30 lat bez "Donalda i spółki" - jak powstała pierwsza seria z włoskimi komiksami w Polsce?

komiksydisneya.pl 2 tygodni temu
W kwietniu świętowaliśmy 30. urodziny pisma Kaczor Donald. Jednak 1994 rok był najpewniej najważniejszym rokiem w historii komiksów Disneya w Polsce nie tylko z tego powodu. Wówczas wydano też ostatni numer Komiksu Gigant, a także ukazało się ostatnie wydanie Donalda i spółki. Choć pismo doczekało się jedynie 43 wydań opublikowanych w ciągu 4 lat, to na lata zapisało się w pamięci czytelników.

Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie został wydany ostatni numer Donalda i spółki, ale ze względu na to, iż seria była odpowiednikiem pism wydawanych zagranicą, można oszacować jego datę premiery na grudzień 1994 lub styczeń 1995. Oznacza to, iż już 30 lat niektórzy czytelnicy czekają aż Egmont wyda drugą serię Donalda i spółki obiecaną w ostatnim wydaniu pisma. Trzy dekady po zamknięciu serii warto się dokładnie przyjrzeć się jej historii oraz dlaczego jest tak dobrze wspominana przez fanów. A także czy po takim przerwie można byłoby ją wskrzesić.

By w pełni zrozumieć czym tak naprawdę był Donald i spółka trzeba się cofnąć do praktycznie samego początku powojennych komiksów Disneya w Europie, czyli do startu książeczkowej wersji magazynu Topolino w kwietniu 1949 roku. Wówczas Arnoldo Mondadori stwierdził, iż nie ma dalszego sensu wydawania pisma w formacie gazety i stwierdził, iż lepszym pomysłem byłoby publikowanie go w formie niewielkiej książeczki formatu ok. 13 na 18,5 cm. Początkowo pismo miało 96 stron, czyli identyczną liczbę co Donald i spółka. Czyżby był to zbieg okoliczności? Raczej nie, ponieważ o ile przypatrzycie się stopkom poszczególnych numerów serii Egmontu, to zauważycie, iż były drukowane przez Arnoldo Mondadori Editore. W późniejszym czasie format i liczba stron Topolino się zmieniała, pismo przejął Disney, a w tej chwili wydaje je Panini i nie jest już aż tak podobne do Donalda i spółki.

W pozostałej części Europy Zachodniej komiksy Disneya zaczęły być wydawane na początku lat 50. i początkowo oferta składała się z pism przypominających amerykańskie zeszytowe wydania, zawierających przedruki stamtąd. Popularność tytułów rosła, a wydawane do dziś pisma typu Micky Maus czy Anders And gwałtownie z miesięczników stały się tygodnikami. Na ich łamach po raz pierwszy pojawiły się przedruki włoskich komiksów Disneya, które jednak musiały być manualnie przemontowywane. Oryginalnie 3-rzędowe historie zmieniono na 4-rzędowe, co prawdopodobnie było uciążliwe dla redakcji, więc niedługo wystartowała seria, która głównie skupiała się na włoskich historiach.


Lustiges Taschenbuch wystartował w Niemczech w 1967 roku, 256-stronicowe tomiki przypominające książki natychmiastowo podbiły rynek i przez cały czas podbijają. W ciągu kolejnych dekad seria trafiała na kolejne rynki, a dziś jest także znana w Polsce jako Komiks Gigant czy Gigant Poleca. Warto jednak zauważyć w kontekście Donalda i spółki, iż także LTB nie był całkowicie nowym pomysłem. Przez pierwsze kilka lat poszczególne tomy były przedrukami włoskiej serii I Classici di Walt Disney, także sam koncept został z niej skopiowany, zapożyczono m.in. sposób drukowania, na każde 2 strony w kolorze przypadały 2 czarno-białe.

Popularność komiksów Disneya rosła, więc na rynku pojawiły się kolejne i kolejne serie, wówczas zaczyna się też historia Donalda i spółki. Pierwszym tego typu 96-stronicowym pismem był niemiecki Donald Duck, którego pierwsze wydanie pojawiło się 26 sierpnia 1974 roku. Od początku było wydawane w formacie zbliżonym do Topolino oraz liczyło 96 stron plus okładkę. W środku różniło się w formie od wydań znanych z lat 90., ponieważ zamiast 3 czy 4 historyjek najczęściej składało się z 2 dłuższych oraz kilku krótszych. Popularność pisma od początku musiała być naprawdę spora, ponieważ już dwa lata później, w grudniu 1976 roku, seria stała się dwutygodnikiem. natomiast od lipca 1980 roku kolejne numery wydawane były co tydzień.

