CZYTAJĄC O HISTORI 17 (?)
Tym razem jest to raczej czytanie o pisaniu o historii.
Mam jakąś – może niezdrową – fascynację książkami, które potrafią przemodelować nasze myślenie o jakimś aspekcie historii. O czymś, o czym wszędzie i zawsze mówi nam się jedno, a jest to tylko mit dość odległy od faktów. Mowa jest tu o „Średniowiecze … wielkie oszustwo” Jacquesa Heersa, wydane przez Andegawenum w 2025. Przedstawione przez autora średniowiecze jest zupełnie inne niż to, które zakorzeniali nam w świadomości różni mądrzy. I on ich krytykuje, mówiąc o nich na przykład: błyskotliwi eseiści – nie: historycy.
Prócz tego, iż to pozycją, którą polecam, to dostrzegam jej dwie wady. Przez wiele stron zawiera ta książka … nabijanie się z tych błyskotliwych eseistów zamiast zajmowania się tematem głównym. To była ta część tekstu na temat jakie źródła są wiarygodne i niosące istotne informacje. Trochę na początku jest wejście w zasygnalizowany temat, a powrót do niego zaczyna się gdzieś tak od połowy, ale już na grubo i na poważnie. Drugą wadą jest dyżurne ograniczenie historyków z tamtego obszaru. Średniowiecze miało miejsce we Francji, Włoszech, trochę w Hiszpanii i na wyspach brytyjskich, sięgnęło choćby do terenów germańskich – w którymś momencie ( książki) docierając choćby do Łaby. W tej książce nas, Słowian, a także Wikingów, średniowiecze w jakiś magiczny sposób ominęło, a tu inaczej się współżyło, tu rzymskie i bizantyjskie chrześcijaństwo dotarło dość późno. Tu rozwiązania koczownicze były jeszcze świeże – więc przede wszystkim inaczej wyglądała struktura społeczna. Bałkany? – one do Europy dokleiły się dopiero potem, choć chrześcijaństwo dotarło tam jeszcze w antyku.
To co w tym nowe, świeże i ożywcze to konstatacja, iż ludzie już wtedy zachowywali się tak jak dziś. Już wtedy stosowano te wszystkie mechanizmy bankowe co dziś. I te wszystkie te rozwiązania społeczne – korporacje, spółdzielnie, feudalizm. Że już wtedy ludzie z miasta przenosili swe interesy na wieś, bo tam było luźniej niż w mieście. Lansowanie z propagowaniem. I obrzydzanie oponentów. Że ludzie już wtedy mieli te same schematy myślowe co i dziś, tylko narzędzia się doskonaliły.
Heers jest krytyczny wobec tym sztywnym ramom czasowym doklejonym do epok. Renesans w Italii zaczyna się, gdy wokoło trwa jeszcze średniowiecze? Tyle, iż włoscy twórcy renesansu inspirują się średniowiecznym francuskim gotykiem. A iż żyją na dworze to wychwalają życie dworskie jako stojące wyżej od życia w mieście.
Heers przytacza też przykłady powielania tych historycznych miazmatów - „polityczne intencje i snobizm intelektualny”. Pokazuje to na podstawie francuskich - podstaw programowych? do nauki historii. My mieliśmy większą dynamikę zmian, mieliśmy okresy, gdy kierownik nie mówił po polsku i trzeba było porozumiewać się po ichniemu.
Heers wspomina o wielkich stylach – gotyku, renesansie i tworzonych na ich temat interpretacji. Te strzeliste gotyckie okna to germańskie odwzorowanie zwieńczenia alei drzew stykających się gałęziami.
Nie ma ceny, bo to książka z biblioteki, ale tania ona chyba nie jest. Bo jest solidnie i wygodnie zrobiona. ( Wiecie o tym, iż czytanie książek rozwija mięśnie górnych partii ciała? Im grubsza tym lepsza.)
I – o, ja nieinteligentny! – dotąd o tym nie pomyślałem, iż pozostało ktoś pomiędzy mną, czytelnikiem takich książek, a ich autorem. Tłumacz. Kiedy francuski pisarz/historyk coś tam pobełkocze po francusku, to polski tłumacz może to jeszcze podciągnąć do poziomu: nadaje się do czytania. Choć łatwiej jest tu coś zepsuć, przeinaczyć. ( Fredzia Phi – Phi).
I ta niepamięć, bo przypomniałem sobie w tym momencie, iż tu, w „publixo”, czytałem teksty o kiksach, zaniechaniach tłumaczy z obcych na nasze – cały cykl tych tekstów. O tym jak oryginał różni się od tłumaczenia. Tu akurat tłumaczem jest Piotr Tylus, z pewnością więc i jemu wiele ta książka zawdzięcza.
Myśl na koniec: a gdyby tak przetranslować jakiś tekst przez - 6?, 8 języków? – by w końcu przetłumaczyć go na język pierwotny, to jak on będzie się miał do korzennego tekstu?




