Zerwałam kontakty z rodziną – i po raz pierwszy czuję, iż oddycham pełną piersią

polregion.pl 7 godzin temu

Zerwałam kontakt z rodziną i po raz pierwszy oddycham pełną piersią.

Dorastałam w przekonaniu, iż rodzina to najcenniejszy skarb na świecie. Moi rodzice mieli liczne rodzeństwo, więc zawsze otaczali mnie wujkowie, ciotki i kuzyni. Każde Święta, każde wakacje spędzaliśmy razem w domu dziadków, w małej wiosce koło Poznania. Dom wypełniały śmiechy, żywe dyskusje i zapach potraw przygotowywanych przez babcię. Byłam pewna, iż jesteśmy zgraną rodziną i iż nic nas nie rozdzieli.

Ale zrozumiałam zbyt późno, iż to była tylko iluzja.

Po skończeniu liceum nie poszłam od razu na studia. Sytuacja finansowa rodziców była trudna, nie chciałam im dodawać zmartwień. Wybrałam kurs księgowości, myśląc, iż gwałtownie znajdę pracę i zaoszczędzę na studia. Gdy nadszedł czas szukania zatrudnienia, pomyślałam o cioci, Halinie siostrze mamy. Pracowała w dużej firmie w Warszawie jako kierownik HR. Nie prosiłam o protekcję, tylko o radę lub rekomendację.

Ale przerwała mi, zanim skończyłam zdanie.

Nic nie mogę dla ciebie zrobić powiedziała ostro. Nie masz odpowiedniego wykształcenia, brakuje ci doświadczenia, a poza tym to nie jest dziedzina dla ciebie.

Zamarłam. choćby nie próbowała wysłuchać. Potraktowała mnie jak obcą osobę.

Byłam wściekła, ale nie chciałam się poddać. Dostałam się na studia i szłam naprzód o własnych siłach.

Kilka miesięcy później wróciłam do dziadków na rodzinny obiad. Gdy tylko przekroczyłam próg, poczułam zmianę w atmosferze.

Patrzcie, kto przyszedł! Wielka studentka! zaśmiał się szyderczo wujek Marek. W końcu zrozumiałaś, iż bez dyplomu w życiu nic nie osiągniesz?

Reszta przy stole wybuchła śmiechem.

I tak rzuci studia dodał kuzyn Krzysiek. Gdyby była mądra, poszłaby na uniwersytet od razu po liceum, a nie marnowała czas na jakieś kursy.

Zaciśnięte pięści schowałam pod stołem, ale w środku wszystko we mnie wrzeło. Tamtego wieczoru zrozumiałam jedno nie miałam tam miejsca.

Po tym incydencie przestałam chodzić na rodzinne spotkania. Po co narażać się na kolejne upokorzenia? Ale pewnego dnia zadzwoniła mama.

Wiem, iż to dla ciebie trudne powiedziała łagodnie. Ale rodzina to rodzina. Nie możesz ich po prostu ignorować.

Dla niej spróbowałam jeszcze raz.

Na kolejnym spotkaniu znaleźli nowy powód, by mnie poniżać.

Masz 29 lat i jeszcze nie wyszłaś za mąż? zapytała ciotka Halina z ironicznym uśmiechem. Która kobieta chciałaby być z kimś bez stabilnej kariery, własnego mieszkania i perspektyw?

Nie odpowiedziałam. Pracowałam ciężko, studiowałam, budowałam przyszłość krok po kroku. Ale dla nich wciąż byłam porażką.

Wtedy wydarzyło się coś, co wszystko zmieniło.

Babcia, Stanisława, ciężko zachorowała. Miała 91 lat, nie mogła chodzić i potrzebowała stałej opieki. I właśnie wtedy ta rodzina, która tak często mówiła o więzach krwi, zaczęła znikać jeden po drugim.

Mam własne dzieci na głowie, nie mogę się nią zajmować westchnęła ciotka.
Praca zabiera mi cały czas, nic nie poradzę mruknął wujek Marek.
Lepiej umieścić ją w domu opieki stwierdził Krzysiek.

Porzucili ją.

Ja nie mogłam.

Zabrałam ją do swojego mieszkania w Krakowie. Karmiłam, myłam, towarzyszyłam w każdej chwili. Mój narzeczony, Bartosz, który widział ją zaledwie kilka razy, okazywał jej więcej czułości i szacunku niż jej własne dzieci.

Ostatnie miesiące babcia prawie nie mówiła. Każdego wieczoru siadałam przy niej, trzymałam ją za rękę i opowiadałam wspomnienia z dzieciństwa. Chciałam, by wiedziała, iż nie jest sama.

Po jej pogrzebie usłyszałam szepty.

Zrobili to dla spadku Kto wie, może choćby przyspieszyli jej odejście.

To było już za wiele.

Przy jej grobie podjęłam decyzję.

To koniec.

Zrzekłam się spadku. Zerwałam kontakty. choćby z mamą rozmawiam tylko wtedy, gdy naprawdę potrzebuje pomocy. Reszta? Dla mnie już nie istnieje.

I po raz pierwszy w życiu poczułam się wolna.

Bez poczucia winy. Bez wstydu. Bez tłumaczenia się przed tymi, którzy nigdy mnie nie zaakceptowali.

Może mamy tę samą krew, ale nigdy nie byli moją prawdziwą rodziną.

Dziś mam swoje życie. Swoją przyszłość.

I wreszcie spokój.

Czasem najtrudniejszym wyborem jest odejść od tych, którzy powinni nas kochać. Ale tylko wtedy możemy odnaleźć siebie.

Idź do oryginalnego materiału