Niektórzy patrzą tak, iż wiesz, iż widzą. To nie jest zwykłe obojętne spojrzenie. choćby nie męskie mierzenie, od czubka głowy aż po palce u stop, które bywa naprawdę świdrujące. To coś więcej. To przekaz pod tytułem analizowanie na najwyższym poziomie. Coś niespotykanego na co dzień. Jednak gdy się wydarzy, już wiesz, co naprawdę znaczy. I teraz pytanie, wprost, bo jakżeby inaczej – dlaczego boimy się ludzi, którzy naprawdę nas widzą? Dlaczego obecność kogoś, kto potrafi nas zauważyć, jest tak niekomfortowa?

Kiedyś byliśmy bardziej wyczuleni na spojrzenie
Obserwowanie czyjegoś wzroku i umiejętności wyciągania wniosku z wyrazu oczu kiedyś decydowało o przeżyciu. Nasze mózgi były zaprogramowane w taki sposób, żeby od razu rozpoznawać “swoje osoby”.
Nie widywaliśmy tyle ludzi, co obecnie. Obracałyśmy się w tym samym gronie. Ktoś nowy od razu był wyłapywany z tłumu i natychmiast lustrowany, po to, aby ocenić jego zamiary. To mogło uratować życie. Przezorność była zatem jak najbardziej uzasadniona.
Potrafiliśmy jako ludzie obserwować otoczenie godzinami. Jako kobiety byłyśmy z kolei w szczególności skupione na tym, aby oceniać zmiany, choćby najdrobniejsze. Widziałyśmy naprawdę, bo nasz mózg nie był rozpraszany. Cisza i spokój obserwacji był zatem naturalny. Dużo więcej czasu spędzałyśmy na patrzeniu. Niekoniecznie mówieniu. To decydowało o naszym być i nie być.
Komunikacja odbywała się już na tym poziomie. Na walce wzrokiem, świdrowaniu spojrzeniem, przeszywaniem wzrokiem, na filtrowaniu, mówieniu stop, ale też zapraszaniu do dalszego patrzenia…
Obserwowanie wzorców
Samo patrzenie bywa tak mocno podniecające, iż czasami się w nim zatracamy. Jednak prawda jest taka, iż ono jeszcze niczego nie oznacza na pewno. Człowiek co do zasady nie odczytuje drugiego człowieka jak otwartej książki. To nie takie proste.
W praktyce wygląda to trochę inaczej. Zbiera się drobne informacje: sposób patrzenia, ton głosu, tempo mówienia, mimikę, gesty, dystans, reakcje na innych ludzi. Dopiero z połączenia tych elementów tworzymy sobie obraz sytuacji. Na to potrzeba czasu. Nie ma mowy o szybkiej i zawsze celnej diagnozie. Tak to nie działa.
Dopiero po czasie zaczyna się prawdziwa sztuka obserwowania.
Nie chodzi o to, żeby zobaczyć jeden gest i natychmiast przypisać mu znaczenie, ale o zauważenie wzorca. O dostrzeżenie, iż ktoś zwykle zachowuje się w określony sposób, a nagle robi coś zupełnie innego. To, jak się człowiek zmienia, mówi najwięcej.
Dlaczego się zmienia? Dlaczego nagle milknie lub mówi tak dużo, żeby nie było ciszy, która dawniej była odbierana jako naturalna?
Tu chodzi o coś, co leży jeszcze niżej. O zmianę.
Zmiana co do zasady jest trudna. Dlatego, gdy kogoś dotyczy, to tam się coś kryje. Tam leży coś więcej. I to coś warto obejrzeć. Jednak pomału, bez uproszczeń.
Ja to robię pod mikroskopem, warstwa po warstwie, jak cebulę. I przy okazji się przy tym starzeję. Każdy może mieć jednak swój własny sposób. Niektórzy chcą widzieć, inni wolą nie patrzeć i to wydaje się choćby logiczniejsze niż…narażać się na widzenie za dużo.
Co adekwatnie widzimy, gdy patrzymy na drugiego człowieka?
