Zostawiłem żonę mojego przyjaciela, choć zakochałem się w Marii – zaczęła do mnie przychodzić pod pr…

newsempire24.com 3 dni temu

Z Olgą pracowaliśmy w tej samej firmie, ale nasze biura bywały jak dwie osobne wyspy na Wisle. Czasem oboje zostawaliśmy po godzinach, a jej mąż mój serdeczny przyjaciel z dzieciństwa, Paweł dzwonił i prosił, żebym odprowadził Olgę na przystanek tramwajowy przy rondzie Daszyńskiego. I więc spotykaliśmy się w holu, gdzie lampy śniły jak księżyce, i szliśmy przez ulice Warszawy, rozmawiając o sprawach, które pojawiały się i znikały jak bociany w marcu. Tyle mieliśmy wspólnego, a Paweł zawsze zdawał się nie rozumieć jej, narzekał, iż jej fascynacje z nikim nie rezonują. Ja cieszyłem się każdą rozmową z Olgą, aż wszystko stało się tak dziwne, jak sen na pożegnanie obejmowała mnie mocno, potem całowała w policzek, aż pewnej nocy pocałowała mnie naprawdę, spóźniając się na nocny tramwaj.
Wiedziałem, iż to złe dla Pawła i jego rodziny, ale zakochałem się w Oldze, jakbyśmy razem tonęli w jeziorze snów.
Olga zaczęła wciskać kit, iż pracuje do późna po to, by wpaść do mnie, w moim mieszkaniu na Mokotowie. Wymyślała bajki o delegacjach do Radomia czy wizytach u mamy w podwarszawskiej wsi, ale przecież spędzaliśmy czas razem, siedząc w barze mlecznym lub spacerując nad Wisłą, gdy Paweł był w pracy na Pradze i nie mógł nas złapać.
Kochałem Olgę szczerze, choć nigdy nie rozmawialiśmy o jej odejściu od męża, a jednak wiedziałem, iż gdyby poprosił ją o rozwód, zgodziłaby się bez wahania. Żyłem w komiksowych fantazjach, podkradając czyjeś szczęście nie jakiegoś obcego, a mojego bliskiego przyjaciela. Piłem z nim piwo nad Odrą i słuchałem, jak skarży się, iż jego żona się zmieniła, iż zawsze się stroi na wyjście, iż musi mieć kochanka. Udawałem, iż go pocieszam, a potem śpiesznie biegłem na spotkanie z Olgą.
Nie rozumiałem siebie po co psuję komuś życie aż pewnego dnia Olga przyszła do mnie z nastrojem jak burza nad Mazurami. Pokłóciła się z Pawłem i chciała rozładować swoją złość na mnie.
Zawsze jest bałagan! Nie masz rąk, żeby sprzątnąć podłogę? Lodówka świeci pustkami. Myślisz, iż będę robić porządek i gotować dla dwóch domów? Jesteś tylko kochankiem, nie moim adoptowanym synem, naucz się ogarniać siebie.
To zdanie rozwaliło mi cały mój sen. Olga mnie nie kochała, traktowała mnie jak przystanek. Nasze randki zamieniły się w szarą codzienność, taką samą jak w jej domu. Byłem dla niej nudny, jak stary polski film puszczany po północy.
Żałuję tylko, iż to ja pierwszy poprosiłem ją o zerwanie. Tego wieczoru napisała SMS-a, iż wyjeżdża w Bieszczady i żebym nie ważył się nic powiedzieć Pawłowi. Nie zamierzałem, wstydziłem się spojrzeć mu w oczy, a co dopiero wyznać tak potworną rzecz. Powiedziałem tylko, iż nie mogę już odprowadzać Olgi na przystanek, bo kończę wcześniej.
Mówią, iż na cudzym nieszczęściu nie buduje się szczęścia. Teraz żyję w wiecznym strachu, iż moja nowa dziewczyna Zuzanna może być taka sama jak Olga… Jakby życie było jednym wielkim, surrealnym snem, z którego nie mogę się obudzić.

Idź do oryginalnego materiału