NA ŻYWO
W tej rodzinie każdy prowadził własne życie.
Tata, Andrzej, oprócz żony, miał ukochaną kobietę, nieraz bywało, iż choćby nie tę samą. Mama, Grażyna, domyślając się zdrad męża, również nie grzeszyła wiernością lubiła spędzać czas poza domem z żonatym kolegą z pracy. Dwaj synowie zajmowali się sami sobą. Wychowaniem chłopców specjalnie nikt się nie interesował. Grażyna twierdziła, iż szkoła powinna całkowicie odpowiadać za uczniów.
Wspólne posiłki zdarzały się w niedziele, szybko, w ciszy, na kuchni po prostu, po czym każdy rozchodził się za swoimi sprawami. Żyliby tak dalej w swoim popsutym, słodko-grzesznym świecie, gdyby nie wydarzyła się tragedia.
Gdy młodszy syn, Damian, miał dwanaście lat, tata po raz pierwszy zabrał go do garażu jako pomocnika. Damian bawił się narzędziami, gdy Andrzej wyszedł na chwilę do kolegów, którzy majsterkowali przy autach tuż obok. Nagle z garażu Andrzeja buchnęły kłęby czarnego dymu, a zaraz potem ogień. Ludzie oniemieli z przerażenia. Jak się później okazało, Damian przez nieuwagę przewrócił włączoną lampę lutowniczą na kanister z benzyną. Panika. Strażacy i pogotowie zostali wezwani w mgnieniu oka. Ktoś wylał na Andrzeja wiadro wody, ten pobiegł do środka. Po chwili wybiegł z płonącego garażu, niosąc do nieprzytomności poparzonego syna. Twarz chłopca była nietknięta musiał zasłaniać ją dłońmi. Ubranie na Damianie spłonęło doszczętnie.
Damiana przewieziono do szpitala. Jeszcze żył! Już o, ledwie, ale tliło się w nim życie. Po kilku godzinach męczącego oczekiwania, do rodziców wyszedł lekarz i rzeczowo oznajmił:
Robimy wszystko, co w naszej mocy. Chłopiec jest w śpiączce. Ma szansę jedną na milion. Medycyna jest bezradna. Może tylko cud jeżeli Damian bardzo będzie chciał żyć. Trzymajcie się.
Andrzej i Grażyna bez zastanowienia pobiegli do pobliskiego kościoła. Rozszalała się ulewa, ale rodzice niczego wokół nie dostrzegali. Liczyło się tylko jedno ratunek dla syna! Mokrzy, stremowani, po raz pierwszy weszli do świątyni. Było cicho, spokojnie. Zobaczyli księdza, więc podeszli nieśmiało.
Proszę księdza, nasz syn umiera! Co mamy robić? Grażyna szlochała, ledwo mogąc wydusić słowa.
Jestem ksiądz Stanisław. Cóż Dopiero gdy strach zajrzy w oczy, przypominacie sobie o Bogu, prawda? powiedział spokojnie duchowny.
Wydaje nam się, iż nie jesteśmy aż takimi grzesznikami zawahał się Andrzej, spuszczając wzrok.
To dlaczego zamordowaliście swoją miłość? Leży umarła pod waszymi nogami! Między kochającymi małżonkami nie przeciśnie się choćby nitka, a u was to i belkę położyć można. Modlcie się gorąco do św. Mikołaja o zdrowie syna! Ale pamiętajcie, iż wszystkiemu winna jest obojętność serca. Na Boga nie narzekajcie, czasem tylko tak zsyła się nauka dla nierozsądnych. Miłość ocala!
Andrzej i Grażyna stali przemoknięci deszczem i łzami, ogarnięci wstydem. Słuchali gorzkiej prawdy wypowiadanej przez księdza Stanisława. On wskazał na ikonę św. Mikołaja. Małżonkowie upadli na kolana. Modlili się długo, obiecywali wszystko, przysięgali poprawę.
