Babcia Anioł Stróż – Opowieść o Lenie, której ojciec porzucił matkę jeszcze zanim się urodziła, a ma…

twojacena.pl 7 godzin temu

BABCIA ANIOŁ STRÓŻ

Rodziców Kalina nie pamiętała. Ojciec porzucił matkę, gdy była z nią w ciąży, i później nic już o nim nie wiedziała. Mama odeszła nagle miała zaledwie 1,5 roku, gdy rak zabrał ją błyskawicznie, jak płomień świecy.

Kalina wychowywała się u Babci Celiny, matki mamy. Dziadek odszedł młodo, więc Babcia Celina całe życie poświęciła córce i wnuczce. Już od najmłodszych lat Kalina i babcia miały niezwykle silną, duchową więź. Babcia zawsze wiedziała, czego Kalinka potrzebuje, rozumiały się bez słów.

Wszyscy kochali Babcię Celinę sąsiedzi, nauczycielki, a choćby panie ze sklepu spożywczego. Na zebrania szkolne często przychodziła z koszykiem pączków bo jak to tak, siedzieć głodnym, po pracy, zmęczonym? Nigdy nikogo nie obmawiała, nie plotkowała, ale wszyscy przychodzili do niej po radę. Kalina była szczęśliwa, iż ma taką babcię.

Sama Kalina nie miała szczęścia w miłości. Szkoła, potem studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, praca, wiecznie gdzieś biegła, zawsze coś do załatwienia. Chłopcy się pojawiali, ale to nie było to wszyscy jacyś nie tacy. Babcia Celina martwiła się o nią:

No i co ty, Kalino, ciągle sama? Nie znajdzie się żaden porządny chłopak? Przecież piękna z ciebie kobieta i mądra mówiła z troską.

Kalina żartowała, ale w środku wiedziała, iż czas założyć rodzinę w końcu już trzydziestka minęła.

Śmierć babci przyszła niespodziewanie. Po prostu nie obudziła się już rano serce zatrzymało się we śnie. Kalina nie mogła w to uwierzyć, funkcjonowała jak w transie: chodziła do pracy, do sklepu, wszystko robiła automatycznie. W mieszkaniu czekała już tylko kotka Mruczka. Kalina nigdy nie czuła się bardziej samotna.

Pewnego dnia jechała pociągiem z Krakowa do Warszawy, pogrążona w lekturze. Na przeciwko przysiadł się mężczyzna, elegancki, może około czterdziestki. Przez chwilę przyglądał się jej z zainteresowaniem, co wbrew pozorom Kalinie bardzo się podobało. Zaczął rozmowę o książkach, a Kalina mogła by o literaturze dyskutować godzinami. Jak w filmie, pomyślała. Nie chciała wysiadać, gdy nadszedł jej przystanek.

Mężczyzna nazywał się Michał. Zaproponował, by spotkali się w pobliskiej kawiarni. Kalina z euforią się zgodziła.

Od tamtej pory zaczęła się ich zawrotna znajomość. Dzwonili do siebie codziennie, wymieniali wiadomości, spotykali się, choć nie za często Michał ciągle był zapracowany. kilka o nim wiedziała unikał rozmów o przeszłości, rodzinie czy pracy. Ale Kalina pierwszy raz w życiu czuła się szczęśliwa przy mężczyźnie.

W pewien weekend Michał zaprosił ją do eleganckiej restauracji w centrum miasta i dał do zrozumienia, iż to będzie szczególny wieczór. Kalinie serce biło mocniej domyślała się, iż zaraz padnie propozycja małżeństwa. Wreszcie miała mieć rodzinę, dzieci, wszystko, o czym marzyła… tylko szkoda, iż babci już nie ma.

Wieczorem leżała na kanapie, rozmyślając, co powinna założyć na ten wyjątkowy dzień. Jak zawsze przewijała sukienki w aplikacji na telefonie, niedługo zmorzył ją sen.

