30 listopada 2025 r.
Dziś w czterdziestym czwartym roku życia muszę wziąć się w garść i całkowicie przestawić swoje życie. Pakuję rzeczy do walizki, myśląc o tym, co mnie czeka. Muszę powiedzieć synowi, kiedy znajdę nowe miejsce pracy. Dobro, iż mam jeszcze żyjącą mamę, choć ojca już nie ma odszedł wcześnie do zaświatów. Był dentystą, a ja po jego śladzie wkroczyłem w zawód.
Rozwód z Żoną, Zofią, przeszedł gładko. Artur, mój brat, był gotów na rozstanie, bo Zofia już kilka razy ostrzegała:
jeżeli nie porzucisz hazardu, rozstaniemy się. Mam już dosyć płacenia za twoje straty.
Obiecał, iż przestanie grać, ale sam nie potrafił się powstrzymać. Po dwudziestu dwóch latach małżeństwa to już dziesięć lat życia w cieniu jego nałogu. Długi rosły, a na początku spłacała je żona. Moja teściowa błagała:
Proszę, nie rozwodź się z Arturem, może kiedyś wyrzuci tę grę z ręki. Ja też mam dość wpłacania mu pieniędzy. Nie mogę odłożyć choćby kilku złotych na czarny dzień.
Jednego dnia Zofia, zmęczona, powiedziała:
Ja też mam dość, nie mam już sił. Składając pozew, informuję cię, by nie było niespodzianek.
Dokąd się wybierzesz? Czy będziesz wynajmować mieszkanie? Przecież to mieszkanie Artura, nie wyprowadzi się z niego.
Nie zamierzam wynajmować. Wyjeżdżam na stałe do innego miasta, nie powiem gdzie, bo Artur mógłby mnie tam jeszcze dręczyć. Zrezygnowałam z pracy; dentystów potrzebuje wszędzie, więc nie zginę. Zawsze marzyłam o własnym gabinecie, ale jak zdobyć pieniądze, kiedy mąż przegrywa?
Zofia wróciła do mamy w Krakowie, do naszego rodzinnego miasta. Po studiach chciała od razu wrócić tutaj, ale poślubiła mnie, a ja nie chciałem wyjeżdżać, zwłaszcza iż miałem dwupokojowe mieszkanie odziedziczone po babci, która zamieszkała z rodzicami.
Mamo, przyjechałam na stałe, tak jak obiecałam objęła mnie mocnym uściskiem.
Dobra dziewczyno, mówiłam ci o tym od dawna. Jesteś jeszcze młoda, przed tobą całe życie. Nikodem cię zrozumie, jest już na studiach rozpromieniła się moja mama, była pielęgniarką i niedawno przeszła na emeryturę.
Następnego dnia zapytałam:
Mamusiu, a pan Iwo Romanowicz dalej pracuje, czy już na emeryturze?
Pracuje, prowadzi prywatną klinikę dentystyczną. Już nie leczy sam, ale zarządza. Myślałam o tym i wezmie mnie do swojego zespołu. Rozmawiałam z nim, gdy powiedziałam ci, iż przyjeżdżasz na stałe.
Mamo, świetnie, iż się załatwiłaś. Ojciec zawsze starał się nam pomagać. Kiedyś w wakacje spotkałam go, od razu powiedział, iż mogę na niego liczyć. Dziś go odwiedzę.
Dziś minął drugi rok, odkąd pracuję dentystą w krakowskiej przychodni. Mój gabinet, pacjenci, codzienne rutyny stały się moim światem. choćby syn Nikodem zawitał na wakacje; byliśmy szczęśliwi, iż dorósł, choć nie wyjechał jeszcze do ojca.
Po wyjściu kolejnej pacjentki zwróciłam się do pielęgniarki Kasi:
Zaproś kolejnego.
Proszę wejść powiedziała Kasia, wychodząc z poczekalni.
Zauważyłam mężczyznę w średnim wieku, którego nie widziałam wcześniej, i pomyślałam, iż to nowy pacjent.
Czy sam się zapisał, czy ktoś go polecił? zastanawiałam się, wskazując mu fotel.
Usiadł, twarz miał spokojną.
Otwórz usta poleciłam, po badaniu stwierdzając próchnicę w trzecim zębie po prawej górnej części, trzeba usunąć ósemkę.
Proszę leczyć, usuwać odpowiedział krótko.
Kasiu, przygotuj zastrzyk z anestetykiem poleciłam, po czym zwróciłam się do mężczyzny zrobię zastrzyk, nic nie poczujesz.
Nie potrzebuję zastrzyku odrzekł nagle.
Co? nie zrozumiałam.
Po prostu ale mnie bez igły
Zdumiona pomyślałam: albo jest robotem, albo ma masochistyczne zamiłowanie do bólu. Próbowałam zachować spokój i włączyłam wiertło.
Mężczyzna nie zmarszczył brwi, gdy dłubiłam w zębie. Po wypełnieniu leku zapytałam:
Czy boli?
Nie odpowiedział, choć dobrze wiedziałam, iż to bolesne.
