Roguelike od kilku lat przeżywają prawdziwy rozkwit. Problem w tym, iż coraz trudniej stworzyć w tym gatunku coś naprawdę nowego. Większość produkcji korzysta z podobnych schematów: kolejne podejścia, losowe ulepszenia, rozwój postaci i powrót na początek po śmierci. ReBlade: The Death Spiral również nie próbuje wymyślić koła na nowo. Zamiast tego bierze sprawdzone rozwiązania i podaje je w efektownej, cyberpunkowej oprawie.
W ReBlade: The Death Spiral wcielamy się w syntetyczną istotę skazaną na zniszczenie. Bohaterka zostaje uwięziona w niekończącym się cyklu śmierci i ponownych uruchomień. Każda kolejna próba pozwala jej dotrzeć nieco dalej. Przy okazji poznajemy kolejne informacje dotyczące świata oraz jej przeszłości. To prosty pomysł, ale dobrze pasuje do charakteru rozgrywki. Kolejne śmierci nie są więc wyłącznie mechaniką. Stanowią także część historii.
Pod względem konstrukcji zabawy gra mocno trzyma się schematów gatunku. Przechodzimy przez kolejne obszary, eliminujemy grupy przeciwników i zbieramy ulepszenia. Po drodze stopniowo budujemy zestaw, który powinien pozwolić nam dotrzeć jak najdalej. Śmierć oznacza rozpoczęcie kolejnego podejścia. Zachowujemy jednak zdobyte doświadczenie dotyczące przeciwników i mechanik. Fani roguelike’ów poczują się tutaj znajomo praktycznie od pierwszych minut.
Najważniejszym elementem jest oczywiście walka. Ta wypada bardzo dobrze. Jest szybka i efektowna, ale nie polega jedynie na wciskaniu przycisku ataku. Duże znaczenie ma obserwowanie zachowania przeciwników. Trzeba wiedzieć, kiedy zaatakować, a kiedy przejść do defensywy. Szczególnie ważne jest parowanie. Dobrze wykonana kontra pozwala przejąć inicjatywę i gwałtownie odpowiedzieć własnym atakiem.
Dzięki temu starcia mają przyjemny rytm. Początkowo można próbować przebijać się przez przeciwników samą agresją. Z czasem takie podejście przestaje jednak działać. Mocniejsi wrogowie wymagają większej cierpliwości. Jeszcze lepiej widać to podczas walk z bossami. Trzeba nauczyć się ich ruchów i odpowiednio reagować na kolejne ataki. Pod tym względem gra ponownie korzysta z dobrze znanych rozwiązań, ale robi to całkiem sprawnie.
Fot. Kadr z gryJedną z ciekawszych mechanik jest system broni. Poszczególne rodzaje uzbrojenia mają własne adekwatności i umiejętności. Do tego dochodzą specjalne chipy. Możemy więc tworzyć różne kombinacje i dostosowywać wyposażenie do preferowanego sposobu walki. Co ważne, znalezienie nowej broni nie zawsze oznacza konieczność wyrzucenia starej.
Umiejętności można przenosić pomiędzy broniami tego samego rodzaju. Podobnie wygląda sytuacja z chipami. Możemy przekładać je do innego uzbrojenia, a choćby łączyć. Dzięki temu wymiana wyposażenia ma większe znaczenie niż zwykłe porównywanie statystyk. Czasami nowa broń sama w sobie nie jest szczególnie interesująca, ale może posiadać element, który świetnie uzupełni dotychczasowy zestaw. Zachęca to do kombinowania i sprawdzania różnych rozwiązań.
Najbardziej charakterystycznym elementem produkcji jest jednak jej oprawa. Twórcy łączą cyberpunk z motywami zaczerpniętymi z chińskiej mitologii. Mechaniczne potwory spotykają się tutaj z futurystycznymi miastami i sztucznymi ciałami. Całość prezentuje się bardzo efektownie.
Fot. Kadr z gryPodczas rozgrywki kilkukrotnie miałem skojarzenia z Ghost in the Shell. Nie tylko ze względu na wygląd świata. Podobny klimat tworzy też motyw syntetycznego ciała oraz próba odpowiedzi na pytanie, gdzie kończy się maszyna, a zaczyna człowiek. Z kolei neony, wielkie konstrukcje i industrialne otoczenie momentami przypominają Cyberpunk 2077. Na szczęście nie wygląda to jak bezpośrednie kopiowanie jednej konkretnej produkcji. Połączenie tych inspiracji z chińską mitologią nadaje światu własny charakter.
Największym problemem pozostaje przewidywalność. Osoby dobrze znające roguelike’i gwałtownie zauważą, iż większość elementów widziały już wcześniej. Rozwój podczas kolejnych podejść, budowanie zestawu, powtarzanie etapów czy stopniowe poznawanie ataków przeciwników to absolutna klasyka gatunku. Gra rzadko próbuje zaskoczyć czymś całkowicie nowym.
Fot. Kadr z gryNie zawsze musi być to jednak wada. Czasami wystarczy dobrze wykorzystać sprawdzone pomysły. ReBlade: The Death Spiral właśnie to robi. Nie rewolucjonizuje roguelike’ów, ale oferuje dynamiczną walkę i sporo możliwości eksperymentowania z wyposażeniem. Do tego dochodzi bardzo efektowna stylistyka. jeżeli ktoś przez cały czas ma ochotę na kolejne podejścia, rozwijanie postaci i szukanie coraz lepszych kombinacji, powinien znaleźć tutaj coś dla siebie.
Fot. główna. Materiały promocyjne





