37. Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi: Kopanie w pudłach, retro i indycze perełki

pograne.eu 3 godzin temu

Tydzień po festiwalu wciąż wracam myślami do tamtego weekendu, do zeszytów z komiksami wyłowionych z pudeł i do długiej listy gier, które chcę sprawdzić. 37. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier (19 i 20 września 2026) znów zajął Atlas Arenę i sąsiednią Sport Arenę, a iż mieszkam w Łodzi, na największe komiksowo-growe święto w tej części Europy miałem dosłownie kilka przystanków tramwajem. Pojechałem z akredytacją prasową w kieszeni, ale nastawieniem zwykłego uczestnika i tym razem w rodzinnym składzie, bo pierwszy raz zabraliśmy ze sobą pięcioletnią córkę. Najwięcej czasu spędziłem jednak w strefie gier niezależnych i to ona jest sercem tej relacji.

  • Atlas Arena i pierścień pełen artystów
  • Kopanie w pudłach i uczciwe ceny
  • Scena główna, goście i ludzie
  • MFKiG z pięciolatką
  • Jedzenie, czyli jedyny prawdziwy zgrzyt
  • Sport Arena: planszówki w skali XXL
  • Retro, flippery i VR
  • Nintendo i esport
  • Strefa indie: Pełno perełek i ani jednego zapychacza
  • Foxy Dumplings, czyli mój numer jeden
  • Gry, w które zagrałem
  • Młodzi twórcy i szkoły
  • Podglądane z boku, ale na listę życzeń
  • Wszystkie gry ze strefy indie
  • Ile kosztowało wejście?
  • Podsumowanie

Atlas Arena i pierścień pełen artystów

Cieszę się, iż festiwal wciąż mieszka w Atlas Arenie. Pamiętam edycje w hotelu w centrum Łodzi i w EC1, gdzie mimo starań organizatorów po prostu brakowało miejsca. Na tej hali stałem kiedyś także po drugiej stronie lady, jako sprzedawca nieistniejącego już sklepu Checkpoint. Z każdej z tych perspektyw widzę jedno: impreza się rozwija, a w tym roku blisko 250 wystawców rozłożyło się na tyle wygodnie, iż ciaśniej robiło się tylko na górnym pierścieniu.

Właśnie ten pierścień był dla mnie najmilszym zaskoczeniem. Ciągnęły się tam małe stoiska pojedynczych artystów z printami, przypinkami i drobnymi formatami – pracami, które na co dzień oglądamy głównie na Instagramie. W czasach zalewu obrazków z generatorów możliwość obejrzenia i kupienia manualnej roboty ma dla mnie szczególną wagę. Sam wróciłem z printem dla przyjaciela od Oktawii Derybowskiej (jej prace znajdziecie

), a oko cieszyły też choćby włóczkowe postacie z Hollow Knighta.

Kopanie w pudłach i uczciwe ceny

Nie zabrakło klasycznych stoisk z komiksami, także takimi, które mają już ponad trzydzieści lat. Panował tam miszmasz, w którym dało się znaleźć wszystko, pod warunkiem iż lubicie przekopywać się przez kolejne pudła. Ja wyłowiłem cztery zeszyty z przygodami Tomb Raidera sprzed ponad dwudziestu lat, każdy z osobną historią. Na okładkach wciąż widniały oryginalne cenówki po 5 zł, dziś zapłaciłem po 40 zł za sztukę i ani trochę nie żałuję.

Sprzedawcy to w dużej mierze zajawkowicze, z którymi da się pogadać bez wyczuwalnej irytacji, choćby gdy dopytujecie o drobiazgi. Zdarzały się pojedyncze stoiska próbujące przycwaniaczyć z cenami rzeczy, które w sieci można łatwo dorwać taniej. To jednak margines, bo lwia część wystawców działała w pełni profesjonalnie, z kwotami na poziomie internetu albo niższymi, a przy większych zakupach dało się liczyć na rabat. Moja rada jest prosta: telefon w dłoń i szybkie porównanie, zanim sięgniecie po portfel.