Ocena czyjejś mimiki i szerzej mowy ciała decydowała o naszym życiu. Dlatego uczyłyśmy się tej sztuki od razu, niemal w kołysce. Jako kobiety z natury słabsze i skazane przez wieki na pomoc mężczyzn, zdobyłyśmy umiejętność w tym zakresie na najwyższym poziomie. To dlatego dzisiaj kobiety zwykle lepiej czytają ludzi.
Musiałyśmy wiedzieć, czy ktoś jest do nas dobrze nastawiony, czy źle, czy należy się go bać, czy niekoniecznie. Do tego kluczowa była obserwacja i czytanie ludzi. Bez słów. Rzecz, której dzisiaj zbyt często nie chcemy i której się boimy.
I gdy magia czytania się zaczyna, sięgamy po telefon. Żeby od tego uciec. Czy świadomie, czy też nie.
Jak to jest rozbierać kogoś spojrzeniem i analizą?
Można patrzeć naprawdę na wiele sposobów.
Niekiedy wzrok rozbiera spojrzeniem. I to niekoniecznie z ubrań, w sposób seksualny, ale to również, nie mówię, iż nie. Pod czyimś wzrokiem można się zarumienić, a także kogoś spojrzenie może nas speszyć. Nie bez powodu mówią, iż wzrok powie nam wszystko. Oczy są zwierciadłem duszy. I wystarczy sprawdzić, jak ktoś na nas patrzy, aby dowiedzieć się, co naprawdę o nas myśli.
Jednak wzrok pokazuje nie tylko pożądanie. On mówi nam znacznie więcej, na przykład to, na ile ktoś nas zna i czy w ogóle zna. Wzrok demaskuje od razu. Można w ten sposób rozumieć się bez słów. Bawić się spojrzeniem. Przepraszać nim, a choćby kłócić, nic nie mówiąc. To sposób znany w długoletnich związkach, kiedy wystarczy spojrzeć i wszystko zdaje się jasne.
Im bardziej kogoś się zna, tym trudniej nie wyczytać z oczu prawdy. Ona po prostu tam się pojawia. W ten sposób można poznać od razu czyjeś intencje, zamiary, oszacować potencjał oszukiwania, czy znaleźć drugie dno.
Dlaczego boimy się ludzi, którzy naprawdę nas widzą?
Właśnie z tego powodu obawiamy się ludzi, którzy nas widzą. Naprawdę widzą.
Bo takie osoby wydają się czytać z nas jak z książki. Nie dają się nabierać na żadną grę, w która grają ludzie, na żadne mydlenie oczu, kluczenie, czy unikanie odpowiedzi. Oni widzą więcej niż byśmy chciały.
To domena osób wrażliwych. Takich, których radar z naturalnych, wrodzonych powodów jest wyczulony. One wchodzą do pokoju, w którym nikogo nie znają i od razu widza, kto się lubi, kto właśnie się pokłócił, kto z kim nie rozmawia i kto się kogo boi. Nie dają się nabrać grze uprzejmości i słodkich uśmiechów, one widzą głębiej, dostrzeając to, co pod powierzchnią.
I tu jest problem.
Ludzie nie chcą się odsłaniać. Lubią kreować się na kogoś, kim nie są. Często pokazywać się jako ktoś, kim chcieliby być. Niekiedy sami nie lubią swojej prawdziwej wersji. Preferują tą – stworzoną przez siebie. I tak bardzo sobie pewny kształt siebie wmawiają, iż sami w to wierzą. W tym jest właśnie często problem.
Nie chcemy być demaskowani. Bo to wymagające być sobą. Wolimy wersję stworzoną na potrzeby chwili.
Nie każdy chce być uczciwy, szczery. Niektórzy noszą rany tak wielkie, iż się chowają i nie chcą być odkryci. Dla nich osoba, która widzi naprawdę jest jak lustro. Ona pokazuje prawdę, demaskuje i odkrywa. To rodzi wstyd, zaprzeczenie i liczne pretensje. Tym większe im ktoś bardziej walczy sam ze sobą.
Dlaczego tak boimy się pokazać siebie?
