Zbrodnia ludobójstwa, zdefiniowana przez Rafała Lemkina jako systematyczne niszczenie grup narodowych, etnicznych czy religijnych, rzadko rodzi się z nagłego wybuchu szału. To proces krystalizacji ideologii, dehumanizacji „innego” i biurokratycznej precyzji, która zamienia sąsiada w zło. Podczas gdy historycy badają mechanizmy polityczne, kino – jako medium empatii i wizualnego świadectwa – mierzy się z tym, co niewyrażalne: z psychologicznym i metafizycznym kosztem unicestwienia.
Czytaj też: Rusza Berlinale! Kto powalczy o nagrodę? Na te filmy czekamy szczególnie
Mechanizm wyparcia
Turecki film robi to wnikliwie, stając się ciekawym punktem odniesienia w tej debacie, jednocześnie rezygnuje z epatowania pornografią przemocy. Obraz skupia się na mechanizmie wyparcia wspólnoty, która nie chce widzieć własnych błędów i przyznawać się do winy. Alpera interesuje to, jak chciwość i kompleksy infekują tkankę rodzinną, zmieniając pamięć, wiarę i wartości w narzędzia manipulacji.
Reżyser zestawia te wydarzenia z globalnymi wzorcami wrogości etnicznej i kolonializmu osadniczego, odnosząc się bezpośrednio do współczesnych tragedii, takich jak ludobójstwo w Palestynie czy brutalne represje w Iranie. Wykorzystuje historię lokalnego sporu o ziemię, by pokazać niebezpieczny mechanizm retoryki populistycznych liderów, którzy kreują podziały, podsycają waśnie, przekonując, iż przetrwanie „nas” wymaga eliminacji „ich”.
W centrum opowieści stoi figura braci. Młodszy jest szanowanym imamem, drugi nie może się pogodzić z tym, iż wbrew uświęconym zwyczajom został pominięty – czytelne odwołanie do mitu Kaina i Abla. Alper go dekonstruuje, odważnie dotykając również tematu seksualnej represji i tłumionej zazdrości. W społecznościach, gdzie ciało jest polem kontroli, a pragnienie źródłem wstydu, frustracja znajduje ujście w agresji. Badania nad autorytaryzmem – od klasycznych prac Theodora Adorno po współczesne analizy psychologii politycznej – wskazują, iż osoby o silnie represyjnej socjalizacji częściej wykazują skłonność do szukania twardych autorytetów i jednoznacznych norm moralnych. Fanatyzm bywa odpowiedzią na chaos wewnętrzny.
W „Zbawieniu” religia staje się nieodłącznym elementem walki o władzę, idealnym sposobem na usprawiedliwienie kłamstw i zbrodniczych zapędów. Zakazy porządkują świat. A gdy świat wymyka się spod kontroli, pokusa, by sięgnąć po radykalne rozwiązania, rośnie. Kompleksy – seksualne, społeczne, klasowe – stapiają się z poczuciem upokorzenia. A upokorzenie okazuje się najlepszym paliwem przemocy.
Filmowy konflikt między braćmi nie wynika z realnej, nieusuwalnej różnicy w ich charakterach. Jest produktem narracji, którą wspólnota zaczyna snuć o samej sobie. To opowieść o urojonej czystości i stygmatyzacji innych. W chwili gdy jeden z braci czuje się zdradzony przez żonę, skrzywdzony i potraktowany niesprawiedliwie przez przodków, zazdrość i ambicja nie dają mu spokoju. Żeby się zemścić, szuka zagrożenia. A jeżeli zagrożenie ma charakter esencjonalny, jeżeli zło jest „w krwi”, to logiczną konsekwencją staje się jego eliminacja. Najlepiej: całej linii, rodziny, przyszłości, pamięci.
Czytaj też: Zmarł Robert Duvall, mistrz kina amerykańskiego. Coppola zrobił z niego gwiazdę
Dehumanizacja
W tym miejscu film dotyka sedna mechanizmu ludobójczego. Zło przestaje być czynem, który można osądzić i ukarać. Psychologia społeczna opisuje to jako dehumanizację: proces, w którym przeciwnik zostaje zredukowany do jednej, negatywnej cechy, a następnie wyjęty poza wspólnotę moralną. Historia zna tę sekwencję aż nazbyt dobrze – od ludobójstwa w Rwandzie, gdzie propaganda przedstawiała Tutsi jako „karaluchy”, po bratobójcze wojny w byłej Jugosławii, gdzie sąsiedzi nagle odkrywali w sobie śmiertelnych wrogów.
