Zamiast z krwi, to siostry we krwi. O kontynuacji jatki „Zabawki w chowanego”

gazetafenestra.pl 2 tygodni temu
Samara Weaving oraz Kathryn Newton na planie „Zabawy w pochowanego 2”. / fot. Searchlight Pictures/Pief Weyman, Courtesy of Searchlight Pictures (Art. 29. Prawo autorskie i prawa pokrewne)

A gdyby dzień zaślubin nigdy nie dobiegł końca? Choć wzeszłoby Słońce, światła zgasły, a muzyka przestała grać, tak krwawej rzezi nie stałaby się zadość? Tak wersję wydarzeń proponują Matt Bettinelli-Olpin oraz Tyler Gillett w sequelu najbrutalniejszej gry w chowanego. Czy kontynuacja „Zabawy w pochowanego” była warta krzyku Samary Weaving, czy twórcy powinni byli dać odpocząć jej protagonistce?

W roku 2019 na kinowe ekrany zawitał slasher niemający sobie równych w swej realizacji. Oto uroczyste świętowanie zaślubin młodej pary przy uginającym się pod ciężarem strawy stole. Do tego świece, ekscentryczny wystrój posiadłości zamożnej rodziny Le Domas i wpatrujący się z czułością ukochany. Cóż mogłoby pójść nie tak? Dla protagonistki Grace kierunek, którym zaczęło zmierzać jej życie, wydawał się jak z marzeń. Nic bardziej mylnego, jako iż noc niedługo miała się przemienić w najgorszy koszmar.

Film reżyserów, przyszpilił bohaterkę do ściany, kiedy jej nowa rodzina wcale nie okazała się dobrodusznymi bogaczami, nietraktującym swego syna jak pionka w grze. Krwawej grze, o którą rozchodziła się „Zabawa w pochowanego”. Slasher zabrał widzów na bezduszny i krwisty seans, gdzie Grace musi zmierzyć się z rodem Le Domas w brutalnej grze w chowanego. Los tak chciał – kobieta wyciągnęła z talii „złą kartę” i wylosowała jatkę aż do wschodu słońca. Tuż po ekspozycji relacji bohaterów oraz zamożnej rodziny, nasyconej niepokojem i wzbudzającej podejrzenia odbiorcy, film pozostał do końca jedną, wielką rozgrywką.

Zasady, choć absurdalne, były proste – według wiekopomnej tradycji wszystkich rodów panna młoda losuje z talii kart grę. Nie ma od niej ucieczki, nie można się wycofać. Na Grace padła zabawa w chowanego, ale reguły były nieco inne – można by rzec, iż niecodzienne. Protagonistka musiała przetrwać noc aż do powitania słońca, podczas gdy członkowie rodu nie przestają jej szukać w jednym celu – zamordowania jej. Grace udaje się wyjść cało, wykańczając rodzinę Le Domas, a w tym swego ukochanego. Jednakże nowy dzień wcale nie przynosi wytchnienia – piłka pozostaje w grze, jak dowiadujemy się na początku „Zabawy w pochowanego 2”. Protagonistka po raz drugi musi przeżyć do wschodu słońca – wróg nie przestaje jej ścigać. Jednak tym razem nie staje do walki sama.

Kto kogo szuka?

Sequel slashera zdecydowanie ma się dobrze i warto jest ponownie usłyszeć krzyczącą Samarę Weaving. Przypomnienie perypetii Grace odbywa się w sposób kreatywny – zamiast przytłaczać widza narracją o tym, co przed chwilą miało miejsce w bogatej posiadłości Le Domas, obserwujemy… drogę do szpitala. Pomoc przybywa na miejsce masakry, ale jedyne czego potrzebuje protagonistka, to papieros.

