Donald z pazurami Wolverine’a? Minnie jako Kapitan Marvel? A może Goofy w roli Spider-Mana? Już sam pomysł brzmi jak coś, co koniecznie trzeba zobaczyć. Egmont zebrał te nietypowe spotkania Marvela i Disneya w albumie A gdyby…?. Pytanie tylko, czy za zabawnym wyglądem znanych bohaterów idą równie udane historie. Bo przecież choćby najładniejszy kostium nie uratuje wszystkiego.
Co by się stało, gdyby… sympatyczny i porywczy Donald przeobraził się w Wolverine’a, mutanta z wielkimi pazurami? A gdyby… Minnie potrafiła latać jak Kapitan Marvel? A gdyby… Miki i jego przyjaciele stali się Fantastyczną Czwórką? Historie powstałe ze współpracy Marvela i Disneya w jednym kolekcjonerskim albumie, uzupełnione o wywiady z autorami i galerię okładek alternatywnych, a także przedmowę, którą napisał Marco M. Lupoi.
– opis wydawcy.
Album zawiera siedem opowieści, w których disneyowskie postacie przejmują role superbohaterów. Donald ma tutaj szczególnie dużo pracy, ponieważ zostaje Wolverine’em, Thorem i Iron Manem. Oprócz tego dostajemy Minnie jako Kapitan Marvel, Goofy’ego jako Spider-Mana oraz przygody Mikiego i jego przyjaciół w rolach Avengers i Fantastycznej Czwórki. Jest więc z czego wybierać, zwłaszcza jeżeli lubi się oba komiksowe światy.
Fot. Materiały prasoweNajbardziej podoba mi się sam sposób zabawy tym pomysłem. Rozpoznawanie znajomych postaci w nowych rolach daje sporo przyjemności. Człowiek zastanawia się, kto jeszcze się pojawi i jak autorzy połączą jego charakter z mocami konkretnego herosa. Właśnie tego oczekuję od takiego komiksu. Odrobiny absurdu, humoru i pomysłów, których w zwyczajnych przygodach Donalda czy Mikiego raczej byśmy nie zobaczyli.
Dobrym przykładem jest Donald jako Wolverine. Obaj mają przecież dość wybuchowe charaktery, więc takie zestawienie od początku wydaje się trafione. Sama historia nawiązuje do Old Man Logana i przedstawia bohatera, który najchętniej zostawiłby dawne przygody za sobą. Oczywiście spokój nie trwa długo, ponieważ pojawiają się Miki jako Hawkeye i Goofy jako Hulk. Podoba mi się ten kontrast pomiędzy marvelowskim pierwowzorem a znacznie łagodniejszym, disneyowskim wykonaniem. Nie trzeba przenosić całej brutalności Wolverine’a, żeby przez cały czas można było go rozpoznać pod kaczym dziobem.
Nie każde połączenie przekonuje mnie jednak równie mocno. Najwięcej wątpliwości budzi Donald jako Iron Man. Bracia Be zmuszają go do pracy nad urządzeniem, które ma pomóc im dobrać się do skarbca Sknerusa, a on wykorzystuje sytuację do stworzenia zbroi. Samo przeniesienie tego motywu do Kaczogrodu jest całkiem zgrabne. Problem pojawia się wtedy, gdy Donald musi wykazać się opanowaniem i technicznymi zdolnościami potrzebnymi do odegrania roli Tony’ego Starka. Mam wrażenie, iż w tej historii trochę za dużo zyskuje z Iron Mana, a trochę za mało zostaje w nim naszego znajomego pechowca.
Fot. Materiały prasoweZ kolei przygoda z Thorem dobrze pokazuje, jak wiele można zyskać dzięki prostemu dopasowaniu bohatera do sytuacji. Donald odkrywa przedmiot dający mu moc boga piorunów i musi nauczyć się korzystać z nowych możliwości w obliczu zagrożenia. Jest miejsce na przygodę, zamieszanie i nawiązania do początków marvelowskiego herosa. Nie jest to szczególnie skomplikowana opowieść, ale akurat tutaj nie przeszkadza mi to aż tak bardzo. Donald z młotem potrafi dostarczyć wystarczająco dużo rozrywki.
Warto jednak zaznaczyć, iż nie dostajemy jednej długiej historii. Każdy komiks proponuje własną zabawę postaciami i gwałtownie przechodzi do konkretnego pomysłu. Ma to swoje zalety, bo album można czytać po kawałku, bez przypominania sobie rozbudowanej intrygi. Jednocześnie trudno mocniej zaangażować się w wydarzenia, kiedy po chwili przechodzimy już do kolejnego zestawu bohaterów. Największą atrakcją bywa samo odkrycie, kto tym razem wcielił się w kogo. Później fabuła nie zawsze okazuje się równie ciekawa.
I właśnie tutaj widzę największy problem tego wydawnictwa. Pomysł na cały album jest bardziej zaskakujący niż część zawartych w nim opowieści. Niektórym wystarcza sprawne odegranie znajomych wydarzeń z nową obsadą. Czy to źle? Niekoniecznie, ale po kilku historiach chciałabym czegoś więcej niż kolejnego rozpoznawalnego kostiumu i żartu z supermocy. Z drugiej strony rozumiem, iż dla młodszego czytelnika takie spotkanie z Marvelem może być znacznie ciekawsze niż dla osoby, która zna już pierwowzory.
Dużo dobrego robią tutaj rysunki. Połączenie charakterystycznego wyglądu disneyowskich postaci z superbohaterskimi strojami jest jedną z największych atrakcji tego projektu. Szczególnie w historii z Wolverine’em oprawa graficzna pomaga sprzedać choćby najbardziej absurdalne zestawienia. Ważne, iż pod maskami przez cały czas można rozpoznać bohaterów, dla których sięgnęło się po ten komiks. Sam widok Donalda z pazurami potrafi rozbawić, zanim jeszcze przeczytamy jego wypowiedź.
Na plus zaliczam również dodatki. W albumie znalazły się wywiady z autorami, galeria alternatywnych okładek oraz przedmowa Marca M. Lupoiego. Przy tak nietypowym przedsięwzięciu materiały pokazujące pracę twórców są dobrym uzupełnieniem. Galeria pasuje tutaj szczególnie dobrze, ponieważ ten pomysł od początku zachęca do oglądania kolejnych wariantów znanych postaci.
A gdyby…? to przyjemny komiks, który najwięcej daje wtedy, gdy po prostu pozwalamy mu się bawić Marvelem i Disneyem. Nie wszystkie historie wykorzystują swój potencjał, a niektóre postacie lepiej od innych odnajdują się w nowych rolach. Mimo to pomysł, humor i rysunki sprawiają, iż trudno przejść obok tego albumu obojętnie. Nie każda superbohaterska przygoda musi przecież zmieniać losy całego uniwersum. Czasem wystarczy, iż Donald dostanie młot. Chociaż mieszkańcy Kaczogrodu mogą mieć na ten temat inne zdanie.
Fot. Materiały prasoweWydawca: Egmont
Premiera: 23 września 2026r.
Oprawa: twarda
Stron: 240
Cena katalogowa: 89,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)





