Wyobraźnia, co oczywiste, może być na równi błogosławieństwem i przekleństwem w zależności od swego celu. Jednocześnie bądź naprzemiennie. Cel zaś akurat nie zawsze jest rozpoznawalny przez fantazjującego, w każdym razie Felicja nie całkiem nad nim panowała. Niestety myliłby się ten, kto sądziłby, iż po zdobyciu cudownej pestki (Patrz: „Felicja z pestką”), tylko nią się zajęła. Nic bardziej mylnego. Dlatego niestety błogosławione Ziarenko miało się nijak do swego owocowania. Rosło sobie raz tak, raz siak, w niepokojącej plątaninie własnych i obcych pędów. Rzecz w tym, iż mysz nie znalazła wystarczająco dużo czasu by serio zająć się uprawą powierzonego jej Skarbu. Nieustannie migający kalejdoskop zewnętrznych natrętnych informacji rozpraszał ją zupełnie. Nosiło ją od jednej do drugiej myśli... Suma summarum musimy stwierdzić, iż w rzeczywistości nie przynależała do żadnego ze wspomnianych wcześniej światów; ani do Świata Wielkiej Księgi, zwanej „Biblią”, ani do „Świata Dysku” T.Pratchetta, do którego będziemy nawiązywać (Uwaga: Zdecydowanie wolimy odwoływać się do wizji przyszłości Pratchetta niż do koszmarów Orwella, choćby dlatego, iż przedkładamy humor nad mądrą ponurość; poza tym imaginacja sir Terrego jest niestety bardziej niebezpieczna, więc warta szczególnego zachodu). Mysz trwała między tymi rzeczywistościami, robiąc ciągłe wycieczki do obydwu i łudząc się wydumaną stoicką niezależnością. W rzeczy samej ten jej pozorny „Świat Środka” był prawie lustrzanym odbiciem słynnego Ankh-Morpork z Dysku, choć do niego formalnie nie należał, tak jak i ona sama. W każdym razie pewnym jest to, iż właśnie na jego obrzeżu Felicja wybudowała sobie (czytaj: wymyśliła) swój zamek, z tyle butną co nieprawdziwą dewizą na głównym portalu : „My house is my castle!”. Mówiąc szczerze – zawłaszczyła go, ale pominiemy tu tę kwestię, choć meandry samego pomysłu są niewątpliwie zajmujące. W każdym razie nie była to Odwrócona Góra, taka jak Zmokberg Pratchetta, czy wzięty od niego przez Niemczuka Hellberg, zaś mysz nie przypominała Morbata, a już na pewno Zmokodzierżcy, choć posiadała odpowiednie ku temu cechy, wytłumiane wrodzoną delikatnością ( O czym w innym miejscu naszej opowieści).
Jej zamek był eklektyczny co się zowie. Wieżyczki, hurdycje, krużganki, wykusze, lodżie...Pełny zestaw turystycznych zachwytów.
Statystyki: autor: Ryszard Sziler — 21 lip 2026, 06:47





