Ja to jednak chyba deklem jestem po prostu. Kocham SF. Kocham starą SF. Kocham death metal. Uwielbiam Morbid Angel, Gorguts, Voivod i Demilich. I kurwa mać nie zatrybiłem tego zespołu, niby sprawdzając każdy materiał, ale jakoś kątem dupy chyba słuchałem, przyjąłem jak za swoje wszystkie obiegowe opinie i jak zobaczyłem, iż są ich płyty dogodnie po taniości do przygarnięcia, w ogóle mnie nie tknęło z początku. Ale na szczęście więcej grzechów nie pamiętam, bo jak już mnie jednak tknęło, to siadło tak, iż ja żesz pierdolę. Nie będę się spierał o pryncypia, kontrasty, Pink Floyd i stopień przystępności, napiszę tylko, iż po mojemu trzeba słuchać tego z całym dobrodziejstwem inwentarza - tekstami, grafikami, opisami, detalami, symbolami i całą resztą. Po odsłuchu ich płyty czuję się, jakbym przez te pół godziny zajebiście wciągające i z rozmachem napisane opowiadanie SF przeczytał. kilka sposobów spędzenia połowy godziny stoi w moim wewnetrznym rankingu oceny satysfakcji z życia wyżej. A iż przy okazji świetnie bawiłem się przy lekturze tego wątku, to też wartość dodana, zwłaszcza yogowe relacje koncertowe przyprawiły mnie o niejaką zazdrość.

Statystyki: autor: porwanie w satanistanie — 18 min. temu