
Ziemia obiecana to bez wątpienia jeden z ważniejszych tytułów na mapie literatury polskiej. Rozbudowana powieść, która pomimo tego, iż jej akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Łodzi, przez cały czas żywo dialoguje z współczesnością i domaga się coraz to nowych odczytań — stanowi pewnego rodzaju fenomen. A w tym liczącym sobie ponad 100 lat utworze znajdziemy cały przegląd problemów, z jakimi w XXI wieku ludzkość przez cały czas nie jest w stanie sobie poradzić. A są nimi: głęboko podzielone społeczeństwo, wyzysk grup pracujących, nadmierna eksploatacja środowiska naturalnego i zdająca się nie mieć granic ambicja i zachłanność poszczególnych jednostek. Czytelnicy Wolnych Lektur od dziś mogą wysłuchać powieści. Czyta Joanna Domańska.
Jest XIX wiek, a dokładnie rok 1896. Władysław Reymont przeprowadza się do Łodzi, aby rozpocząć prace nad planowaną powieścią. Zabiera się do tego jak reportażysta: chodzi po mieście, notuje nazwy ulic, rozmawia z ludźmi, zagląda do fabryk, a choćby uczy się obsługi maszyn. Ten sposób pracy pisarza nie powinien dziwić — w końcu w tamtym momencie życia znany jest głównie jako autor przejmującego do dziś reportażu Pielgrzymka na Jasną Górę.
Po roku powieść zaczyna się ukazywać w odcinkach na łamach prasy i od razu robi się o niej głośno. Polskiego czytelnika, przywykłego raczej do scenerii wiejskiej, zaskakuje dobór tematu i pochodzenie głównych bohaterów. W Łodzi wręcz wrze — wielu fabrykantów rozpoznaje na kartach Ziemi obiecanej samych siebie i na wszelkie sposoby utrudnia publikację powieści, przyczyniając się do jej znacznego ocenzurowania.
W sportretowanej przez Reymonta Łodzi chłodnej kalkulacji podlega wszystko i wszyscy. Mężczyźni charakteryzowani są poprzez kapitał, którym dysponują, kobiety poprzez posag i wartość noszonej biżuterii. Wymiernie podchodzi się choćby do czasu — kiedy znudzona Róża skarży się ojcu na monotonię spotkania towarzyskiego, ten odpowiada, iż stać ją przecież na bardziej rozrywkowych znajomych. W Łodzi nie panują prawa i obyczaje znane dotychczas w historii. „Łódź to las, to puszcza — masz mocne pazury, to idź śmiało i bezwzględnie duś bliźnich, bo inaczej oni cię zduszą, wyssają i wyplują z siebie” — przestrzega Borowiecki starego znajomego.
Dofinansowano ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.






