Znajomi i sąsiedzi – recenzja 2. sezonu. John Hamm w formie, gorzej z serialem

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Pierwszy sezon serialu Znajomi i sąsiedzi pochłonęłam w ekspresowym tempie. Był to jeden z tych seriali, które wciągają od pierwszego odcinka. Produkcja skutecznie rozbudziła we mnie apetyt na więcej miło spędzonych godzin przed ekranem telewizora w towarzystwie Johna Hamma, dlatego do kolejnego sezonu podchodziłam z dużymi oczekiwaniami. Sam Hamm rzeczywiście nie zawiódł, natomiast o drugim sezonie nie mogę powiedzieć tego samego – moje oczekiwania były postawione wyżej niż to, co ostatecznie otrzymałam.

Tytułem przypomnienia fabuły serialu Znajomi i sąsiedzi, zacytuję portal Filmweb: „W następstwie rozwodu i utraty pracy magnat finansowy zaczyna okradać bogatych sąsiadów, by utrzymać się na powierzchni. Branie na celownik ludzi z własnego środowiska sprawia mu niespodziewaną przyjemność, ale bohater wplątuje się w śmiertelnie niebezpieczną sieć.” Drugi sezon kontynuuje tę historię, choć sytuacja głównego bohatera znacząco się zmienia. Coop nie działa już wyłącznie z fascynacji czy dla adrenaliny. Pewien splot wydarzeń powoduje, iż próbując wyjść z problemów, które sam na siebie sprowadził, wpędza się w jeszcze większe tarapaty.

Tutaj pojawia się największy problem nowego sezonu. Pierwszy sezon Znajomych i sąsiadów od początku imponował dynamikę i utrzymywał zainteresowanie widza na wysokim poziomie. Drugi sezon w teorii jest poprawny, ale brakuje mu „tego czegoś”, co powoduje, iż ma się ochotę na binge-watching. Historia rozwija się wolniej, część wątków sprawia wrażenie przeciągniętych, a niektóre relacje między bohaterami wydają się mniej angażujące niż wcześniej. Trzeba jednak przyznać, iż sezon rozkręca się trochę w drugiej połowie – otrzymujemy wtedy więcej zwrotów akcji i niejaka „drewnianość” fabuły gdzieś ucieka.

Pomijając samą historię, John Hamm w nowym sezonie przez cały czas wypada świetnie, może choćby lepiej niż w pierwszym. Jego bohater, zwany przez przyjaciół Coop, przechodzi interesującą ewolucję. Początkowo miał w sobie dość sporo zmanierowania światem bogactw i luksusu, ale im dalej w las, tym bardziej staje się nam bliższy. Żyje w zwyczajnym mieszkaniu, a wieczory najbardziej lubi spędzać oglądając stare, kultowe filmy. Jedynie jego samochód i znajomi przypominają o świecie, w jakim się obraca. Jego profesja również nie jest bliska sercu większości śmiertelników.

Na ekranie na pierwszym plan wybija się również świeża postać – nowy sąsiad Coopa, Owen Ashe, grany przez Jamesa Marsdena, dobrze znanego m.in. z kultowego już serialu Westworld. Jest to postać stworzona po to, aby irytować. Jest arogancki, egocentryczny i przekonany o własnej wyższości. Traktuje pieniądze jako przepustkę do lekceważenia innych. Paradoksalnie właśnie dlatego ogląda się go z zainteresowaniem.

Kadr z 2. sezonu Znajomi i sąsiedzi

Interesującym akcentem, który zwłaszcza polscy milenialsi powinni wyłapać, jest fragment ósmego odcinka, kiedy to siostra Coopa, Ali, ćwiczy ze swoimi uczniami progresję akordów na gitarze. Wprawne ucho wyłapie, iż progresja ta układa się w dobrze znany hit lat 2000. zespołu „Ich Troje”. Jaki? Nie będę zdradzać, żeby nie zepsuć niespodzianki.

Pomijając wszystkie niedoskonałości drugiego sezonu Znajomych i sąsiadów, serial przez cały czas jest bardzo ładny wizualnie, przyjemny muzycznie i przez większość czasu miło się go ogląda. Nie porywa tak, jak pierwszy sezon jednak przez cały czas trzyma pewien poziom. Zakończenie wyraźnie sugeruje, iż twórcy nie mówią jeszcze „do widzenia”, a „do zobaczenia” – wiele wątków nie zamknięto i przygotowane zostało zgrabne przejście do trzeciej odsłony. Mam nadzieję, iż po lekkim spadku jakości serial odbije z powrotem do swojego pierwotnego poziomu.


fot. materiały prasowe

Idź do oryginalnego materiału