Skoro tytuł okazał się sukcesem w Niemczech, to nic dziwnego, iż już wkrótce Donald Duck zaczął podbijać kolejne kraje. Od września 1976 roku Egmont zaczął wydawać lokalne wersje w Danii, Norwegii i Szwecji, choć zawartość poszczególnych tomików była identyczna, to na tytułowego bohatera serii wzięto wujka Sknerusa. W Danii i Norwegii pismo także odniosło dość spory sukces, ponieważ przez wiele lat było wydawane jako dwutygodnik, inaczej było w Szwecji, gdzie magazyn nigdy nie był wydawany częściej niż co miesiąc. Dwa lata później, w 1978 roku, seria pojawiła się też w Finlandii jako Roope-setä, gdzie była wydawana jako miesięcznik.

Później zaczął się olbrzymi mętlik, ponieważ w połowie lat 80. Egmont stwierdził, iż można wydawać więcej serii, które naprawdę są tym samym pismem, ale różnią się tytułowym bohaterem na okładce i mogą być promowane jako coś innego. Trochę tak jak u nas przez lata z MegaGiga i Gigantem Mamutem, choć tam to wynikało też ze zmian zagranicą. W taki oto sposób powstały tytuły o Braciach Be czy Myszce Miki. Za bardzo nie różniły się one zawartością i często ten sam numer w Niemczech ukazywał się jako pismo o wujku Sknerusie, w Danii jako magazyn o Myszce Miki, natomiast w Norwegii bohaterami okładkowymi byli Bracia Be. Niezależnie jednak od nazwy serii, na przełomie lat 80. i 90. wydawano 26 96-stronicowych tomów rocznie.

Podobnie jak w przypadku wielu innych tytułów, podbój Europy Środkowo-Wschodniej nie zaczął się od Polski, ale od Węgier, gdzie w 1990 roku najpierw pod tytułem Dagobert Bácsi, później jako Donald Kacsa, zaczęła być wydawana lokalna wersja. Od połowy 1991 roku pojawiały się w niej te same komiksy co w polskim Donaldzie i spółce. Tytuł został zamknięty kilka miesięcy wcześniej niż polska wersja, w połowie 1994 roku, a ostatnie wydanie było odpowiednikiem 39. numeru Donalda i spółki. Także w Czechach wydawano serię, wystartowała ona miesiąc później niż w Polsce jako Donald Duck, a jej żywot zakończył się już pod koniec 1992 roku. Różne lokalne wydania pojawiły też w Bułgarii, Łotwie czy Estonii, ale były to przedruki numerów opublikowanych w Europie Zachodniej parę lat wcześniej.

Polska edycja wystartowała gdzieś w okolicach czerwca 1991 roku. Trudno określić dokładną datę, ale tak można domniemywać na podstawie dat premier zagranicznych wydań. Donald i spółka był pierwszym kontaktem polskiego czytelnika z włoskimi historiami Disneya, a także z wieloma postaciami znanymi głównie z nich, takimi jak Dziobas, Kaczencja czy Harpagon, choć często z imionami, które budzą dziś tylko śmiech. Pismo wystartowało także zaledwie parę miesięcy po premierze Mickey Mouse'a i Donald Ducka, czyli pierwszych magazynów z komiksami Disneya wydawanymi w Polsce przez Egmont. Było kilka droższe od nich, ponieważ na początku kosztowało 10 tysięcy starych złotych, a oferowało aż trzy razy więcej komiksów w mniejszym formacie. Wszystko to razem sprawiło, iż przynajmniej początkowo okazało się być sporym sukcesem i przez pierwsze trzy lata było wydawane aż trzynaście razy rocznie.

Za tłumaczenie pierwszych dziesięciu numerów Donalda i spółki odpowiadała Agata Ostajewska-Sobków, która nigdy wcześniej, ani później nie pracowała nad komiksami Disneya. To spowodowało, iż w pierwszych tomach serii pojawiło się wiele imion, które nie tylko brzmią dziwnie z dzisiejszej perspektywy, ale także różniły się od tego co było w innych pismach przekładanych przez Mariusza Arno Jaworowskiego. Czarny Piotruś był Bakłażanem, Goguś Milusiem, a Jones Paskudem. Ale mało kto wie, iż to Agata Ostajewska-Sobków jest autorką polskiego imienia Kwakerferllera, które pojawiło się po raz pierwszy w 6. Donaldzie i spółce. Od 11. numeru serię zaczął tłumaczyć Michał Wojnarowski, który później został też tłumaczem Komiksu Gigant i Kaczora Donalda.

Pierwszy numer Donalda i spółki był odpowiednikiem 430. niemieckiego Donald Ducka i przez kolejne 39 numerów obie serie były wydawane równolegle, to samo tyczyło się wydań duńskich, norweskich i fińskich. W połowie 1994 roku jednak częstotliwość Donalda i spółki zmniejszyła się do dwumiesięcznika, w kolejnych wydaniach pojawiły się jeszcze numery 472., 474. i 476. niemieckiego Donald Ducka, i na tym żywot serii zakończył się pod koniec 1994 roku. Przyczyna anulowania serii jest dość oczywista - komiksy Disneya przestały tak dobrze się sprzedawać jak na początku lat 90. Komiks Gigant, który wystartował w 1992 roku, został zamknięty na początku 1994 roku, a Mickey Mouse zmienił się w Kaczora Donalda.