Obraz z dźwiękiem rytmicznie współgra, pokazując przebitki poprzedniej części, z których widz jest w stanie przypomnieć sobie, co w ogóle się stało bez odświeżania pamięci pierwowzoru. Ciągłość fabularna została dobrze przemyślana. Brak tutaj dalekiego skoku w przyszłość, powrotu do miejsca zdarzenia czy ponownie nadciągającego zła, jak to bywa w kontynuacjach horrorów i slasherów. Jatka nie ujrzała zmierzchu – Grace mdleje oraz zostaje przetransportowana do szpitala, gdzie czeka na nią kontynuacja krwawej gry. I gdzie postrzegamy ją jako postać straumatyzowaną oraz słabą psychicznie, zamiast nierealistycznie niepokonaną. Poznajemy również jej siostrę – Faith, będącą kluczowym punktem opowiadania sequelu. Ich relacja zostaje określona jasno – nie pałają do siebie… zamiłowaniem. Co więcej, są ze sobą skłócone na życie i śmierć, o które ponadto przyjdzie im wspólnie walczyć.

Jednak wracając do głównej bohaterki, będącej jednym z atutów kontynuacji filmu. Dokładniej mówiąc – jej zobrazowanie w obliczu rozgrywającej się rzezi. Grace już w poprzedniej części udowodniła swą siłę i niezależność, ale tutaj wyłamuje się ze schematu nieustraszonej, gotowej do działania bohaterki. Wcale nie poczuwa motywacji do zemsty. Gdy zostaje skazana na powtórkę z rozgrywki – dąży do zaniechania wiekopomnej tradycji. Tak naprawdę przez cały film obserwujemy reakcję walki lub ucieczki, będąca odpowiedzią organizmu na rozgrywające się zagrożenie. Psychika przemawia przez ciało kobiety, która trzęsie się ze strachu i dopada ją panika. Nie wykazuje stabilności ani na chwilę, a jej nieobecne oczy oraz drgające dłonie krzyczą: muszę przetrwać. To mój organizm mną steruje i walczy o życie, a nie umysł. Trzeźwość oraz buńczuczność przywraca jej Faith. Gdyby nie obecność młodszej siostry, najprawdopodobniej sequel zakończyłby się po pięciu minutach. Staje się motorem starszej oraz powodem, dla którego z budzącą się odwagą podnosi broń, przywdziewa umorusaną, już brązowawą krwią suknię ślubną i stawia czoła grze. Grace wypada w „Zabawie w pochowanego 2” jako nie tylko sprytna i niezależna kobieta, niepotrzebująca rycerza na białym koniu. Przede wszystkim została zilustrowana na sposób realistyczny – odczuwa lęk, mierzy się z traumą, przyznaje do błędów z przeszłości oraz nie posiada nadnaturalnych sił fizycznych. Nie jest kolejną kreacją slashera, której obraz kobiety dzierżącej karabin ocieka seksapilem. Broń jest tylko narzędziem w jatce, ale to nie ona pokonuje wrogów. Zagrożenie eliminuje Grace wraz z pomocą siostry.

Prócz atutu w postaci niezawodnej blondynki, łamiącej stereotyp nieporadnej oraz nierozgarniętej, film cieszy się kontrastem dwóch rodzeństw. W obliczu odświętnej rozgrywki, jaką jest uczestnictwo wszystkich rodów Rady, panującej nad całym światem, obserwacja sióstr i braci dodaje charakteru. Pozwala kontynuacji zadbać o dobre imię i uniknąć opinii niepotrzebnej, naciąganej. Podczas gdy jedno rodzeństwo w postaci Grace oraz Faith walczy nie tylko o przetrwanie, ale i siebie nawzajem, bliźniacy rodu Danforth wręcz życzą sobie jak najgorzej. Kłapią zębami oraz udowadniają, iż przewaga pozycji oraz uzbrojenia nie ima się broni, jaką jest siostrzeństwo.