Wszystkie romanse i zdrady zostały pogrzebane wraz ze strachem o życie Damiana. Analizowali życie kawałek po kawałku
Nazajutrz zadzwonił lekarz Damian się obudził. Rodzice natychmiast przyjechali do szpitala, usiedli przy łóżku syna. Damian spojrzał na nich zamroczonym wzrokiem i próbował się uśmiechnąć. Na jego twarzy widać było tylko cierpienie.
Mamo, tato, proszę, nie rozchodźcie się nigdy wyszeptał cicho chłopiec.
Synku, skąd ci to przyszło do głowy? Przecież jesteśmy razem Grażyna delikatnie pogładziła jego gorącą, poparzoną dłoń, ale Damian jęknął z bólu, więc się cofnęła.
Widziałem to A moje dzieci będą nosiły wasze imiona wyszepnął jeszcze Damian.
Rodzice spojrzeli po sobie, przekonani, iż syn bredzi. Przecież nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek stanie na nogi.
Jednak od tamtej pory Damian wracał powoli do zdrowia. Andrzej i Grażyna sprzedali działkę, żeby mieć pieniądze (złotówki) na leczenie. Garaż i auto spłonęły doszczętnie w tamten pechowy dzień, ale liczyło się tylko to, iż syn został uratowany. Cała rodzina pomogła jak mogła babcie, dziadkowie, wszyscy złożyli się na leczenie Damiana.
Ta tragedia zjednoczyła rodzinę. choćby najdłuższy dzień się kończy.
Minął rok.
Damian przebywał w ośrodku rehabilitacyjnym. Już chodził i w dużej mierze radził sobie samodzielnie. W ośrodku zaprzyjaźnił się z rówieśniczką o pięknym polskim imieniu Jagoda. Jagoda również ucierpiała w pożarze, miała poparzoną twarz. Przeszła wiele operacji, bardzo się siebie wstydziła, nigdy nie patrzyła w lustro.
Damian bardzo ją polubił. Była dojrzała, łagodna i mądra, krucha. Czuł, iż pragnie ją chronić. Spędzali razem każdą wolną chwilę. Rozumieli się doskonale oboje przeszli przez piekło bólu, samotności i lęku, dzielili czas zabiegów i nieskończonych rozmów o życiu.
Czas mijał
Damian i Jagoda pobrali się skromnie, w obecności najbliższych. niedługo na świat przyszły ich dzieci: córka Basia, a trzy lata później syn Marek.
Gdy rodzina odetchnęła po burzliwych latach, Andrzej i Grażyna podjęli decyzję o rozstaniu. Przeżycia związane z Damianem ich wyczerpały. Oboje odczuli pustkę. Każde z osobna tęskniło za spokojem i odpoczynkiem.
Grażyna wyjechała do siostry pod Warszawę. Przed wyjazdem poszła do kościoła po błogosławieństwo księdza Stanisława, za co dziękowała mu też za uratowanie syna. On jednak mówił:
Boga dziękuj, Grażyno.
Nie pochwalał jej decyzji o rozstaniu:
Ale jeżeli musisz, jedź. Sami czasem musimy poszukać ciszy. Odpocznij, ale wracaj Małżonkowie są jednością! pouczył ją ojcowsko.
Andrzej został sam w pustym mieszkaniu. Synowie z rodzinami mieszkali oddzielnie. Byli małżonkowie choćby wnuki odwiedzali na zmianę, by na siebie nie natrafić.
Można by powiedzieć każdy zyskał swój własny spokój.
Ale życie pokazało im jedno: najpiękniejsze jest to, co wspólne i prawdziwe. Dopiero w obliczu tragedii zobaczyli, jak bardzo siebie potrzebują, jak bardzo zaniedbali miłość, która powinna być najsilniejszym fundamentem rodziny. Bez wzajemnego wsparcia i bliskości, choćby wygodne życie staje się puste.
Warto więc pielęgnować szczerość, modlić się, kochać i wybaczać; bo tylko miłość ratuje nas na żywo każdego dnia.