We śnie przyszła do niej Babcia Celina, w swoim ulubionym, zielonym fartuchu, usiadła koło niej, pogłaskała po włosach. Kalina była zaskoczona i bardzo szczęśliwa.

Babciu, przecież ciebie już z nami nie ma, jak się tu znalazłaś?
Kalinko kochana, ja nigdzie nie odeszłam. JESTEM obok ciebie, czuwam, widzę wszystko i słyszę, choć ty mnie nie widzisz. Chcę cię ostrzec nie spotykaj się z tym mężczyzną, on nie jest dobrym człowiekiem. Posłuchaj mnie, proszę. Powiedziała i rozwiała się jak mgiełka.

Kalina zerwała się, rozdygotana. Przecież przed chwilą widziała babcię, a teraz była sama. Zrozumiała, iż to tylko sen, ale nie mogła się uspokoić. Wracała do wybierania kreacji, ale niepokój nie opuszczał jej ani na moment. Czy babcia mogła mieć rację? Przecież nie znała Michała

Dzień X zbliżał się nieubłaganie. Kalina nie umiała wybrać sukienki, wszystko wypadało jej z rąk, a w głowie ciągle powtarzała słowa Babci Celiny. Nigdy nie wierzyła we wróżebne sny, ale czy Babcia mogła przyśnić się bez powodu?

W końcu nadeszła sobota Kalina poszła do restauracji w zwykłej sukience, nie mając w ogóle nastroju. Michał od razu to wyczuł.

Co się stało, kochanie? spytał łagodnie.
Nic, wszystko w porządku odpowiedziała niepewnie.

Michał próbował ją rozbawić, sypał dowcipami, zagadywał, ale Kalina była nieobecna. Pod koniec kolacji ukląkł niespodziewanie niczym w romantycznych filmach i podał jej małe pudełeczko.

W tej chwili poczuła się dziwnie: zawroty głowy, szum w uszach i nagle zobaczyła Babcię Celinę patrzącą przez restauracyjne okno. Stała nieruchomo i patrzyła wprost na nią. Kalina zrozumiała to jest znak.

Przepraszam, Michał, nie mogę wyszeptała.
Ale dlaczego, co zrobiłem nie tak?
Nic, po prostu zawsze wierzyłam babci. Wybiegła z restauracji na oślep.

Michał wybiegł za nią, jego twarz wykrzywił gniew, chwycił ją mocno i zaczął wykrzykiwać:
A więc tak? Nie chcesz za mnie wyjść, głupia? Siedź sobie sama ze swoją kotką! Kto by cię chciał, taka stara panna!

Kalina była w szoku. Przed chwilą wydawał się takim serdecznym, mądrym człowiekiem; już widziała z nim swoją rodzinę

Następnego dnia odwiedziła Andrzeja, dawnego kolegę z klasy, który w tej chwili był komendantem policji w Krakowie. Poprosiła, by sprawdził Michała w systemie, podała jego zdjęcie i dane.

Po dwóch dniach Andrzej zadzwonił:
Kalina, nie mam dobrych wieści Twój Michał to oszust. Poznaje samotne kobiety, żeni się z nimi, potem zapisują na niego mieszkanie albo biorą kredyty, które on niby inwestuje w swój biznes, a potem wyrzuca kobiety na bruk i rozwodzi się z nimi. Kilka razy był już za to skazany. Miałaś szczęście, iż w porę zrezygnowałaś.

To był szok. Skąd Babcia mogła to wiedzieć? To musiał być cud Dzięki, Babciu, iż nie opuszczasz mnie choćby teraz i uchroniłaś mnie przed nieszczęściem.

Kalina weszła do sklepu, kupiła jedzenie i karmę dla Mruczki, i ruszyła do domu z poczuciem, iż nie jest sama Babcia Celina zawsze nad nią czuwa.

Mówią, iż dusze naszych bliskich stają się naszymi aniołami-stróżami, chronią nas przed złem Chciałoby się w to wierzyć, iż to prawda.

Idź do oryginalnego materiału