Bycie naprawdę zauważonym odbiera nam coś, co na co dzień daje poczucie bezpieczeństwa — kontrolę nad tym, jak jesteśmy postrzegane.
Możemy przecież zdecydować, co pokażemy innym. Być zabawne, kiedy nie jest nam do śmiechu, udawać obojętność, kiedy coś bardzo nas porusza. Czasami przecież mówimy „wszystko w porządku”, choć doskonale wiemy, iż w porządku nie jest.
Dopóki druga osoba przyjmuje tę wersję nas bez większego zastanowienia, czujemy się bezpiecznie.
Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś zauważa pęknięcie.
Kiedy widzi, iż za pewnością siebie jest lęk. Za obojętnością być może zainteresowanie, za złością mocne zranienie. Za żartem kryje się próba ukrycia czegoś trudnego.
I wtedy nie boimy się już samego spojrzenia.
Boimy się tego, co może ono zobaczyć. Odsłonięcia.
Problem z nadinterpretacją
Bycie osobą bardzo uważną na innych ma jednak również drugą stronę. Tę ciemną, zbyt naiwną i pospieszną.
Można zauważać więcej, ale można też więcej interpretować. I też…nadinterpretować.
Osoba wrażliwa może szybciej wychwycić zmianę tonu głosu, krótszą odpowiedź, napięcie na twarzy czy nagłe wycofanie się drugiego człowieka. To cenna umiejętność. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zauważenie sygnału zostaje pomylone z pewnością, co ten sygnał oznacza.
„On jest na mnie zły”.
„Ona coś przede mną ukrywa”.
„Ten człowiek mnie nie lubi”.
Być może. Ale równie dobrze przyczyna może być zupełnie inna.
Nie chodzi zatem o to, żeby wszystko zawsze wiedzieć na pewno. Bo to tak nie działa. Kluczem jest pozostawienie sobie miejsca na szukanie odpowiedzi. Nie zawsze jedno zachowanie, czy jeden dzień mówi nam wszystko o danej osobie. Najczęściej to za mało, żeby postawić “diagnozę”.
Im bardziej zależy nam na określonej odpowiedzi, tym łatwiej znaleźć potwierdzenie tego, czego już się spodziewamy. Potrzebujemy potwierdzenia, więc dowody się znajdą. Prawda? jeżeli boimy się, iż ktoś nas nie lubi, jego krótkie spojrzenie możemy odczytać jako niechęć. jeżeli chcemy wierzyć, iż ktoś jest nami zainteresowany, ten sam gest może stać się dla nas dowodem zainteresowania.
Dlatego dobra obserwacja zaczyna się nie od pytania: „Co to znaczy?”, ale od pytania: „Co jeszcze może to oznaczać?”. I czy wszystko wzięłam pod uwagę? Czy na pewno?
Jak czytać ludzi, nie dopowiadając sobie historii?
Umiejętność czytania ludzi, naprawdę skutecznie, a nie opierania się na myśleniu życzeniowym, czy domysłach jest trudna. Trzeba mieć do tego pewne predyspozycje, większą wrażliwość, uważność i wiedzę. Poza tym trzeba mieć pewny dystans. jeżeli kierują a wręcz zalewają nas emocje, bardzo prosto popełnić błąd w tym zakresie.
Co zatem trzeba zrobić, żeby umieć kogoś zobaczyć naprawdę?
- trzeba go poznać, zrozumieć, jak zachowuje się zwykle w danych sytuacjach,
- potem dojrzeć ewentualną zmianę, która może o czymś świadczyć,
- oceniać sposób mówienia, ale też czyny,
- obserwować mowę ciała,
- zwracać uwagę na mimikę,
- kiedyś mówiono, iż najłatwiej sprawdzić drugą osobę w sytuacji granicznej, po upojeniu alkoholowym, w trakcie długiej wędrówki, kiedy dopada nas zmęczenie i głód, jak również w kryzysie. Kryzys tak często działa: mówi nam wszystko, to czego nie widać na pierwszy a choćby setny rzut oka. Moment kryzysu powie Ci wszystko…o drugim człowieku
Co naprawdę warto obserwować, patrząc na ludzi?
