Zielone oczy z przeszłości: Tajemnicze spojrzenie, które wciąż prześladuje

polregion.pl 3 tygodni temu

**Wspomnienie zielonych oczu**

Obudziłem się o świcie i pomyślałem:

No tak, dawno nie spałem tak dobrze. I gdzie? Na polu, w stogu siana, bez wygód i ciepłej kołdry. Choć po co mi kołdra? Lato, ciepło, a siano pachnie i grzeje.

Wstałem i rozgarnąłem siano. Głowa działała normalnie, nie rozpamiętywałem rozstania z żoną, nie smuciłem się. Czyżby naprawdę nigdy jej nie pokochałem? Zastanowiłem się.

Czy te dziesięć lat razem to tylko pozory małżeństwa? Żyliśmy jakoś, ale dziecka nie mieliśmy. Weronika miała córkę, choć, jak mówiła, sama nie wiedziała, kto jest ojcem. Urodziła dla siebie.

Zawsze czułem jakąś nieszczerość w naszej relacji, często się kłóciliśmy. Po każdej awanturze wracał do mnie obraz zielonkawych oczu i uśmiechu pielęgniarki Marysi, która pochylała się nade mną w szpitalu, robiła zastrzyki i zakładała kroplówki. To było po rannej w wojnie na Kaukazie.

Siedząc w stogu, uśmiechałem się, przypominając sobie Marysię jej kojący głos, oczy jak dwa szmaragdy i gęste kasztanowe włosy. Nigdy nie spotkałem nikogo z takim spojrzeniem. Wierzyłem, iż to dzięki niej przetrwałem cały ból i trudności.

W dniu wypisu zerwałem bukiet polnych kwiatów i poszedłem do niej. Chciałem zaproponować, by pojechała ze mną do domu. Wiedziałem, iż to niełatwe, ale i tak spróbowałem.

Marysi tu nie ma, przenieśli ją do innego szpitala polowego powiedziała pielęgniarka, gdy jej nie znalazłem.

A dokąd?

Nie wiem. I nikt ci nie powie, wiesz, gdzie jesteśmy

Byłem załamany, ale postanowiłem jej szukać. Jak jednak znaleźć kobietę, o której wiesz tylko imię i kolor oczu? Musiałem wrócić do domu zdemobilizowali mnie ze względu na stan zdrowia. W domu nic się nie zmieniło: ojec pił, matka pracowała i krzyczała na niego.

Pewnego dnia odwiedził mnie mój towarzysz broni, Leszek. Przeszliśmy razem przez wiele.

Siema, Krzysiek! Jak tam? Doszedłeś do siebie? ściskał mnie mocno.

Jakoś leci wzruszyłem ramionami.

Może do nas? W twojej wiosce nie ma roboty zaproponował. A może coś cię tu trzyma?

Nikogo. Nie mogę zapomnieć Marysi.

No tak, wbiła ci się pod skórę. Ale trzeba szukać, pisać, nie poddawać się.

Pojechałem z nim. Czas mijał. Kupiłem mały, stary dom, trochę go wyremontowałem i tam mieszkałem. Tymczasem Leszek zakochał się i wyjechał z żoną Elą do miasta.

Wybacz, iż cię tu ściągnąłem, a sam uciekam mówił.

Spoko, stary uśmiechnąłem się. U mnie też się coś klei. Oświadczyłem się Weronice.

Ocknąłem się z zamyślenia, patrząc na pola i lasy. Nagle znowu usłyszałem jej głos wczoraj rzuciła mi w twarz:

Nigdy nie znajdziesz takiej jak ja! Żadna inna nie będzie cię znosić. Te twoje zadumy nikogo nie obchodzą. A poza

Idź do oryginalnego materiału