Żeby zaistnieć, musiała zmienić nazwisko? Nietaktowne pytanie dziennikarza!

swiatseriali.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Violetta Arlak od najmłodszych lat marzyła o scenie, jednak jej droga do kariery aktorskiej była pełna przeszkód. Jedną z szans na osiągniecie marzeń była zmiana nazwisko, co do dzisiaj budzi wiele pytań.



Violetta Arlak urodziła się 22 stycznia 1968 roku w Krakowie. Już od dziecka marzyła o tym, by zostać aktorką. Cel ten początkowo był trudny do zrealizowania. Arlak aż trzykrotnie nie zdołała dostać się do szkoły aktorskiej.


Nie zrezygnowała jednak ze swoich marzeń i udała się do krakowskiego Teatru 38, w którym od razu otrzymała pracę. Sceniczny debiut zaliczyła w 1992 roku w sztuce "Tutam". Arlak prawdziwą popularność zdobyła jednak dopiero w 2006 roku, kilkanaście lat od swojego aktorskiego debiutu. To właśnie wtedy otrzymała jedną z głównych ról w serialu "Ranczo". Reklama

Niezręczna sytuacja


Niewiele jednak osób wie, iż aktorka na samym początku swojej aktorskiej ścieżki postanowiła zmienić nazwisko. Właśnie o tę kwestię postanowił zapytać Marcin Prokop podczas jednego z najnowszych wydań "Dzień dobry TVN". Aktorka nie miała żadnego problemu, by odpowiedzieć:


"Tak. No tak. (...) Nie ma tutaj żadnej tajemnicy. To nie jest nic nadzwyczajnego. Po prostu skróciłam swoje nazwisko. I tyle".
Wcześniejsze nazwisko aktorki brzmiało Zmarlak, a aktorka chciała dać sobie szansę na jaśniejszą przyszłość. Niezręczną rozmowę starała się rozładować Dorota Wellman, która stwierdziła, iż obecne nazwisko aktorki "dobrze brzmi" I "bardzo scenicznie".
W trakcie rozmowy Violetta Arlak wróciła pamięcią do swoich początków na scenie. Wielokrotnie słyszała odmowę.
"Zdarzało się, iż na spotkaniach w cztery oczy słyszałam: "tu choćby nie ma co próbować, szkoda czasu w szkołę".
Opowiedziała też o krótkiej przygodzie z baletem, który okazał się jednak nie być jej bajką.
"Balet nie pasował do mnie. Bardzo cisnęli na to, żebym została baletnicą, ale dzięki mamie nie zostałam, bo nie było jej stać na to, żeby mnie wozić na zajęcia do Krakowa i powiedziała: "żadnych szkół baletowych nie będzie" - mówiła na kanapie śniadaniówki.
Idź do oryginalnego materiału