I tu dochodzimy do rzeczy kluczowej, żeby patrzeć spokojnie, długo i zakładać zawsze, iż to nie takie proste, jak może się wydawąć.
Należy oceniać:
- zachowanie człowieka w różnych sytuacjach,
- różnicę między słowami a czynami,
- nagłe zmiany w sposobie komunikacji,
- mimikę i ton głosu,
- reakcje na stres, krytykę i odmowę,
- sposób traktowania osób, od których niczego nie potrzebuje,
- powtarzające się wzorce, a nie pojedyncze zdarzenia.
Dopiero z takiej układanki można próbować coś zrozumieć. Jednak zawsze warto mieć z tyłu głowy to, iż możesz się mylić. Zwłaszcza jeżeli nie znasz drugiej osoby, tak naprawdę, a tylko Ci się wydaje, iż ją rozgryzłaś.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego boimy się ludzi, którzy naprawdę nas widzą?
Bo ich uważność może sprawiać, iż czujemy utratę kontroli nad własnym wizerunkiem. Możemy mieć wrażenie, iż zauważają emocje lub zachowania, które chcieliśmy ukryć.
Czy można czytać ludzi z oczu?
Spojrzenie może dostarczać informacji o zachowaniu i emocjach, ale samo w sobie nie pozwala pewnie odczytać cudzych myśli ani intencji. Zawsze istotny jest kontekst oraz inne sygnały.
Jak nauczyć się lepiej czytać ludzi?
Warto obserwować powtarzające się wzorce zachowania, poznawać sposób funkcjonowania danej osoby i zwracać uwagę przede wszystkim na zmiany. Pomaga również porównywanie słów z czynami.
Czy osoby wrażliwe lepiej rozpoznają emocje innych?
Większa uważność na bodźce społeczne może pomagać zauważać drobne zmiany w zachowaniu innych osób. Nie oznacza jednak, iż każda interpretacja będzie trafna. Wrażliwość na sygnały i poprawne rozumienie ich znaczenia to dwie różne rzeczy.
Czy można rozpoznać kłamstwo po spojrzeniu?
Nie ma jednego rodzaju spojrzenia ani pojedynczego zachowania, które pozwalałoby niezawodnie rozpoznać kłamstwo. Unikanie kontaktu wzrokowego może mieć wiele różnych przyczyn. Nie zawsze oznacza to kłamstwo.
Są ludzie, którzy widzą więcej. Naprawdę są?
Moja Babcia patrzyła na mnie jak rentgen. Pamiętam, iż widziała, iż podcięłam włosy, dosłownie o dwa centymetry, co w przypadku długich włosów było wyczynem. Widziała, iż miałam trudną noc, iż coś mnie martwi, chociaż się uśmiechałam i umiałam ukryć naprawdę wiele. Rodzice często nie widzieli, a ona tak. Chociaż nie widziała mnie na co dzień. A może właśnie dlatego, iż nie widziała? Może dlatego tak mocno pamiętamy tych, którzy widzieli nas naprawdę? Bo z jednej strony czuliśmy z nimi dziwną bliskość, a z drugiej czuliśmy się demaskowani?
To zresztą chyba przychodzi wraz z wiekiem, ta umiejętność widzenia, bo w tej chwili widzę, iż podobnie patrzą starsze kobiety w rodzinie. Chyba coś w tym jest… Jak sądzisz?
Ja to tak widzę. Wraz z wiekiem i doświadczeniem uczymy się dostrzegać więcej. Jak operator, bierzemy rzecz i wyostrzamy. Czasami Alfabetami, jak ostatnio ja, innym razem newsletterem, jak od dłuższego czasu. Można to lubić, ale można też czuć dyskomfort, iż ktoś nie nabiera się na pozory…
Jak jest u Ciebie? Czujesz się z tym ok, gdy ktoś Cię widzi? Naprawdę widzi? Czy może wolałabyś nie widzieć i nie rozumieć więcej?