Scena główna, goście i ludzie

Komiksową gwiazdą edycji był John Romita Jr., który odwiedził Polskę po raz pierwszy, a obok niego pojawili się m.in. Mike Perkins i Jesse Lonergan. Festiwal świętował też 40 lat od publikacji pierwszego opowiadania o Wiedźminie, a na gali Komiksusów tytuł najlepszego polskiego komiksu zdobył Sezon spadających gwiazd Marcina Podolca. W tym roku odpuściłem prelekcje, ale z tego, co słyszałem, część sal okazała się zbyt ciasna dla wszystkich chętnych. Przy około 140 punktach programu liczę, iż za rok organizatorzy coś tu wykombinują.

Najbardziej zapamiętam jednak ludzi. Rodziny, które najwyraźniej przyszły pierwszy raz, młodzież, cosplayerów zmieniających stroje między sobotą a niedzielą i osoby starsze ode mnie z pasją w oczach. Nie widziałem grymasów ani spięć, a obsługa i ochrona robiły swoje spokojnie i bez zgrzytów. Z mojej perspektywy atmosfera była wzorowa, jak w dobrze zgranej społeczności.

MFKiG z pięciolatką

Z moją narzeczoną, Paulinką, odwiedzamy MFKiG regularnie, ale tym razem dołączyła do nas córka, która właśnie skończyła pięć lat. Trochę się martwiłem, bo to impreza masowa, a ja chciałem, żeby się nie nudziła i może złapała bakcyla od rodziców. Obawy okazały się zbędne. Zachwycił ją konkurs cosplayowy, a występy na scenie głównej śledziła choćby wtedy, gdy nie wszystko rozumiała, bo wystarczył energiczny prowadzący.

Atrakcji dla dzieci było mnóstwo. Mała sama narysowała grafikę i zrobiła z niej swoją pierwszą przypinkę, oglądała druk 3D, malowała i spędziła sporo czasu przy wielkich klockach, z których budowała własną bazę. Działała tam też strefa malowania figurek Warhammera, przy której siedzieli wszyscy – od najmłodszych po najstarszych, a kolejka chętnych nie malała. To świetny pierwszy krok do nowego hobby, bo zamiast przewijać ekran, siadacie z nieznajomymi przy jednym stole.

Jedzenie, czyli jedyny prawdziwy zgrzyt

Gastronomia to punkt, który mnie zawiódł. Blisko wejścia działała głównie strefa Żabki i kilka pojedynczych punktów, a reszta food trucków stanęła dalej, przy parkingu. W samej arenie nie widziałem ani jedzenia, ani napojów, co pewnie wynika z przepisów lub ustaleń, których nie znam. Mimo to tęskniłem za tymi przaśnymi, trochę za drogimi, ale solidnymi zapiekankami z poprzednich lat.

Oferta Żabki była skromna choćby jak na tę sieć, a ceny wyraźnie wyższe niż zwykle. Na plus zasługuje obsługa, która uwijała się gwałtownie i naprawdę miło. Pierwszy raz od lat pomyślałem jednak, iż rozsądniej byłoby zapakować coś do plecaka. o ile wybieracie się za rok, weźcie to pod uwagę.

Sport Arena: planszówki w skali XXL

Gry wideo i planszówki przeniesiono do sąsiedniej Sport Areny, dosłownie kilka kroków od głównej hali. Dzięki temu zyskały oddech i nie zostały potraktowane po macoszemu. Zaraz przy wejściu czekały gry planszowe w powiększonej skali, z kartami wielkości pół ręki i polami, na których czasem to my byliśmy pionkami. Dzieciaki mogły tam malować, przestawiać figury i grać, a moja córka nie chciała stamtąd wychodzić.

Po drugiej stronie zorganizowano kolejną strefę malowania figurek, a wypożyczalnia oferowała ponad 500 planszówek. Sam do planszowego świata dopiero się przymierzam, bo gry wideo zajmują mi całą głowę, ale patrząc na zapełnione stoły, rozumiem, dlaczego to hobby tak wciąga. W głębi hali zaczynało się już królestwo gier wideo. Organizatorzy przygotowali blisko 200 stanowisk, a ja gwałtownie straciłem rachubę czasu.

