W dzieciństwie była nieśmiała, ale gdy wchodziła na scenę, lęk przed opinią znikał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Marzenie o aktorstwie próbowała ziścić tuż po zdaniu matury, ale z warszawskiej szkoły teatralnej została odprawiona z kwitkiem. Jak przyznała w wywiadzie dla portalu kultura.onet.pl, na egzaminy poszła bez żadnego przygotowania. – Byłam kompletną ignorantką – stwierdziła i dodała, iż jednocześnie nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w innym zawodzie. Zatrudniła się więc jako akustyczka w teatrze, co pozwoliło jej podglądać pracę artystów zza kulis, a w międzyczasie intensywnie szkoliła swój warsztat. Konsekwencja i wytrwałość się opłaciły, bo rok później indeks zdobyła. – Postawiłam wszystko na aktorstwo – mówiła w tej samej rozmowie.
REKLAMA
Zobacz wideo "Gwiazd na miarę Grażyny Torbickiej już nie będzie". Marcin Prokop w "Z bliska"
Rola zakonnicy w "Klanie" otworzyła Wosińskiej drzwi do kariery. W końcu wyjawiła, czemu odeszła z serialu
Absolwentką warszawskiej szkoły teatralnej Agnieszka Wosińska została w 1993 roku, ale na ekranie debiutowała już 2 lata wcześniej. Zagrała w takich produkcjach jak "Odjazd" i "Czterdziestolatek. 20 lat później", a po uzyskaniu dyplomu dostała etat w stołecznym Teatrze Dramatycznym. Największy przełom w jej karierze nastąpił w 1997 roku, gdy powierzono jej wykreowanie siostry zakonnej Doroty Lubicz w nowo powstającym serialu TVP "Klan". Widzowie z miejsca obdarzyli ją sympatią, śledząc zawiłe losy jej bohaterki, ale rola gwałtownie stała się dla niej utrapieniem. – Zaczęłam ten habit przeklinać – przyznała w Onecie. – Wprowadzenie osoby duchownej do telenoweli było ciekawe. Gorzej, iż scenarzyści nie bardzo wiedzieli, co z tym wątkiem zrobić. I ta moja siostra Dorota kręciła się tak bez sensu, przyklejona do rodziny Lubiczów – tłumaczyła.
W międzyczasie spełniała się na scenie, grała też w innych telewizyjnych hitach oraz w filmach, takich jak "Policjanci", "Na dobre i na złe", "Pensjonat pod Różą", "Futro", "Ile waży koń trojański?" oraz "Prawo Agaty". Jednak żaden z tych tytułów nie zagwarantował jej takiej sławy jak "Klan". Gdy zaszła w ciążę i została mamą, uświadomiła sobie, iż nie chce wcale wracać na plan. Ale wróciła. Ostatecznie z grania Doroty zrezygnowała dopiero w 2010 roku, czyli po 13 latach. – Myślę, iż stanowczo za późno – stwierdziła bez ogródek, zaznaczając, iż wie, dlaczego tak długo zwlekała z tą decyzją. – Serial daje poczucie stabilizacji – wyjaśniła, jednocześnie zaznaczając, iż wbrew pozorom wcale nie zarabiała tak dużo, jak wszyscy wtedy myśleli.
Wosińska bała się, iż macierzyństwo wykluczy ją z zawodu. To usłyszała, gdy wróciła do pracy po urodzeniu syna
Macierzyństwo przewartościowało życie Wosińskiej na wielu płaszczyznach. Choć fakt, iż utrzymuje się z pasji, napawa ją dumą, to ma też świadomość tego, jak wiele musiała poświęcić, by dojść do tego miejsca. Nie ukrywa też, iż był taki moment, gdy rozważała porzucenie branży, bo nie wiedziała, czy jako matka wciąż będzie komukolwiek "zawodowo potrzebna".
Słyszałam różne komentarze. Szeptano, iż aktorka z dzieckiem jest już mniej interesująca, choćby z powodu ograniczonego czasu
– wspominała, zaznaczając, iż zwykle te "dobre rady" dawali jej mężczyźni. Początkowo brała je sobie do serca, ale im większa była jej świadomość, tym mniej chciała spełniać narzucane przez społeczeństwo oczekiwania. Latami godziła to, co z pozoru wydawało się niemożliwe do pogodzenia, a dziś zbiera tego owoce. Poza tym, iż wychowuje nastoletniego syna, wciąż gra w teatrze i nieustannie powiększa swoją filmografię. Tylko w ostatnim czasie wystąpiła w "Ojcu Mateuszu", "Papierach na szczęście", "Szadzi", "Zamachu na papieża" oraz "Rodzince.pl". – Nie marzę o rolach. Marzę w tym sensie, iż marzy mi się coś interesującego, co będzie dla mnie wyzwaniem – przekonywała jakiś czas temu w "Dzień Dobry TVN", zaznaczając, iż kariera nigdy nie była jej priorytetem.
Jaką tragedię przeżyła Agnieszka Wosińska? Choroba zabrała ukochanego męża aktorki
Na pierwszym miejscu Wosińska zawsze stawiała (i przez cały czas stawia) rodzinę. Przez życie szła u boku Pawła "Kelnera" Rozwadowskiego, cenionego muzyka, znanego z takich zespołów jak Fornit, Deuter i Izrael. Gdy w październiku 2020 roku zmarł po zmaganiach z nowotworem i zapaleniem płuc, zupełnie się załamała. – Nie byłam w stanie grać – opowiadała w Onecie o żałobie, w trakcie której "funkcjonowała na autopilocie". – Mnie schronienie dała pandemia – przyznała i dodała, iż dzięki niej mogła bezkarnie zamknąć się w domu i przepracować tę stratę. – Zaczęłam sobie dziergać czapki, zobaczyłam, iż bardzo mnie to uspokaja i dobrze mi to robi – mówiła w programie śniadaniowym TVN-u. Teraz aktorka ma 57 lat i stara się czerpać z życia garściami, choć nie ukrywa, iż tęsknota wciąż jest ogromna i nie minie pewnie nigdy.