Spotkamy się za dwa dni na wypełnienie powiedział, wstając, a Kasia patrzyła na niego z zainteresowaniem.
Co za facet mruknęła po zamknięciu drzwi, taki odważny, bez igły
Myślę, iż to po prostu gra w udawanie dodałam, bo w rzeczywistości to po prostu unika bólu. Gdyby bał się, niech powie prawdę.
Proszę pani, myślę, iż on w Pani się zakochał uśmiechnęła się Kasia. Patrzył na Panią nie jako na dentystkę, ale jako na kobietę. Może udaje twardziela, żeby Pani go zauważyła.
Ojej, Kasia, twoja wyobraźnia ma dzisiaj w sobie całą krainę zaśmiała się Zofia.
Nic takiego odpowiedziała, po prostu zauważyłam, iż nie miał czasu się przyjrzeć, a ja go zauważyłam. Czuję, iż zaraz zaproponuje spotkanie.
No dobrze, Kasia Jak ma na imię ten pacjent? Prokop, prawda? Nie ma szans…
Dlaczego? zapytała pielęgniarka z lekkim rozczarowaniem.
Bo wolę mężczyzn z krwi i kości, otwartych, a nie tych terminatorów odparłam.
W umówiony dzień Prokop przyszedł punktualnie pod koniec mojej zmiany. Kasia przywitała go, jak starego znajomego.
Proszę wejść, Prokop Antonowicz.
Powitałam go nieco chłodno.
Dzień dobry, proszę usiąść. Dziś założymy wypełnienie.
Pracowałam nad jego zębem długo, a on znosił to z godnością.
Czy było bolesne? zapytałam ponownie.
Nie krótko odpowiedział.
No więc chyba kłamie pomyślałam, przygotowując kompozyt na wypełnienie.
Gdy wszystko było gotowe, Prokop wstał i spojrzał mi prosto w oczy.
Dziękuję To chyba mój ostatni pacjent na dzisiaj. Mogę zawieźć się samochodem.
Nie, dziękuję, dam radę sama. Czy chcesz się zapisać na usunięcie?
Tak, zapiszcie mnie.
Czy mamy wolny termin w sobotę?
Kasia przeglądała terminarz, palcem przesuwając linie.
Mamy wolny o dziewiątej rano, reszta zapełniona.
Czy pasuje dziewiąta rano? zwróciła się do pacjenta.
Będę tam, w sobotę o dziewiątej odpowiedział stanowczo.
Sobotnie poranki lubię: autobusy nie stoją w korkach, a ja mogę spokojnie dotrzeć do przychodni, rozebrać się, ubrać biały fartuch i wypić kawę przy oknie.
Widziałam Prokopa, który nerwowo krążył przed wejściem, siadał na ławce, wstawał i znów chodził. Jego twarz wyglądała inaczej niż w fotelu.
Co się z nim stało? Zaczyna się zachowywać niepewnie pomyślałam.
Po wypiciu kawy otworzyłam okno i zawołałam:
Prokop, wejdź proszę!
Czy już po dziewiątej? zapytał, nie patrząc na zegar.
Nie ma znaczenia, już tu jesteśmy; po co czekać? uśmiechnęłam się i zamknęłam okno.
Wszedł i przyznał:
Nie jestem jeszcze gotowy.
Dlaczego? Co masz na myśli, mówiąc “nie gotowy”?
Bo się boję Boję się dentystów, więc przed wizytą zawsze się denerwuję.
Nie rozumiem, dlaczego odmówił igły?
Bo igły przerażają mnie bardziej niż ból.
Rozumiem, to nie jest śmieszne; prawie wszyscy się boją, ale postaram się zrobić to delikatnie.
Po krótkim zastrzyku Prokop wyglądał na blady, ale uśmiechnął się, a ja poczułam ulgę. Zabieg zakończył się gwałtownie i sprawnie.
W poniedziałek rano Prokop szedł przed kliniką z bukietem kwiatów, patrząc na zegarek. Koledzy lekarze patrzyli na niego z zaciekawieniem, zastanawiając się, dla kogo taki poranny prezent.
Podszedłem do niego z uśmiechem, a on podał mi bukiet.
Dzień dobry, to dla pana. Widzę, iż igła nie była tak straszna. Dziękuję i zapraszam pana dziś wieczorem do kawiarni, jeżeli ma pan ochotę powiedział, pewny siebie.
Brzmi poważnie! Nie mam nic przeciwko odpowiedziałem, uśmiechając się szeroko.
Dziękuję, dam znać, mam już pana numer, nie mogę się doczekać wieczoru.
Randka była udana. Zrozumiałem, iż Kasia miała rację Prokop to naprawdę sympatyczny, emocjonalny mężczyzna.
Patrząc na to wszystko, wyciągam wniosek: nie warto ryzykować zdrowia, rodziny i własnego spokoju dla chwilowego dreszczyku hazardu. Lepiej trzymać się tego, co naprawdę ma wartość, i dbać o bliskich, zanim zgubimy się w niebezpiecznej grze.