Retro, flippery i VR

Kawałek dalej stały komputery i konsole z różnych epok, w tym pokaźna kolekcja Amig oraz stoisko Apple Museum Polska, które przywiozło Macintosha zbudowanego z klocków LEGO. Takie strefy uwielbiam, bo żaden emulator ani film na YouTube nie odda choćby dziesięciu procent tego, jak ten sprzęt brzmi, jak klika i ile zajmuje miejsca. Młodsi mogli na żywo przekonać się, ile kiedyś czekało się na wczytanie gry. Opiekunowie stanowisk znali się na rzeczy, więc każdy, kto połknął haczyk, miał z kim pogadać.

Były też klasyczne automaty od firmy Joystick, bez żetonów – w tym Pong w starszej odsłonie – oraz flippery z motywami takimi jak Harry Potter, Sonic i inne. Dwie strefy VR pozwalały nie tylko założyć gogle, ale też poruszać się po sporym terenie, a największą nowością był Virtual House z mieszaną rzeczywistością i kamizelkami haptycznymi w strzelance Spatial Ops. Sam mam chorobę symulatorową, więc gwałtownie wymiękam, ale śmiechu i chętnych nie brakowało.

Nintendo i esport

Z wielkiej trójki pojawiło się tylko Nintendo, bez Sony i Microsoftu. Na stanowiskach ze Switchem i Switchem 2 można było ograć m.in. tytuły z Mario, Metroid Prime 4: Beyond oraz Yoshi and the Mysterious Book, a przy konsolach czuwali opiekunowie w firmowych koszulkach. Cieszy mnie, iż japoński gigant regularnie pojawia się na polskich imprezach, bo widzieliśmy go już na CD-Action Expo i Pyrkonie. To miły akcent i dobry sygnał na przyszłość.

W głównym budynku rozgrywano z kolei turnieje esportowe. Najgłośniej było przy finałach Rift Legends w League of Legends, które wygrała drużyna Bomba Team. W strefkach BaseStack i Actiny można było natomiast poćwiczyć z trenerami w Valoranta czy EA Sports FC 27. choćby jeżeli esport nie jest Waszym światem, finałowe emocje udzielały się całej hali.

Strefa indie: Pełno perełek i ani jednego zapychacza

Strefę gier niezależnych przygotowało WorkPlays wspólnie z Fornixa Games (którym dziękuję za akredytację), a partnerami byli AMD i Warszawska Szkoła Filmowa. W porównaniu z poprzednią edycją strefa wyraźnie urosła i zmieściła 34 grywalne tytuły od 29 zespołów. Przechodziłem przez nią wielokrotnie i nie trafiłem na ani jedną grę, o której pomyślałbym, iż powstała na odczepnego. Każdy projekt miał swój pomysł i widać było w nim mnóstwo serca.

Kłopot polegał na tym, iż stanowiska rzadko stały puste. Do niektórych wracałem po kilka razy, a gdy wciąż ktoś przy nich siedział, po prostu odpuszczałem. Jako dziennikarz mogę do twórców napisać w każdej chwili, a dla wielu odwiedzających rozmowa z deweloperem przy stoisku to jedyna taka okazja, więc nie chciałem zabierać im miejsca ani czasu. Ostatecznie przy mniej więcej dziesięciu produkcjach udało mi się posiedzieć dłużej, zagrać albo poprosić o krótką prezentację i to właśnie je opisuję poniżej. Pełną listę gier ze strefy znajdziecie na końcu tekstu.

Foxy Dumplings, czyli mój numer jeden

Zacznę od zwycięzcy. Teoretycznie nie jestem odbiorcą przytulnych symulatorów gotowania, a mimo to Foxy Dumplings od Soft Crunch Games zrobiło na mnie największe wrażenie w całej strefie. Wcielamy się w Lisę – kucharkę, która zostawia dotychczasowe życie i rusza w trasę trzypoziomowym food truckiem z kuchnią, sypialnią i szklarnią. Gotujemy pierogi z całego świata, poznajemy klientów i ich gusta, a za dania prosto z serca pniemy się na szczyt Foxtagramu.

