Zmarła wyjątkowa Yayoi Kusama. Co ciągnęło ludzi do jej świata kropek i luster?

polityka.pl 5 godzin temu
Zdjęcie: Mike Segar / Reuters / Forum


14 sierpnia w wieku 97 lat zmarła wielka japońska artystka współczesna Yayoi Kusama. Pod koniec życia Yayoi Kusama sama stała się czerwoną kropką. Miała włosy jak u figurki z Lego (część numer 4530); tak się dowiedziałem o jej śmierci, z wrzuconego do mediów społecznościowych zdjęcia modelu z klocków. Obraz redukuje człowieka, ikoniczny wizerunek stał się elementem popkultury, jak wcześniej w przypadku Andy’ego Warhola czy projektanta Karla Lagerfelda, którego kreskówkowe widmo wciąż straszy na pokrowcach telefonów i T-shirtach.

Widziałem pudełko puzzli z napisem „The world of YAYOI KUSAMA”, jego centralnym motywem była ilustracja artystki w sukience w kropki. Może to najbardziej odpowiednia forma dla Kusamy: klocki albo puzzle. Rzeczy, które można konstruować i dekonstruować w nieskończoność.

Kropki Kusamy

Największy paradoks sztuki współczesnej polega na tym, iż jest jednocześnie trudna i strasznie prosta w odbiorze. Często może wyglądać jak plac zabaw, jak tokijska ekspozycja „TeamLab Planets”, która pozwala zwiedzającym zanurzyć się w sensorycznej krainie: brodzić boso w wodzie, zgubić się w labiryncie ruchomych roślin, spotkać cyfrowe „życie” czy wejść do lustrzanej przestrzeni przypominającej nieskończone pokoje Kusamy, choć mówiącej o czymś innym.

Interaktywne doświadczenie domaga się uczestnictwa. Można pokolorować żółwia, który zostanie zeskanowany, ożyje na ekranie i ruszy między innymi zwierzętami. Gdzie tu jest sztuka, w tej dziwnej grze? Tam, gdzie wzbudzi uczucia. Może nasz żółw spotka żółwia naszego przyjaciela, a może coś obudzi w nas samych. Kiedy kolorowałem swoje zwierzątko, siedząca obok turystka z Polski wzięła kredkę do ręki ewidentnie pierwszy raz od dzieciństwa. Najpierw zawstydzona, potem dumna i wzruszona, nie chciała oddać swojego dzieła do zeskanowania, bo bała się, iż już do niej nie wróci.

Opowiadam o tym, bo próbuję zrozumieć, co ciągnie ludzi do kropek Kusamy. To nie tylko przeżycie estetyczne epoki Instagrama ani popowa czytelność, którą dzieliła choćby z Takashim Murakamim, przetwarzającym kulturę anime i kwiatki w równie rozpoznawalny język wizualny. Oboje przekroczyli też granicę między sztuką a produktem, współpracując choćby z Louis Vuitton. Jest w tym jednak również powrót do czegoś pierwotnego, dziecięcego, podobnego do aktu kolorowania żółwia.

Nowy ruch w sztuce

Babcia od kropek, z czerwonymi włosami przypominającymi czapeczkę królika My Melody, może wydawać się postacią rodem z „Doliny Muminków”. I może coś w tym jest. Tak jak skandynawska opowieść o trollach była dla Tove Jansson reakcją na „niepaszczacki” świat, tak kropki, którymi dzieliła się z nami Kusama, wyrosły z jej własnego koszmaru: dziecięcych halucynacji. Powracający w jej rzeźbach motyw dyni pochodził z kolei ze wspomnień młodości spędzonej w Nagano.

Urodziła się w 1929 r. w przemocowej rodzinie handlarzy nasion. Podczas wojny szyła spadochrony dla japońskiej armii. Bardzo wcześnie zaczęła przetwarzać własne doświadczenia w sztukę, ale sztywne ramy tradycyjnego japońskiego malarstwa, które przez krótki czas studiowała, okazały się dla niej za ciasne. Wolności szukała w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyjechała zachęcona korespondencją z artystką Georgią O’Keeffe. Wreszcie posmakowała wolności. „Kiedy przyjechałam do Nowego Jorku, wszyscy szaleli za action painting”, wspominała. „Chciałam się od tego całkowicie odciąć i zapoczątkować nowy ruch w sztuce”.

Tworzyła abstrakcyjne „Infinity Nets”, rzeźby pokryte miękkimi fallusami, eksperymentalne filmy i nagie happeningi, podczas których malowała uczestników w kropki (dokumentację można obejrzeć na stronie MoMA) . Na zdjęciach z tego okresu wygląda zupełnie inaczej, jakby uciekła z filmu Nowej Fali. Kiedy leży naga, z ciałem pokrytym kropkami, trudno rozpoznać w niej przyszłą czerwonowłosą ikonę.

Zmieniała się Kusama, ale nie zmieniały się kropki. Pod koniec dekady zaczęła również budować własne komercyjne imperium: zakładała firmy, projektowała modę, otworzyła butik na Manhattanie, a jej ubrania sprzedawał choćby Bloomingdale’s.

Sztuka za dwa dolary

Komercjalizacja własnej sztuki nie oznaczała jednak, iż Kusama wycofała się z kontrkultury. Angażowała się w ruch antywojenny, walkę o prawa kobiet i osób homoseksualnych. W 1968 r. zaproponowała choćby prezydentowi Nixonowi seks w zamian za zakończenie wojny w Wietnamie. Ta deklarowana otwartość miała jednak wyraźną granicę. W swoich tekstach Kusama wielokrotnie przedstawiała czarnych Amerykanów dzięki rasistowskich stereotypów, szczególnie fetyszyzując czarnych mężczyzn jako „dzikich”, hiperseksualnych, niemal sprowadzonych do ciała. Nie był to przy tym prosty rasizm oparty na niechęci: fascynacja czarnym ciałem mieszała się u niej z egzotyzacją i uprzedzeniem. Po latach Kusama przeprosiła za „krzywdzący i obraźliwy język”.

Choć znała Warhola i Donalda Judda, pozostała outsiderką. Wróciła do Japonii w 1973 r. Kontrkultura się kończyła, a w jej życiu nawarstwiały się kryzysy – rok wcześniej zmarł bliski jej Joseph Cornell, pogarszał się też jej stan psychiczny. W 1977 zamieszkała w szpitalu psychiatrycznym, ale wciąż kompulsywnie tworzyła w pobliskiej pracowni. Odkryto ją na nowo w latach 80., tym razem odniosła sukces zarówno artystyczny, jak i komercyjny. Jej pozycję przypieczętowało reprezentowanie Japonii na Biennale w Wenecji w 1993 r. Ironia losu: Kusama pojawiła się tam już w 1966, tyle iż jako artystyczna partyzantka. Na trawniku rozłożyła „Ogród Narcyza” – 1500 lustrzanych kul, w których można było się przeglądać – i próbowała sprzedawać je po 2 dol. za sztukę.

Gdzie zaczyna się sztuka? Gdy płacimy 2 dol. za możliwość zobaczenia własnego odbicia czy dopiero wtedy, gdy widzimy swoją minę?

A może wtedy, gdy po prostu zaczynamy żyć w głowie innej osoby: w świecie kropek, które z niej uciekły.

Idź do oryginalnego materiału