Losy Batmana możemy śledzić nieprzerwanie od ponad 80 lat. Choć zadebiutował on w 1939 roku, łatwo o tym zapomnieć. Wraz z biegiem lat bohater jest coraz bardziej uwspółcześniany, by dopasować się do aktualnych czasów i trendów. Wprowadzono dzięki temu wiele zmian, które dla współczesnego czytelnika wydają się najważniejsze dla postaci. Dan Jurgens zadał sobie natomiast pytanie – a co gdyby napisać współcześnie komiks o tym „pierwszym” Batmanie? Tym w fioletowych rękawiczkach, z bardzo prymitywnymi gadżetami?
Bat-Man: Pierwszy rycerz przywraca bohatera do mrocznych czasów, w których zaliczył swój debiut. Czasów Wielkiego Kryzysu, w których wszechobecne było skrajne ubóstwo, a ludzie tracili swoje majątki. Czasów antysemityzmu, w których faszyzm stawał się coraz powszechniejszą ideologią. I finalnie, czasów, w których ludzie niepozbierani do kupy po I wojnie światowej, szykowali się na drugą. Z uwagi na tak chaotyczny czas w historii, fabuła postanawia czerpać z niego garściami, wykorzystując realne w tamtym okresie problemy do nadania historii głębi.
Główna intryga kręci się wokół tajemniczych morderstw mających miejsce w całym Gotham. Wspólnymi cechami ofiar są przede wszystkim wysokie pozycje w społeczeństwie, dlatego wśród ludzi u władzy lub tych u szczytu drabiny klasowej panuje ogromna panika. Jest jednak pewien element nie mający żadnego sensu w tej układance. Za zabójstwami stoją ludzie, którzy nie powinni w ogóle żyć. Policja z Jimem Gordonem na czele próbuje rozwikłać tę sprawę, choć nieskutecznie. Nie wiedzą oni jednak, iż dostaną pomocną dłoń od tajemniczego mściciela działającego w cieniu. Postaci, którą gazety okrzyknęły Bat-Manem.
Fot. EgmontJuż od samego początku komiks ocieka klimatem pulpowych kryminałów noir z czasów, w których toczy się akcja. Architektura, moda i styl bycia są niemalże żywcem wyjęte z Ameryki lat 40. Batman mierzy się tu głównie ze zwykłymi gangsterami dzierżącymi Tommy Guny, a sam jest o wiele bardziej podatny na obrażenia niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Nadaje to historii bardzo przyziemnego klimatu, przez który momentami można zapomnieć, iż czytamy komiks superbohaterski. O wiele bliżej tej historii do powieści, które oryginalnie zainspirowały twórców Batmana, niż do klasycznych komiksów z Mrocznym Rycerzem.
Przytłaczającą atmosferę opowieści podkreślają świetne rysunki Mike’a Perkinsa. Jego prace są niezwykle realistyczne, przez co momentami można było odnieść wrażenie, iż obserwujemy prawdziwych ludzi a nie zwykłe, komiksowe postacie. Ponadto wykorzystuje on bardzo mocno cienie, co nadaje panelom mocno posępnego charakteru. Ta lubiana przez artystę gra cieni działa szczególnie dobrze w scenach z Batmanem na pierwszym planie. Pierwszy raz mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie z Gotham City mogliby go uznać za jakieś mroczne stworzenie zamiast zwykłego człowieka w kostiumie.
Fot. EgmontJeśli chodzi o rozgrywającą się tu sprawę detektywistyczną, wypada ona bardzo dobrze. Dostajemy tutaj z każdym fragmentem historii kolejne elementy układanki i razem z bohaterem jesteśmy coraz bardziej w stanie poukładać je na swoje miejsce. W trakcie swojego śledztwa Batman spotyka wiele postaci, z czego każda z nich wydała mi się interesująca. Szczególnie przypadł mi do gustu rabin, którego protagonista co jakiś czas odwiedza, by móc się komuś wygadać. Rozmowy pomiędzy nimi są prawdopodobnie najlepsze w całym komiksie.
Bat-Man: Pierwszy rycerz to świetnie poprowadzony kryminał noir, który w interesujący sposób wykorzystuje czas akcji, w jakim został osadzony. Choć Batman miał chyba więcej reinterpretacji niż jakikolwiek inny superbohater, tytuł ten jest w stanie zrobić z nim coś unikalnego. A dla tej postaci jest to nie lada osiągnięcie.
Fot. główna: Egmont