Oprawa jest przepiękna i dosłownie hipnotyzuje, a przy stanowisku dowiedziałem się kilku ważnych rzeczy. Gra dostanie 14 wersji językowych, w tym polską, powstaje bez użycia sztucznej inteligencji i trafi na PC oraz konsole, łącznie ze Switchem i Switchem 2. Twórcy wykorzystują haptykę i sterowanie ruchowe, więc na sprzęcie Nintendo będziemy naprawdę udawać krojenie i mieszanie. Już widzę, jak siadam z córką do wspólnego gotowania: ona zajmie się pierogami, a na mnie spadnie ekonomia i relacje z klientami.

Premiera zaplanowana jest na czwarty kwartał 2026 roku, a demo czeka już na Steamie. Za studiem stoi m.in. Grzegorz Wątroba, którego możecie znać z kanału Okiem Deva. Planuję wysłać ekipie kilka pytań i przygotować krótki wywiad, bo to projekt, któremu zwyczajnie kibicuję. o ile macie dodać do listy życzeń tylko jedną grę z tego tekstu, niech to będą właśnie lisie pierogi.

Gry, w które zagrałem

Poniżej dziewięć kolejnych tytułów, przy których spędziłem więcej czasu albo które sprawdził mój przyjaciel Jakub Antos. Kolejność jest przypadkowa, bo każda z tych gier broni się czymś innym. Przy części znajdziecie widżety ze Steama, przy pozostałych linki tam, gdzie twórcy aktualnie się udzielają.

Jedno warto powiedzieć na wstępie: wiele z tych produkcji ma już grywalne dema. To najtańszy sposób, żeby przekonać się, czy festiwalowe zachwyty przełożą się na Wasze gusta. Wystarczy wolny wieczór i kilka kliknięć.

Hammertone

Miłym zaskoczeniem okazał się Hammertone – przytulna przygodówka o kotku Akisie, który uczy się kowalstwa, żeby uratować Kocie Królestwo przed straszliwą Bestią. Inspiracje Cult of the Lamb widać w perspektywie i szacie graficznej, ale gra idzie w swoją stronę: eksplorujemy dzicz, zbieramy składniki, a mentorzy – stary kowal Hamara i kupiec Plo – uczą nas nowych technik. Broń wykuwamy w rytmicznej minigrze i to ona wciągnęła mnie najbardziej. Mój pierwszy miecz okazał się rzadko spotykanym szmelcem, ale za to moim własnym.

To projekt młodych twórców przygotowany w ramach nauki, a przy stanowisku usłyszałem ciekawą rzecz: uczelnia zrzeka się praw, więc o ile zespół zechce rozwijać grę dalej, zrobi to na własną rękę. Wersja z festiwalu trafiła 20 września na itch.io w modelu „zapłać, ile chcesz” (na razie tylko po polsku i na Windowsa). Twórcy podkreślają, iż nie korzystali z generatywnej sztucznej inteligencji. Zdecydowanie warto mieć tę pięcioosobową ekipę na oku.

Laboratorun

Laboratorun łączy nieskończony bieg ze zręcznościową łamigłówką, a w roli głównej występuje nieśmiertelny szczur laboratoryjny uwięziony w bezlitosnym eksperymencie. Śmierć jest tu narzędziem, bo truchło gryzonia zostaje na planszy i służy jako platforma albo przeciwwaga. Nad każdym pomieszczeniem trzeba więc chwilę pomyśleć, zanim się w nie wbiegnie. Wizualnie całość wygląda świetnie, a moje wrażenia były bardzo pozytywne.

Jakub rozpracował grę dokładniej. Są trzy rodzaje zatrutego sera: biały sprawia, iż stajemy się lekcy, co przydaje się przy wentylatorach, fioletowy odwraca grawitację, a pomarańczowy obciąża, więc przejdziemy nad wentylatorem bez odlatywania. Każdy ser oznacza śmierć, ale jej moment odsuwamy, dopóki jesteśmy w ruchu, bo dwie, trzy sekundy postoju kończą się zgonem. Błędy cofa przycisk przewijania czasu, tyle iż każde użycie przybliża zielony trujący gaz, czyli ostateczny koniec gry.