Być może jednak zmiany w Polsce wynikały też ze zmian w innych krajach. Najpewniej tam też sprzedaż spadała, ponieważ w 1994 roku podjęto dość interesujący ruch. Zlikwidowano w Niemczech drugą serię wydań 96-stronicowych, czyli Onkel Dagobert (i jej odpowiedniki w innych krajach), a zamiast tego wystartowała seria detektywistyczna z Ein Fall für Micky z nowymi, długimi opowieściami z Mikim. Trudno stwierdzić, czy pomysł okazał się być sukcesem, ponieważ choć jest miło wspominany po latach i doczekał się wielu reedycji, to ostatecznie zamknięto go po 2 latach. W 1996 roku wystartowała kolejna "zwykła" seria wydań 96-stronicowych, Abenteuer Team, która też doczekała się edycji w Skandynawii.

Działania mające poprawić sprzedaż prawdopodobnie okazały się bezskuteczne, ponieważ wraz z końcem 1998 roku niemiecki Egmont zakończył wydawanie obu 96-stronicowych pism, w tym publikowanie nieprzerwanie od 1974 roku serii Donald Duck, która doczekała się aż 533 wydań. W zamian wystartowało Donald Comics & Mehr, ale była to już innego rodzaju seria, grubsza i łącząca komiksy z zagadkami. Co spowodowało taki spadek zainteresowania Donald Duckiem i innymi podobnymi seriami? Najpewniej wewnętrzna konkurencja. Lustiges Taschenbuch, czyli niemiecki Gigant, zawierał w zasadzie podobne komiksy, a był kilka droższy, ale o wiele grubszy. Powoli zaczęły pojawiać się też różne specjalne Giganty. Z perspektywy wielu czytelników Donald Duck stał się po prostu cienkim Gigantem.

Także w Skandynawii, z jednym wyjątkiem, pisma nie utrzymały się długo. Były kontynuowane w tej samej formie jeszcze przez prawie trzy lata, ale w październiku 2001 roku w Danii, Szwecji i Norwegii pojawiło się ich ostatnie wydanie. Inaczej jednak było w Finlandii, gdzie komiksy Disneya wydaje nie Egmont, ale Sanoma. Wydawnictwo postanowiło kontynuować serię Roope-setä i samo tworzyć kolejne wydania pisma. Choć pod względem komiksowym przez lata nie różniło się ono za bardzo od tego, co było wydawane w innych krajach, to pojawiały się w nim także dodatkowe artykuły. Być może dzięki temu przez lata pismo utrzymywało wysoką sprzedaż aż do 2014 roku. W 2015 roku postanowiono zmniejszyć częstotliwość wydawania do 10 wydań rocznie, a z końcem 2017 roku zostało zlikwidowane. I tak skończyła się długa historia tego typu wydań, która trwała ponad cztery dekady.

Choć nie do końca, ponieważ w 2010 roku w Niemczech wystartowała seria Donald Duck & Co, która pod każdym względem jest duchowym następcą pisma Donald Duck. W środku 96-stronicowych wydań znajdują się po 3-4 włoskie komiksy, ale nie są to nowe historie, ale przedruki z wydań sprzed lat. W pierwszych numerach były to przedruki historii wydanych w starych numerach Donald Duck, a od pewnego czasu są to także przedruki komiksów z innych serii. Choć seria nie odniosła raczej wielkiego sukcesu, ponieważ gwałtownie z miesięcznika przeszła na tryb dwumiesięczny, to jest wydawana już ponad dekadę, a najpewniej na początku 2026 roku dobije to 100. wydania. Trzeba jednak pamiętać, iż niemiecki rynek jest potężny, a nie widać zainteresowania podobnymi projektami w innych krajach.

Na koniec należy postawić pytanie, czy jest szansa, iż po trzydziestu latach polski Egmont spełni obietnicę i wyda drugą serię Donalda i spółki? Zawsze jakaś jest, tym bardziej iż w Niemczech podobny projekt, choć z archiwalnymi komiksami, jest wydawany. Ale pomijając nostalgiczny aspekt, czy takie coś ma sens na obecnym rynku? Wątpliwe. Patrząc na to, jak obecnie wygląda sytuacja, to Donald i spółka pewnie musiałby kosztować ok. 15 zł. Czy jakiś większy procent czytelników wybierze Donalda i spółkę zamiast innego wydania z szerokiej oferty Gigantów? Wątpliwe. Mogłoby się to udać tylko jako projekt bazujący na nostalgii, z komiksami sprzed dwóch-trzech dekad i z szatą okładek stylizowaną na tamten okres.

A co wy sądzicie? Czy chcielibyście zobaczyć drugą serię Donalda i spółki? Czy może myślicie, iż ten pociąg już dawno odjechał. Możecie też przytoczyć swoje własne wspomnienia związane z tą serią.

Źródło ilustracji: Disney Publishing Worldwide, materiały własne

Idź do oryginalnego materiału