
Twórczość Rafała Tomczaka nie jest mi obca, ale to dopiero moje pierwsze zetknięcie z serią zinów Fiasko.
Komiksy Otoczaka trudno recenzować; rzeczy od Tomczaka to ostry surrealizm i głęboki niezal, który może i oddziałuje stroboskopowo na percepcję ale też wytrąca z ręki bardziej rozbudowane narzędzia do analizy. Zostają krótkie określenia - fajne, poryte, pure nonsensowe, eksperymentalne, awangardowe, coautormiałnamyśli. Fiasko #10 pod tym względem komplikuje sprawę jeszcze bardziej, gdyż Rafał w tym zinie... recenzuje samego siebie!Zgodnie z tytułem Komiks w komiksie w komiksie zawiera trzy? cztery? "historie". Pierwsza część to szybki flashback fragmentów dawnej twórczości. Twórca wyciąga z odmętów zapomnienia stworka o imieniu Białasek z trylogii o Bi Bułce (wyd. timof oraz Ważka). Zwierzak nawija idąc jakąś ścieżką a na końcu drogi trafia na jakieś zamalowane kartki. Te okazują się być pełnoprawnym komiksem narysowanym jeszcze w szkole podstawowej. Bruce Arnell: Porwanie to 12 stron akcji w stylu Brudnego Harry'ego. Niestety dla mnie, autor stronę później przytacza cały kontekst, który towarzyszył powstaniu tej opowiastki. Dodam tylko, iż jest coś uroczego w tych młodzieńczych, pokracznych kadrach i grubo ciosanej fabule. A jeżeli takie rzeczy Otoczak trzaskał już w podstawówce, to czapki z głów. Dwie ostatnie strony to powrót do Białaska (sic!) i jego dreptania. To już rzecz typowo Otoczakowa - absurdalna, językowo post-modernistycznie pogięta i nieźle zaprojektowana przestrzennie.
Na osobną uwagę zasługują całostronne rysunki quasi fabularne, szczególnie te z parodią drugiej części Terminatora. Zaledwie dwie twarze i dwa dymki dialogowe są w stanie bez problemu wywołać uśmiech u czytelnika. Pozostałe dwa 'obrazy' to konsensusy w gombrowiczowskim stylu, choć z rozmazaną puentą. Za to te wszystkie panele są niesamowicie ekspresyjne - podobny ładunek artyzmu można spotkać u Wojciecha Stefańca czy Edyty Kranc. I te kolory!
Fiasko #10 nie okazało się aż takim awangardowym zinem, jakim się spodziewałem. Głównie z powodu największego objętościowo szkolnego komiksu. jeżeli więc ktoś gustuje w takich archiwaliach, jest okazja porównać z wspomnieniami o własnych komiksikach rysowanych na końcu zeszytu do matmy.