Jakub wykręcił wynik tak wysoki, iż twórca zrobił mu zrzut ekranu na pamiątkę. Grę tworzą studenci Politechniki Łódzkiej na własnym silniku, a projekt zajął miejsce w pierwszej trójce 17. edycji konkursu ZTGK. Wersję rozwojową pobierzecie z itch.io.

One Rotten Oath

One Rotten Oath Piotra Bunkowskiego, twórcy interaktywnego filmu A Trip to Yugoslavia, łączy FMV z pierwszoosobową strzelanką i horrorem. Bronimy bunkra po chemicznym wycieku, który zmienił ludzi w potwory, a jedyny generator co 60 sekund odmawia posłuszeństwa. Postacie to manualnie wycinane sprite’y – łącznie około 3000 klatek – wstawione w trójwymiarowe otoczenie, a sterowanie przypomina czołgowe klasyki.

Wizualnie może nie powalać, a rozgrywka wydaje się ograniczona, ale gra wciąga w nietypowy sposób. Cały czas ma się wrażenie, iż coś umyka i iż za tym wszystkim kryje się większy sens, więc pcha się dalej i dalej. To dowód, iż pozornie archaiczne elementy mogą złożyć się w coś, co trzyma przy monitorze i nie puszcza. Gra jest już dostępna na Steamie, a darmowe demo pozwoli sprawdzić, czy ten klimat Was kupi.

The Attic: Fear of the Dark

Fanów grozy zainteresuje The Attic: Fear of the Dark od Scratched Lizard Studio, psychologiczny horror z perspektywy pierwszej osoby. Widziałem etap rozgrywający się w koszmarze na pędzącej ciuchci, a całość ma być podzielona na kilka sekcji z zagadkami, walką i ucieczkami. Twórcy stawiają na własne grafiki i zasoby zamiast assetowych gotowców.

Za grą stoją trzy osoby, a twórcy celują z premierą w przyszły rok. W czasie festiwalu ekipa czekała na akceptację karty na Steamie, więc na razie postępy najlepiej śledzić na Discordzie studia. Dla miłośników niezależnych horrorów to tytuł warty obserwowania.

Rune Ark

Rune Ark od WelesGames przypomina klasyczne gry typu match-3, w których łączymy kolorowe kamienie, ale podaje je w mrocznym fantasy z elementami RPG. Jako młody giermek schodzimy do losowo generowanych lochów pod zamkiem, zbieramy ekwipunek, rozwijamy zdolności i podejmujemy decyzje prowadzące do różnych zakończeń. Każda walka to układanka, gdzie dopasowane kafelki zamieniają się w ataki, bloki i czary.

Połączenie jest niezwykle wciągające, oprawa ładna, a pomysł na siebie wyraźny. Po krótkiej sesji przy stanowisku od razu dodałem grę do koszyka, bo na Steamie kosztuje niecałe 23 zł. o ile lubicie takie hybrydy, dajcie jej szansę albo przynajmniej obejrzyjcie zwiastun.

Gravity Tag

Gravity Tag od Armez Games to berek, w który nie spodziewałem się grać z takim zaangażowaniem. Postacie mają własne moce, a akcja przełącza się między klasyczną platformówką oglądaną z boku a widokiem z góry, co zmienia sposób myślenia o ucieczce i pościgu. Do tego stale goni nas czas, a świetna muzyka podkręca tempo.

To idealna gra imprezowa – wystarczy wyjaśnić zasady i każdy może od razu dołączyć do zabawy. W chwili pisania nie znalazłem jej ani na Steamie, ani na itch.io, ale twórcy prowadzą serwer na Discordzie, a WorkPlays udostępniło wersję demonstracyjną. Warto wpaść na kanał, żeby nie przegapić kolejnych wieści.

