In nomine diaboli – recenzja. Wyprzyj się Boga

pograne.eu 1 dzień temu

Jak gwałtownie zainteresować czytelnika? Przepis wydaje się banalny. In nomine diaboli to niecodzienna mieszanka horroru, dramatu sądowego i fantastyki. Dodaj do tego jeszcze biskupa oskarżonego o gwałt na niewinnej kobiecie i otrzymujesz prostą mieszankę, która ma nas szokować — i faktycznie to robi, a przynajmniej do czasu.

Spis Treści

  • Fikcja oparta na faktach
  • Droga Doroty do sprawiedliwości
  • Rozczarowujący finał
  • Podsumowanie

Fikcja oparta na faktach

Lekturę warto zacząć od wstępu, w którym Maks Dieter wyjaśnia, dlaczego zdecydował się na używanie archaicznego języka. Akcja osadzona jest w Małopolsce, a konkretnie w niewielkiej wsi Wrzosowa pod Częstochową. Autor prezentuje fikcyjne wydarzenia oparte na faktach, co sprawia, iż momentami ma się wrażenie, jakby czytało się stary reportaż.

Taki zabieg buduje niesamowity klimat i pozwala w pełni zatopić się w przedstawionym świecie. Od razu wczułem się w tę atmosferę – być może dlatego, iż sam pochodzę z tych rejonów, a w książce pojawia się również Kraków. Choć emocji bohaterom nie brakuje, momentami wolałbym, aby autor jeszcze bardziej skupił się na ówczesnej architekturze i zwyczajach zamiast na przeżyciach wewnętrznych. Czuć tu jednak wielkie przywiązanie do detali i realiów historycznych, co – mam wrażenie – docenią jedynie nieliczni

Droga Doroty do sprawiedliwości

Główną bohaterką jest Dorota – skromna dziewczyna o szlacheckich korzeniach, niezwykle pobożna i oddana opiece nad chorą matką. Łatwo wzbudza sympatię, co sprawia, iż jeszcze mocniej współczujemy jej w obliczu tragedii, które na nią spadają. Już opis na okładce zdradza, iż Dorota staje się ofiarą krakowskiego biskupa. Skrzywdzona dziewczyna decyduje się walczyć o sprawiedliwość przed sądem. Z czasem rodzi się w niej pragnienie zemsty, a wiara w Boga, któremu poświęciła całe życie, zostaje wystawiona na ciężką próbę.

Intryga jest poprowadzona bardzo sprawnie, zwłaszcza w scenach na sali sądowej oraz w momentach, gdy Dorota trafia do więziennej celi. Buduje to napięcie i sprawia, iż do końca zastanawiamy się, jak potoczą się jej losy. Niemałą rolę odgrywają tu postacie drugoplanowe, takie jak medyk Kędzierski, który jest dla bohaterki niczym ojciec, czy wiejski chłopak Janek, darzący ją szczerym uczuciem. To właśnie te relacje napędzają opowieść. Autor stawia przy tym niewygodne pytania dotyczące wiary, jak choćby: „Ile razy jeszcze trzeba nadstawić drugi policzek?

Powiedziałbym nawet, iż autor zbyt usilnie stara się postawić chrześcijaństwo w negatywnym świetle. Zabrakło mi tu wyraźniejszego starcia dobra ze złem, a zjawiska paranormalne, których doświadcza bohaterka, psują niestety odbiór całości. Można było wycisnąć z tej historii więcej i ukazać także jasne strony katolicyzmu, czego niestety podczas lektury mi zabrakło.

Rozczarowujący finał

Akcja rozwija się konsekwentnie, a napięcie systematycznie rośnie. Autor sprawnie buduje atmosferę aż do punktu kulminacyjnego, w którym jednak – moim zdaniem – ponosi porażkę. Finał był dla mnie zupełnie niesatysfakcjonujący, jakby wyjęty z innej książki. Można odnieść wrażenie, iż zabrakło pomysłu na zakończenie tej historii, co pozostawiło mnie z ogromnym niedosytem.
Pod koniec opowieści kuleją również kreacje bohaterów. Choć są to postacie prostoduszne, które łatwo polubić, brakuje im psychologicznej głębi. Niektórzy wydają się wprowadzeni tylko po to, by biskup miał kolejny pretekst do uprzykrzania życia Dorocie. Sam antagonista, choć zarysowany intrygująco, pojawia się zdecydowanie zbyt rzadko. Mimo szczerej nienawiści, jaką do niego poczułem, chciałbym dowiedzieć się o nim więcej. Dlaczego stał się takim człowiekiem? Zamiast tego dostajemy jednowymiarowy czarny charakter, który jest zły po prostu dlatego, iż może

Podsumowanie

In Nomine Diaboli to bez wątpienia interesująca pozycja. jeżeli szukacie historii z dreszczykiem i nie są Wam straszne kontrowersyjne tematy religijne, jest to książka dla Was. Lektura jest przyjemna, choć pozostawia pewien niedosyt – głównie dlatego, iż wiele wątków aż prosi się o szersze rozwinięcie. Jako czytelnik dostrzegam w nich ogromny potencjał i szczerze żałuję, iż autor nie zdecydował się na nieco dłuższą formę.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Idź do oryginalnego materiału