Film rozważnie przeplata krwawą akcję z rozprawami obu rodzeństw, skupiając się jednak na głównych bohaterkach. Brutalna rozgrywka operuje słabszymi stronami postaci, jak temat opuszczenia młodszej siostry przez Grace czy impulsywne zachowanie Faith. Wzbudza też siłę polegającą na okazaniu samemu sobie i drugiej stronie swojej racji oraz motywacji działań, do których należy nadmierna troska starszej siostry o młodszą. Wśród atutów nie brakuje umiejętnego poprowadzenia fabuły oraz logicznego, choć banalnego, przedstawienia ścieżek, jakimi będzie podążała akcja.

„Zabawa w pochowanego 2” może i opiera się na identycznym schemacie, co poprzednia część, nie odstaje humorem od reszty kina slasherów oraz pozostało bardziej krwawa. Jednakże tym razem nie jest jedynie okrutną bijatyką o przetrwanie, nie pomaga bohaterce w pokonaniu zła. Kontynuacja zabawy w drastycznego chowanego opiera się na mściwych i skonfliktowanych relacjach, portrecie ludzkich emocji final girl, a także problematyce rodziny oraz świata bogaczy. I wypada w nich zaskakująco dobrze.

„Choke on it, you inbred fucks!”

Grace, choć właśnie uszła z życiem przed nabojem, ma czas na pałanie nienawiścią do zamożnych rodów. Pierścień, o którego rozgrywa się bitwa, jest nie tyle elementem pozycji, co władzy. To on pozwala zasiąść na tronie, władać poddanymi oraz rządzić światem. Na szczęście Grace oraz Faith wcale nie musiały zanieść go do Mordoru. Stąd też krytyka nie tyle rodów arystokratycznych, co współcześnie niewyobrażalnie zamożnych, gotowych poświęcić wszystko, co w życiu ważne, aby stanąć na podium. Kwestię „choke on it, you inbred fucks” („udławcie się nim, wy wrodzone pojeby”) wypluwa z siebie Grace w punkcie kulminacyjnym utworu. Przechytrzając rodzinę Danforth, a dokładniej Titusa, i przejmując sygnet władzy wykazuje się kolejnym sprytnym chwytem. jeżeli do wschodu, mającego miejsce za trzy minuty, pierścień nie spocznie na żadnym palcu, to nikt nie dostanie pożądanej władzy. Pstryk, połyskujące cudeńko ląduje w czeluściach śmierci. Czeluściach, mając tu na myśli czarną dziurę wypełnioną czaszkami, rogami i innymi elementami przypominających dzieło Szatana. Tego samego Szatana, zwanego w filmie Le Bail, do którego nóg pada Rada. I tak też uczyniła ona na końcu, ale nie jedyna. Pierścień może posiąść dosłownie każdy. I dosłownie każdy rzuca się w pogoń za sygnetem – choćby służąca rodów. Grace oraz Faith są świadkami najbardziej krwawej oraz bezwzględnej rzezi, jaka rozgrywa się pod ich nogami. Sequel po raz kolejny się świetnie rozegraną kompozycją filmową – uprzednio kamera pokazywała siostry pnące się ku górze, czyli wyższości wroga. Natomiast teraz, to świat zachłannych i chciwych bogaczy trwał u ich stóp. Grace wraz z Faith podglądają z góry odbywającą się rywalizację o pierścień przy instrumentalnym, dramatycznym akompaniamencie, podkreślającym ludzką ironię, wizualnie skąpaną w barokowych odcieniach.

Pragnę jeszcze przyjrzeć się taktycznej cząstce w angielskim odpowiedniku polskiego tytułu, jakim jest „Ready or Not 2: Here I Come”. Cząstka „Here I Come”, choć to drobny szczegół, pokazuje, iż protagonistka nie chce powtórki z ostatniej nocy. Ale i przed nią nie ucieka – tym razem to Grace nadciąga jak burzowe chmury. Jej imię brzmi Łaska, ale nie okazuje jej swoim antagonistom. Pozostając ofiarą, zdobywa siłę oraz wiarę w wygraną, jak i swoją siostrę – Faith. Stawia czoła wrogowi, ostatecznie wychodzi przed szereg i to ona szuka członków Rady, nie na odwrót. Druga runda gry wzbudza łaknienie w protagonistce, aby zakończyć z tradycją oraz rodami raz na zawsze. Nie tchórzy, nie przywłaszcza sobie pierścienia ani nie trwa biernie. Zabawa w pochowanego jest dla Grace nie tylko kolejną grą o przetrwanie, a raczej ostatecznym starciem z krwawą przeszłością. To także walka o odbudowanie siostrzanej więzi.

