Zdjęcie: Muzeum Literatury w Warszawie / East News
Bruno Schulz wraca w dwóch wydanych w Polsce biograficznych książkach, a także w nowej powieści Olgi Tokarczuk, z motywem zaginionego „Mesjasza”. Świat nie przestaje szukać tej powieści i rośnie fascynacja jej autorem.
Świata jest za dużo, a Schulza ciągle za mało. Dwie niewielkie książki – „Sklepy cynamonowe” i „Sanatorium pod Klepsydrą” – oraz jego rysunki przez cały czas hipnotyzują, ciągle przybywa czytelników i interpretatorów oraz dopisanych wersji dalszego losu pisarza. W powieści Olgi Tokarczuk „Świata jest za dużo” Schulz jako „autor maszynopisu” doczekał się choćby Nagrody Nobla. Alternatywny los Schulza tworzył też David Grosman w powieści „Patrz pod: Miłość” czy Cynthia Ozick w „Mesjaszu ze Sztokholmu”, pod jego wpływem byli Philip Roth, Nicole Krauss, Jonathan Safran Foer i wielu innych. Benjamin Balint we właśnie wydanej książce „Bruno Schulz. O artyście, jego zabójcy i uprowadzeniu historii” (przeł. Michał Lipa, Wydawnictwo Agora) pokazuje jeszcze inny aspekt siły oddziaływania Schulza – spór międzynarodowy o to, do kogo należy ten pisarz i jego spuścizna.
Punktem wyjścia jest kradzież fresków Schulza, odnalezionych w Drohobyczu w 2001 r. Zostały wywiezione bezprawnie do Instytutu Jad Waszem tuż po ich odkryciu w spiżarni dawnej willi Landaua, hitlerowskiego protektora pisarza. Miał udekorować ściany pokoju dziecięcego baśniowymi scenami: są powozy i Królewna Śnieżka, ale twarze nie są baśniowe – znajdziemy tu autoportret Schulza, jego ojca i wychudzonych towarzyszy niedoli z getta, autor przeniósł ich na mury w baśniowy świat i otoczył królewskim przepychem.
Balint opisuje szczegóły „Operacji Schulz”. Kiedy odkrywca fresków Benjamin Geissler rozmawiał w Jad Waszem o planowanej renowacji, nie miał pojęcia, iż w tym samym momencie trzech specjalistów już było w spiżarni w Drohobyczu i zdejmowało ze ściany freski – niezgodnie z prawem ukraińskim, polskim i międzynarodowym.