Devils: The Boruta Revenge

Devils: The Boruta Revenge od B16 Enterprise skojarzyło mi się z Bombermanem, choć poza retro klimatem kilka je łączy. To zręcznościowa łamigłówka z elementami RPG utrzymana w szesnastu kolorach palety Commodore 64. Przez pierwsze 35 poziomów prowadzimy czarty do portalu, a każdy krok zamienia podłogę w pustkę, więc trasę trzeba planować z głową. Ostatnie dziewięć plansz przenosi nas do piekła na finałowe starcie z samym diabłem Borutą.

Mnie akurat nie udało się doprowadzić stworków do celu, za to skutecznie je poblokowałem, a i tak bawiłem się wybornie. To tytuł na krótkie sesje, z tablicami najlepszych wyników i rozwiązaniami przyjaznymi speedrunnerom. Smaczkiem jest lokalny akcent, bo akcja toczy się na zamku w Łęczycy, rzut beretem od Łodzi. Premiera na PC planowana jest na październik 2026 roku, z polską i angielską wersją językową.

Couch Planes

Przy Couch Planes od Skylab Interactive usiedliśmy we czwórkę: ja, Paulinka, Jakub i przypadkowy uczestnik. To zręcznościowe wyścigi samolotów, w których liczą się drift, beczki, skróty i sprytne użycie wzmocnień zbieranych z balonów – od rakiet samonaprowadzających po miny. Wystartowaliśmy z marszu i od pierwszej minuty walczyliśmy o prowadzenie przy śmiechu całej ekipy.

Na jednej z tras przez chwilę nie wiedziałem, dokąd lecieć, o czym wspomniałem twórcom, ale pierwsze wrażenie i tak było świetne. Gra obsługuje podzielony ekran dla czterech osób, rozgrywkę sieciową do 12 pilotów i tryb mieszany, w którym kanapa rywalizuje z kanapą. Oprócz klasycznych wyścigów dostajemy 15 map i tryby nastawione na bezpośrednią rywalizację. Nie wiem jeszcze, jak wypadnie zabawa w pojedynkę, ale na wieczór ze znajomymi to strzał w dziesiątkę.

Pluck Em!

Pluck Em! od Hidden Spark Games to współczesne spojrzenie na klasyczne Duck Hunt, mocno wzbogacone o elementy roguelite. Odpieramy kolejne fale ptaków, zmieniamy broń, wybieramy ulepszenia i próbujemy pobić wyniki innych graczy w globalnym rankingu. Każdy z 11 biomów ma własne gatunki, interaktywne elementy otoczenia i bossów, a do tego bestiariusz pełen prawdziwych ciekawostek oraz zupełnie zmyślonych plotek.

Uczciwie zaznaczam, iż projekt powstał niemal w całości przy użyciu narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, o czym twórcy otwarcie informują na stronie w Steamie, i rozumiem, jeżeli kogoś to zniechęci. Przy stanowisku widziałem jednak, jak ludzie siadają, strzelają i po prostu świetnie się bawią, łącznie z Paulinką. Formuła sprzed trzydziestu lat wciąż działa! Premiera zaplanowana jest na 2026 rok, a darmowe demo już hula.

Blackjack Babes (tylko dla dorosłych)

Najbardziej zaskakującym tytułem w strefie było Blackjack Babes od Quantum Pulse, czyli rozbierany blackjack (znany u nas jako oczko) w stylistyce anime. Gramy przeciwko jednej z pięciu bohaterek, a wygrane odblokowują kolejne zdjęcia i historie postaci. Waluta nabija się sama z czasem, jest też tryb zbierania puzzli, a całość działa w modelu darmowym z płatnym przyspieszeniem dla niecierpliwych.

Ciekawostką są poboczne profile bohaterek na Instagramie, dzięki którym można poznać ich zajęcia i codzienność. Kreska i animacje są przyjemne dla oka, a nagość to raczej dodatek do karcianej rozgrywki. Tytuł jest przeznaczony wyłącznie dla dorosłych i dostępny w serwisie Nutaku, więc jeżeli lubicie takie klimaty, wiecie, gdzie szukać.