Obiecanki cacanki

Największym atutem, który najgłośniej wybrzmiewa w kontynuacji, jest wspomniana wcześniej relacja sióstr. Obie mieszkają w Nowym Jorku, ale Grace nie miała o tym pojęcia, tak samo jak nie wiedziała o wiedzionym pomyślnie życiu Faith. Młodsza siostra została zaproszona na wesele, ale nigdy się nie pojawiła, trwając w bólu sprzed lat. Reżyserzy nie ograniczają się, co do uczuć i wspomnień, i wrzucają widza w wir separacji emocjonalnej bohaterek. Rodzeństwo trwało we wzajemnej nieobecności. Najprawdopodobniej ciągnęłoby się to dalej, gdyby Grace nie wpadła w sidła kultu, chcącego poświęcić ją Szatanowi, a Faith nie była kontaktem awaryjnym starszej siostry. Spotkawszy się w niecodziennych warunkach, o ile tak można nazwać czyhających morderców, nie mają czasu w pełne łez ponowne połączenie. I w tym należą się brawa sequelowi, który nie ufundował ckliwej opowieści o rodzinnych przepychankach.

Grace oraz Faith nie padają sobie w objęcia, nie przepraszają za dokonane przewinienia, nie znajdują kąta do terapii. Wybaczają, ale przede wszystkim dochodzą do obustronnego porozumienia dzięki okoliczności skazujących je na wzajemne poleganie. Starsza siostra pozostawiła młodszą na pastwę losu, jak to sama ujmuje, za co ma prawo do czystej złości. Zaś rację ma również Grace, która była jedynie osiemnastoletnią dziewczyną, kiedy opuściła dom rodzinny. Oba stanowiska mają powód do wściekłości i film nie stawia jednej strony ponad drugą. Za to widz doświadcza konfrontacji z przeszłością oraz teraźniejszością bohaterek, z których zwierzają się w momentach oddechu od walki z zagrożeniem. Sytuacja bez wyjścia staje się dla protagonistek medium do rozważań nad ich relacją, a także uczy na nowo ze sobą funkcjonować. Pokazuje, iż tak naprawdę siostry troszczą się o siebie nawzajem i głęboko tęskniły za wzajemną obecnością nie tyle dosłowną, co wewnętrzną. Koniec z obiecankami cacankami – Grace, kiedy odzyskała Faith, nie zamierza jej stracić ponownie i najprawdopodobniej na dobre. To samo postanawia młodsza bohaterka. Symbolem ich zmartwychwstałej więzi jest brama posiadłości Danforthów – Faith zamiast uciec oraz wprowadzić do grobu swoje rodzeństwo, zawraca. Później postępuje tak samo Grace. Grób nie cieszy się ciałem żadnej z nich.

Samara Weaving utrzymuje miano jako jedna z królowych krzyku XXI wieku, co czasem aż nazbyt namiętnie wykorzystują reżyserzy. Jednak bez niego Grace nie byłaby gotowa stawić czoła rundzie drugiej. Kontynuacja gry świetnie zbudowała tło niedoszłej panny młodej, wykorzystując je do krwawej masakry. Nikt o nią nie prosił, ale większość podziękowała. Grace może udało się odzyskać siostrę, ale myślę, iż bardziej ucieszyła się z papierosa. W końcu udało jej się ze spokojem zapalić.

Aleksandra URBAŃCZYK

Idź do oryginalnego materiału