W nocy z 15 na 16 marca 2026 roku odbyła się długo wyczekiwana 98. ceremonia rozdania Oscarów, podczas której Amerykańska Akademia Filmowa wyróżniła najlepsze ubiegłoroczne produkcje oraz ich twórców. W kategorii "najlepsza aktorka pierwszoplanowa" nagrodę otrzymała Jessie Buckley za rolę Agnes w "Hamnecie", natomiast najlepszą aktorką drugoplanową została tym razem Amy Madigan, która zagrała w "Zniknięciach". Jednak żadnej z nich nie udało się ani zbliżyć, ani tym bardziej pobić wyniku, który został ustanowiony przez inną gwiazdę ponad 45 lat temu.
REKLAMA
Zobacz wideo Katarzyna Warnke o Oscarach: Dla wielu to szczyt kariery
Kto zdobył najwięcej Oscarów dla najlepszej aktorki? Wygrała 4 z aż 12 otrzymanych nominacji
Każdego roku od blisko 100 lat do udziału w wyścigu o złotego rycerzyka staje kilka tysięcy aktorek, spośród których oscarowa komisja wybiera tylko 5, którym przyznaje nominacje. Pomimo tego żadna z nich nie dorównała Katharine Hepburn, która szansę na statuetkę miała 12 razy, a zdobyła ją 4-krotnie, tym samym ustanawiając rekord. Po raz pierwszy Akademia dostrzegła ją w 1933 roku, gdy zagrała w "Porannej chwale" i choć był to trzeci film w jej dorobku, to galę opuściła jako zwyciężczyni. Potem mogła kilkukrotnie powtórzyć ten sukces, ale udało się to dopiero 1967 roku za sprawą romantycznego komediodramatu "Zgadnij, kto przyjdzie na obiad".
Rok później zdobyła kolejną nagrodę za "Lewa w zimie", stając się tym samym drugą aktorką w historii, która otrzymała Oscara dwa lata z rzędu. Czwarty złoty rycerzyk dołączył do jej kolekcji na początku lat 80. za sprawą produkcji "Nad złotym stawem", w której zagrali też Jane Fonda oraz jej ojciec, Henry. Co ciekawe, żadnej ze statuetek Hepburn nie odebrała osobiście, a na ceremonii ich rozdania pojawiła się tylko raz w 1974 roku, kiedy sama odczytywała laureata. – jeżeli chodzi o mnie, nagrody są niczym. Moją nagrodą jest moja praca – powiedziała kiedyś w jednym z wywiadów.
Dlaczego Katharine Hepburn nigdy nie pojawiła się na Oscarach? To nie był bunt, ale styl życia
Hepburn nigdy nie była typową gwiazdą i nie chciała nią być. W rolach zbuntowanych kobiet odnajdywała się doskonale, bo sama taka była. Słynęła z ciętego języka, a swoimi wypowiedziami wielokrotnie wzbudzała kontrowersje. Raz porównała siebie i swoje koleżanki po fachu do... pań lekkich obyczajów.
Całe życie sprzedawałam siebie, swoją twarz, ciało, sposób poruszania się, mówienia. To jest tak: 'Możecie na mnie patrzyć, ale musicie za to zapłacić
– grzmiała. Nie uczęszczała na branżowe imprezy, modne miejsca omijała szerokim łukiem, niechętnie udzielała autografów, a na wywiady zgadzała się w ostateczności. O jej perypetiach z producentami w Hollywood krążyły legendy, ale nigdy z tego tytułu nie miała problemów, bo te rekompensował jej niepodważalny talent. Poza odwagą wyróżniała ją silna osobowość. Sprzeciwiała się temu, co próbowało narzucić jej społeczeństwo i tym sposobem, gdy zasugerowano, iż powinna być bardziej kobieca, na przekór zaczęła zakładać garnitury skrojone "po męsku". – Żyłam jak mężczyzna. Robiłam to, na co miałam ochotę, sama się utrzymywałam i nie obawiałam się samotności – mówiła pod koniec życia. W dodatku zupełnie nie przepadała za innymi aktorkami i otwarcie krytykowała ich podejście do pracy.
Uskarżają się na dwunastogodzinny dzień pracy, a przecież siedzą przez jedenaście z tych godzin
– stwierdziła na łamach biograficznej książki "Kate jaką pamiętam" Scotta Berga, który zrealizował ją na jej prośbę. To w niej przyznała się także do niechęci, jaką latami darzyła m.in. Glenn Close oraz Meryl Streep. Co ciekawe, druga z aktorek jest jedną z trzech, którym udało się zbliżyć do oscarowego wyniku ustanowionego przez Hepburn, bo na koncie ma trzy statuetki i rekordowe 21 nominacji. Tyle samo nagród co Streep zdobyły dotychczas tylko Frances McDormand oraz Ingrid Bergman.












