Duma i uprzedzenie to klasyka, która nie daje się zamknąć w jednej wersji. Doceniana powieść autorstwa Jane Austen jest inspiracją dla wielu nowych dzieł – zarówno literackich, jak i filmowych adaptacji. Dziś Wydawnictwo W.A.B. proponuje nam uwspółcześnione tłumaczenie Doroty Konowrockiej-Sawy.
Do Dumy i uprzedzenia wracam jak do dobrze znanego zakątka na ziemi. I jednocześnie takiego, który za każdym razem wygląda odrobinę inaczej. Tę popularną powieść Jane Austen czytałam już kilka razy i za każdym z nich odnajdywałam coś, co trafiało w zupełnie inne struny mojej wrażliwości. Tym razem sięgnęłam po nowe tłumaczenie i… to było doświadczenie bardziej odświeżające, niż się spodziewałam.
Pamiętam, jak dawniej w Dumie i uprzedzeniu fascynował mnie przede wszystkim świat przedstawiony. Zachwycałam się widzianymi oczami wyobraźni balami, sukniami. Obserwowałam gierki w sztywnych ramach konwenansów i tą całą delikatną grę pozorów. Z czasem jednak, wraz z większą świadomością społeczną, zaczęłam dostrzegać także mniej romantyczne oblicze tamtego społeczeństwa i czasów. Na pierwszy plan wyłoniły się ograniczenia kobiet, presja zamążpójścia, życie podporządkowane oczekiwaniom. I choć ten dysonans przez cały czas jest dla mnie wyczuwalny, dziś czytam tę historię jeszcze inaczej, bardziej świadomie, ale też… z większą czułością.
Nowe tłumaczenie nadaje świeżości znanej opowieści
Największym zaskoczeniem okazał się dla mnie sam język. Nowe tłumaczenie sprawiło, iż dialogi zabrzmiały inaczej. Były one bardziej współczesne a jednocześnie nie straciły charakterystycznej elegancji. przez cały czas czuć w nich tę subtelną ironię, z której słynie Jane Austen, ale jest ona jakby bliżej czytelnika. Naprawdę sprawdzałam pierwsze rozdziały trzymając nowe i stare tłumaczenie w obu dłoniach, więc nie bazuję jedynie na subiektywnych odczuciach.
Odniosłam wrażenie, iż bohaterowie tego tłumaczenia Dumy i uprzedzenia mówią bardziej „do mnie” niż „obok mnie”. Ich riposty są żywe, naturalne, mniej muzealne. To szczególnie ważne w przypadku tej powieści, bo jej siła tkwi właśnie w dialogach, niedopowiedzeniach i drobnych gestach, a nie w spektakularnej akcji. I rzeczywiście, jeżeli ktoś szuka gwałtownych zwrotów fabularnych, może poczuć niedosyt. Sama jednak przy tym podejściu nauczyłam się doceniać precyzję obserwacji i to, jak wiele emocji można ukryć w jednym zdaniu.
Elżbieta Bennet jako bohaterka, która nie traci aktualności
Za każdym razem, gdy wracam do tej historii, jeszcze bardziej lubię Elżbietę. I mam wrażenie, iż to jedna z tych postaci, które dojrzewają razem z czytelnikiem. Kiedyś widziałam w niej głównie bystrość i niezależność. Dziś dostrzegam też jej ograniczenia, choćby skłonność do pochopnych ocen i upór, który momentami ją zaślepia. Jednak to właśnie te cechy czynią ją tak prawdziwą. Nie jest idealna. Popełnia błędy, ale co najważniejsze, potrafi się do nich przyznać.
Relacja między nią a Darcym przez cały czas pozostaje dla mnie jednym z najciekawszych literackich studiów dumy i uprzedzeń (dosłownie i w przenośni). To nie jest miłość od pierwszego wejrzenia, ale proces, który momentami jest powolny, momentami frustrujący, ale dzięki temu wiarygodny. Ich uczucie rodzi się nie z idealizacji i nagłego zrywu, ale z konfrontacji z własnymi błędami.
Między romantyzmem a realizmem
Jednym z najciekawszych aspektów Dumy i uprzedzenia jest jej balans pomiędzy lekkością a krytyką społeczną. Z jednej strony mamy historię, która daje przyjemność obcowania z eleganckim światem i subtelnym humorem. Z drugiej wyraźny komentarz dotyczący pozycji kobiet i mechanizmów rządzących społeczeństwem. Zgadzam się z powszechną opinią, iż pod pozorem lekkiej „historii o zamążpójściu” kryje się coś znacznie głębszego. Każda z sióstr Bennet reprezentuje inny sposób funkcjonowania w świecie ograniczeń. Od rozsądnej Jane, przez impulsywną Lydię, aż po Elżbietę, która próbuje iść własną drogą. Ta plejada postaci daje czytelnikowi pole do myślenia jak różne osobowości odnajdywały swoje miejsce w tamtym świecie i czasie.
Czy Duma i uprzedzenie wciąż działa?
Zdecydowanie tak, choć może nie na każdego w ten sam sposób. To nie jest książka, która „porywa” akcją. Ona raczej wciąga powoli, niemal niezauważalnie. Dla mnie to właśnie jej siła. Nowe tłumaczenie tylko ten efekt we mnie pogłębiło. Pozwoliło mi spojrzeć na znaną historię z innej perspektywy, odświeżyć emocje i na nowo docenić kunszt autorki. To trochę jak rozmowa z kimś, kogo znamy od lat, a nagle okazuje się, iż przez cały czas ma nam coś całkiem nowego do powiedzenia.
Choć jako współczesna kobieta przez cały czas buntuję się przeciwko światu, w którym wartość kobiety mierzy się jej zamążpójściem, to jednocześnie daję się porwać tej historii. Może już nie po to, by marzyć o balach i sukniach, ale po to, by przypomnieć sobie, jak wiele w relacjach zależy od naszej umiejętności zmiany własnego spojrzenia. Bo czasem największą przeszkodą w drodze do szczęścia nie jest ani duma, ani uprzedzenie, ale brak gotowości, by je w sobie dostrzec.




