Brutalne rozkosze, niewielkie zachwyty… Recenzja powieści “Te brutalne rozkosze”

kulturalnemedia.pl 4 godzin temu

Co się dzieje, kiedy fascynacja drugim człowiekiem staje się obsesją? Kiedy związek dwójki młodych ludzi okazuje się toksyczny i niebezpieczny? Kiedy do głosu dochodzą Te brutalne rozkosze?

Paul i Julian są jak dwa przeciwne bieguny. Paul pochodzi z robotniczej rodziny i wchodzi w dorosłość naznaczony samobójczą śmiercią ojca, z którym był mocno związany. Jest zamknięty w sobie, niepewny siebie i bardzo wrażliwy. Jest inteligentny, zainteresowany sztuką i filozofią, ale jednocześnie ma ogromny problem z poczuciem własnej wartości i z odnalezieniem się wśród innych ludzi. Jego rodzina dostrzega w nim przede wszystkim samotnika, który nigdy nie miał prawdziwego przyjaciela.

Julian z kolei pochodzi z zamożnej rodziny, a do tego jest pewny siebie, błyskotliwy i oczytany, Dodatkowo, stanowi bardzo charyzmatyczną postać, która łatwo oczarowuje ludzi. Julian potrafi być czuły i fascynujący, ale również kapryśny, okrutny i manipulacyjny. Dostrzega fascynację Paula i — świadomie lub nie — zaczyna mieć nad nim coraz większą władzę. Z czasem ich relacja staje się coraz bardziej niepokojąca i toksyczna.

O co tyle zachwytu?

Zanim sięgnęłam po tę książkę, naczytałam się i nasłuchałam zachwytów nad tą powieścią. Zresztą, Te brutalne rozkosze zostały określone “Literacką sensacją roku 2025 roku”. Początek zapowiadał się dobrze – dwójka chłopaków porywa mężczyznę pod osłoną nocy. Później widzimy spotkanie Juliana i Paula na zajęciach w college’u. Autor pokazuje czytelnikowi historię ich relacji – to, jak chłopcy poznają nawzajem swoje rodziny, jak spędzają czas ze sobą, jak ich rodzinom nie jest na rękę uczucie między nimi. Jest to oczywiste nawiązanie do Romea i Julii Williama Szekspira. I o ile związek chłopaków i wątki z tym związane były interesujące, o tyle cała powieść jest dla mnie przefilozofowana i przepsychologizowana. Być może miała taka być, jednak wolałabym skupić się na wydarzeniach związanych z bohaterami, a nie filozoficznych dysputach. Styl autora jest bardzo ciężki i, niestety, nie spodobał mi się. Czytając, zadawałam sobie wielokrotnie pytanie: “Po co jest ten i ten fragment?”.

Wiem, iż ta powieść ma wielu miłośników. Wiele osób uważa, iż jest ona zachętą do filozoficznych refleksji. Tylko iż ja, kiedy sięgam po książkę, nie chciałam otrzymać czegoś takiego. Nie jestem z osób prowadzących filozoficzne dysputy. prawdopodobnie dlatego odbiłam się od tej książki. Gdyby Te brutalne rozkosze zostały pozbawione tej akademickiej otoczki i były napisane lżej, może by mi się spodobały.

Jestem czytelniczką, która po książki sięga dla fabuły. Nie chodzi o to, aby każdy pisał jak Marcel Moss. Jednak powieść napchana filozofią, w której wydarzenia schodzą na drugi plan i są opowiadane bardzo topornie, nie jest dla mnie.

Tak jak uwielbiam książki od wydawnictwa Mova, tak z tym debiutem się nie polubiłam.

Idź do oryginalnego materiału