Młodzi twórcy i szkoły

Partnerem edukacyjnym strefy była Warszawska Szkoła Filmowa, która przywiozła stanowiska z projektami swoich studentów. Uczelnia od lat kształci twórców filmu i gier, a w ramach Liceum Filmowego i Kreacji Gier Wideo uczy deweloperki już na poziomie szkoły średniej. Przy takich stanowiskach najlepiej widać, jak wcześnie można dziś zacząć swoją przygodę z branżą i jak dojrzale potrafią wyglądać pierwsze gry.

Studenckie i uczniowskie produkcje przewijały się przez całą strefę. Obok opisanych wyżej Hammertone i Laboratorun warto zajrzeć do Project BAAL od entropia_games. To narracyjny symulator zarządzania, w którym jako nocny kierownik tajnego biura ds. zjawisk paranormalnych obsługujemy wszystko przez fikcyjny system operacyjny z lat 90. na ekranie kineskopowego monitora. Prototyp przewidziany na 30–45 minut znajdziecie na itch.io w modelu „zapłać, ile chcesz”. Autor uczciwie informuje, iż przy logice kodu wspierał się narzędziami AI. Dla młodych ekip taki festiwal to bezcenna lekcja, więc jeżeli macie chwilę, podrzućcie im komentarz z wrażeniami.

Podglądane z boku, ale na listę życzeń

Przy części tytułów tylko przyglądałem się grającym. Goblinfall: Defend Da Fort to chaotyczna kooperacja dla jednego do czterech graczy, w której bronimy goblińskiego fortu przed niekończącymi się inwazjami świń: ładujemy wieżyczki, gasimy pożary i ulepszamy sprzęt kryształami. Rozmawiałem z autorem, Dominikiem Sikorą – sympatycznym, choć trochę zestresowanym – jednak jego gra bez problemu broni się sama. Demo jest już na Steamie, więc śmiało dorzucajcie do listy życzeń.

Death Pong od Circle of Rats to z kolei horrorowa wariacja na temat beer ponga, w której – dosłownie – z obrożą na szyi gramy o życie. To demo również pobierzecie ze Steama. Przewinęła się też God Machines od Fornixa Games, turowe RPG taktyczne, w którym jako bezlitosna sztuczna inteligencja odbudowujemy infrastrukturę i wysyłamy oddziały na wrogą planetę. Tę produkcję znamy już z CD-Action Expo, a premiera planowana jest na 2028 rok.

Wszystkie gry ze strefy indie

Obiecałem pełną listę, więc oto ona. Zebrałem tytuły z oficjalnej rozpiski WorkPlays, uzupełniłem o projekty studenckie i sprawdziłem, gdzie aktualnie można je znaleźć. Tam, gdzie widzicie demo, możecie zagrać choćby dzisiaj wieczorem.

Status to stan na dzień publikacji tekstu, więc przed ewentualnym zakupem warto zerknąć na stronę gry. Część projektów dopiero szuka swojej publiczności i każda wishlista czy zostawiony komentarz to dla nich gigantyczne wsparcie.

