Związki są jak szkło – czasami lepiej zostawić je potłuczone, niż próbować zrobić sobie krzywdę, składając je z powrotem

przemyslenia.pl 15 godzin temu

Są takie relacje, które na początku lśnią jak czyste szkło. Przezroczyste, delikatne, pełne światła. Patrzymy przez nie z nadzieją, wierząc, iż oto znaleźliśmy coś prawdziwego, bezpiecznego i trwałego. Jednak życie – jak to życie – potrafi nagle uderzyć. Jedno słowo za dużo. Jedno milczenie za długo. Jedno rozczarowanie, które pęka w środku głośniej niż krzyk.

Kiedy szkło się tłucze, odruch jest niemal zawsze ten sam: spróbować je poskładać. Bo przecież tyle włożyliśmy w tę relację. Tyle wspólnych chwil, rozmów, planów i obietnic. Bo może jeszcze da się uratować. Bo może tym razem będzie inaczej.

Ale są pęknięcia, których nie da się już nie zauważyć.

Miłość, która rani

Związek nie kończy się w momencie pierwszej kłótni. Ani choćby przy pierwszym bólu. Kończy się wtedy, gdy cierpienie zaczyna być normą, a spokój – wyjątkiem. Gdy zaczynamy usprawiedliwiać brak szacunku, umniejszanie, chłód emocjonalny czy ciągłe poczucie winy.

Miłość nie powinna być polem minowym. Nie powinna sprawiać, iż boimy się mówić, co czujemy. Że chodzimy na palcach, żeby nie wywołać kolejnego wybuchu. jeżeli każda próba „sklejenia” relacji kończy się kolejną raną, warto zadać sobie trudne pytanie: czy to jeszcze miłość, czy już tylko strach przed odejściem?

Składanie potłuczonego szkła

Sklejone szkło nigdy nie jest takie samo. choćby jeżeli trzyma się w całości, zostają rysy. Ostrożnie dotykamy krawędzi, bo wiemy, iż mogą skaleczyć. Tak samo jest z relacjami odbudowywanymi za wszelką cenę.

Czasami wracamy do kogoś nie dlatego, iż jest nam z nim dobrze, ale dlatego, iż boimy się pustki. Samotności. Ciszy, która pojawi się po drugiej stronie. Wolimy znany ból od nieznanej drogi.

Ale każdy kolejny powrót, w którym ignorujemy własne granice, uczy nas jednego: iż nasze emocje są mniej ważne niż trwanie za wszelką cenę.

Odwaga odejścia

Odejście nie zawsze jest porażką. Czasami jest najdojrzalszym aktem miłości – do samego siebie. To moment, w którym mówimy: „Wystarczy”. W którym wybieramy spokój zamiast ciągłego napięcia. Szacunek zamiast tłumaczeń. Ciszę zamiast krzyku.

Zostawić potłuczone szkło to zaakceptować fakt, iż nie wszystko da się naprawić. I iż to w porządku. Nie każda relacja ma być na zawsze. Nie każda historia musi mieć happy end, żeby była ważna.

Co zostaje po rozstaniu?

Zostaje żal, smutek, czasem złość. Ale zostaje też coś cenniejszego – doświadczenie. Świadomość własnych granic. Wiedza o tym, czego już nigdy nie chcemy powtarzać.

Z czasem ból cichnie. A my uczymy się, iż zdrowa relacja nie kaleczy. Nie sprawia, iż tracimy siebie. Nie wymaga ciągłego poświęcania godności w imię „ratowania związku”.

Związki są jak szkło – piękne, ale kruche. Warto o nie dbać, dopóki są całe. Ale gdy rozsypią się na kawałki, czasami najlepszym wyborem jest odejść, zanim skaleczymy się jeszcze bardziej.

Bo miłość nie powinna boleć bez końca. A my nie jesteśmy stworzeni po to, by całe życie składać coś, co już dawno przestało być bezpieczne.

Idź do oryginalnego materiału