Alper pokazuje, iż przemoc nie wybucha w próżni. Rodzi się w atmosferze kryzysu i upokorzenia. W jego filmie ekonomiczna stagnacja, lęk przed utratą wpływów i erozja autorytetu mężczyzn splatają się z religijną retoryką oczyszczenia. Kapłan – postać kluczowa – wskazując, co jest dobre, a co złe, wywiera wpływ na wspólnotę, określa jej cele i aspiracje. Gdy moralny osąd przybiera formę boskiego werdyktu potwierdzającego kłamstwo, kompromis przestaje być możliwy.
To jeden z powodów, dla których film rezonuje tak silnie poza Turcją. Współczesne społeczeństwa, także demokratyczne, coraz częściej operują językiem moralnej absolutyzacji. Polityczni przeciwnicy nie są już oponentami – są „zdrajcami”, „wrogami narodu”, „zepsutymi elitami”. Media społecznościowe wzmacniają plemienne tożsamości, nagradzają oburzenie i upraszczają złożoność do czarno-białych narracji. Film Alpera czyta się jak ostrzeżenie: każda wspólnota, która potrzebuje „złego bliźniaka”, aby potwierdzić własną niewinność, staje na bardzo niebezpiecznej drodze.
Czytaj też: Jazzowa sensacja Berlinale. Kino wreszcie zrozumiało Billa Evansa. W jego muzyce była rozpacz
Bez kompromisu
Reżyser od lat konsekwentnie bada te mechanizmy. Należy do najbardziej przenikliwych i intelektualnie bezkompromisowych twórców współczesnego kina tureckiego. Urodzony w 1974 r. w Konya, wykształcony jako ekonomista (doktorat z historii gospodarczej), wszedł do kina nie jako esteta zapatrzony w formę, ale jako myśliciel zainteresowany strukturą władzy, pamięcią zbiorową i mechanizmami przemocy. Jego filmy są chłodne w tonie, precyzyjne w konstrukcji i konsekwentnie skupione na tym, co dzieje się z człowiekiem w systemie nacisku: politycznego, społecznego, moralnego.
Już w debiutanckim „Za wzgórzem” izolowana rodzina projektowała własne lęki na niewidzialnego wroga. W „Blokadzie” paranoja państwa przenikała do prywatnych relacji, zatruwając więzi braterskie. W „Gorących dniach” lokalna społeczność, podsycana populistyczną retoryką, niszczyła jednostkę próbującą bronić prawa. „Zbawienie” jest logicznym rozwinięciem tej drogi twórczej: jeżeli wcześniej Alper analizował narodziny wroga, teraz pokazuje finał – moment, w którym hamulce nie obowiązują, proces przeistacza się w masakrę.
Artystyczna siła filmu tkwi w jego powściągliwości. Krajobraz Anatolii – surowy, niemal biblijny – nie jest egzotyczną dekoracją, ale metaforą duchowego wyjałowienia. Dialogi są oszczędne, a przemoc często pozostaje poza kadrem, co paradoksalnie czyni ją bardziej dotkliwą. Reżyser nie oferuje widzowi komfortu jednoznacznego potępienia. Zmusza do rozpoznania, iż mechanizm wykluczenia jest uniwersalny.
Epoka kryzysów
Dobre przyjęcie „Zbawienia” w Berlinie można tłumaczyć również odpowiednim momentem historycznym. Żyjemy w epoce narastającej polaryzacji, kryzysów migracyjnych, wojen informacyjnych i odradzających się nacjonalizmów. Film Alpera trafia w nerw tych lęków, nie popadając w doraźną publicystykę. Jego przypowieść jest zakorzeniona w lokalnym kontekście, ale czytelna globalnie.
Wartością jest też jego intelektualna uczciwość. Alper nie demonizuje religii ani tradycji jako takich; pokazuje, jak łatwo mogą zostać wykorzystane do legitymizacji przemocy, gdy splecie się je z poczuciem zagrożenia i frustracją. Nie twierdzi, iż zło jest nieuniknione. Twierdzi, iż jego narodziny są przewidywalne – jeżeli zignorujemy sygnały ostrzegawcze.
W czasach gdy debata publiczna coraz częściej sprowadza się do moralnych oskarżeń, „Zbawienie” proponuje coś rzadkiego: namysł. Nie krzyk, tylko obserwację. A spojrzenie jest tak przenikliwe, iż trudno się od niego oderwać.














