dorosłych – nie tylko ze względu na brutalność czy temat śmierci, ale także na emocjonalną ciężkość, która nie daje o sobie zapomnieć po odłożeniu tomu.
„John Constantine: Hellblazer – Trup w Ameryce” to powrót, na który fani czekali. Odważny, intensywny, psychodeliczny, a jednocześnie wierny duchowi oryginału. Łączy wątki z Sandman Universe, brudną magię Hellblazera i body horror rozkładającego się ciała, tworząc opowieść, która trzyma za gardło, jednocześnie pozwalając Johnowi rzucać sarkastyczne uwagi choćby z grobu.
Dla miłośników Constantine’a – pozycja obowiązkowa. Dla nowych czytelników – zaproszenie do świata, gdzie magia nigdy nie przychodzi za darmo, a cena może być wyższa, niż ktokolwiek chciałby zapłacić.
- Data wydania: 10 gru 2025
- Seria/Cykl: SANDMAN UNIWERSUM
- Oprawa: twarda
- Scenarzysta: Simon Spurrier
- Ilustrator: Aaron Campbell
- Tłumacz: Paulina Braiter
Dziękujemy wydawnictwu Story House Egmont za udostepnienie egzemplarza do recenzji.









