Podobne, a często jeszcze ostrzejsze komentarze padały w trakcie canneńskiej imprezy i na finałowej gali. Ta de facto zamieniła się w trybunę wolności, z której nieprzerwanym tokiem płynęły słowa potępienia przeciwko Trumpowi, wojnom i niesprawiedliwości. Sygnał do wyrażenia gniewu na prowadzące świat ku katastrofie elity dał sam dyrektor festiwalu Thierry Frémaux, który w dniu inauguracji przypomniał, iż kino jest narzędziem pokoju, a jeżeli Donald Trump potrzebuje pomocy w negocjacjach, „my, twórcy, wiemy, jak zawrzeć pokój”.
Waga słów i czynów
Nagrodzony Złotą Palmą „Fjord” idealnie wpisywał się w tę dyskusję, bo analizuje napiętą atmosferę podzielonego, radykalizującego się świata. Bohaterami filmu Cristiana Mungiu są głęboko wierzący chrześcijanie, którzy wychowują piątkę dzieci w duchu surowych, konserwatywnych zasad: bez telefonów, bez nowoczesnej muzyki, z obowiązkową, codzienną lekturą Biblii. To kino niewygodne, prowokujące, zmuszające do konfrontacji z uprzedzeniami, poświęcone zderzeniu dwóch systemów wartości: surowego konserwatyzmu i bezdusznego progresywizmu.
