Gra Studio Gatunek Status
Foxy Dumplings Soft Crunch Games przytulny symulator gotowania demo, premiera IV kw. 2026
Hammertone zespół studencki przygodówka z kowalstwem dostępna, zapłać ile chcesz
Laboratorun Krasnal Shortworks bieg i łamigłówka ze szczurem wersja rozwojowa
Project BAAL entropia_games symulator zarządzania, horror prototyp, zapłać ile chcesz
One Rotten Oath Piotr Bunkowski FMV, FPS, horror dostępna, demo
The Attic: Fear of the Dark Scratched Lizard Studio horror psychologiczny w produkcji, Discord
Rune Ark WelesGames RPG z łączeniem kafelków dostępna
Unemployed WelesGames roguelike akcji wkrótce
Gravity Tag Armez Games imprezowy berek Discord, demo
Devils: The Boruta Revenge B16 Enterprise retro łamigłówka z RPG premiera październik 2026
Couch Planes Skylab Interactive imprezowe wyścigi samolotów lista życzeń
Pluck Em! Hidden Spark Games strzelanka roguelite demo, premiera 2026
Blackjack Babes Quantum Pulse karcianka dla dorosłych dostępna (18+)
Goblinfall: Defend Da Fort Dominik Sikora kooperacyjny tower defense demo
Death Pong Circle of Rats zręcznościowy horror demo, premiera 2026
God Machines Fornixa Games turowe RPG taktyczne premiera 2028
GunJong Koza Technologies logiczna strzelanka premiera 2027
Divided Gragenos Studio kooperacyjny horror wkrótce
Arcane Weaver FastJelloStudio zręcznościówka z czarami itch.io
Dip Ventures HotWaterCompany platformówka 2D itch.io
BFS Plastic symulator piaskownica w produkcji
Major Kopyto Matrix Reliability strzelanka 2D w duchu Metal Slug demo, premiera 2027
Soko Pirates Matrix Reliability piracki Sokoban dostępna
Thread by Thread Guys in a Shed skradanka w dziewiętnastowiecznej Łodzi wczesna produkcja
Infusion Dragon’s Boat Studio przytulny symulator baristy lista życzeń
Starkheim Tournament Project MOX bijatyka 2D wczesny dostęp
Rayborne Stoneware Game Studio logiczna z laserami demo, premiera 2026
Take Notes Stoneware Game Studio logiczna w bunkrze dostępna
Pawtners Catnip Addict kooperacyjna platformówka z kotami demo
Grobnopolis: Last Days BananaDevJeff horror w klimacie PRL lista życzeń
Death’s Intern Pink Sakura Studios czarna komedia o losach dusz lista życzeń
Nycto Gleaming Geckos logiczny horror demo
System Breakdown Anarchy Creations strzelanka na dwie gałki dostępna, demo

Ile kosztowało wejście?

Wraz z Paulinką wchodziliśmy na akredytacjach prasowych, ale bilet dla córki kupiliśmy normalnie. Jednodniowa wejściówka kosztowała 75 zł w sobotę i 60 zł w niedzielę, ulgowa 39 zł, a karnet na cały weekend 100 zł (ulgowy 60 zł). Biorąc pod uwagę skalę imprezy, wciąż uważam te ceny za uczciwe.

Warto wiedzieć, iż festiwal rozkładał się na trzy miejsca: Atlas Arenę, Sport Arenę i wystawy w EC1. Parking pod samą areną jest płatny i gwałtownie się zapełnia, więc zdecydowanie lepiej przyjechać wcześniej albo wybrać parking przy dworcu Łódź Kaliska, oddalony zaledwie o kilka minut spacerem. W sobotę wieczorem organizatorzy ostrzegali też przed utrudnieniami w ruchu z powodu półmaratonu.

Podsumowanie

Wróciłem z Atlas Areny zmęczony, ale z poczuciem, iż to był jeden z najlepszych weekendów w tym roku. Pełen pasji, hobby i dobrego grania, nie tylko dla mnie, ale też dla mojej rodziny i znajomych. Strefa indie dobitnie uświadomiła mi przy okazji, iż choć na co dzień śledzę główny nurt, to polskim niezależnym produkcjom wciąż poświęcam zbyt mało uwagi. A są wśród nich prawdziwe perełki od rodzimych twórców, którzy wkładają w swoje gry mnóstwo serca.

Dlatego gorąco zachęcam Was do dwóch rzeczy. Po pierwsze: przejrzyjcie powyższą listę, pobierzcie kilka dem i dodajcie do wishlisty to, co Was zaciekawi, bo dla małych studiów to realne wsparcie. Po drugie: za rok nie siedźcie w domu i wpadnijcie do Łodzi, choćby jeżeli komiksy czy planszówki teoretycznie nie są Waszym konikiem. Ja już czekam na kolejną edycję i kolejne indyczki, a Foxy Dumplings na pewno jeszcze się u nas na portalu pojawi.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub na Fediverse.

Idź do oryginalnego materiału