Choć od eksplozji samolotu linii Pan Am 103 minęły dekady, pamięć o tragedii, która pochłonęła setki ofiar, nie gaśnie. „Zamach nad Lockerbie” to kolejny serial, który wraca do tamtych wydarzeń.
Jeśli wydaje wam się, iż dobrze znacie okoliczności tragedii z 21 grudnia 1988 roku, to „Zamach nad Lockerbie” pokaże wam, iż się mylicie. Serial produkcji BBC i Netfliksa, choć opowiada o tym samym zdarzeniu, co konkurencyjne „Lockerbie: W poszukiwaniu prawdy” z Colinem Firthem (w Polsce dostępne na SkyShowtime), podchodzi do sprawy zupełnie inaczej. Ale czy skupiając się na międzynarodowym śledztwie, twórcy nie przełożyli technicznych detali nad emocje?
Zamach nad Lockerbie – o czym jest serial Netfliksa?
Debiutujący w międzynarodowej dystrybucji ponad rok po premierze na BBC „Zamach nad Lockerbie” (w oryginale The Bombing of Pan Am 103) to 6-odcinkowy miniserial, który z rozmachem przedstawia jedno z najtragiczniejszych wydarzeń we współczesnej brytyjskiej historii. Rozmach nie dotyczy jednak samego zamachu, bo ten, potraktowany przez twórców z wyczuciem i skryty poza kadrem, stanowi tylko punkt wyjścia – historia koncentruje się na tym, co działo się później.
„Zamach nad Lockerbie” (Fot. BBC/Netflix)„Później” oznacza w tym przypadku godziny, dni, miesiące, a choćby lata, które mijają po tragicznym grudniowym wieczorze 1988 roku, gdy spokój szykującego się do świąt Lockerbie przerwały sceny rodem z horroru. W wyniku eksplozji w lecącym z Londynu do Nowego Jorku samolocie śmierć poniosło wówczas łącznie 270 osób – wszyscy na pokładzie, a także kilkunastu mieszkańców szkockiego miasteczka, na które spadły pozostałości maszyny.
W serialu trafiamy w sam środek tego koszmaru w towarzystwie Eda McCuskera (Connor Swindells, „Sex Education”), pełniącego tamtej nocy służbę detektywa z Glasgow, który wtedy nie wiedział jeszcze, iż stanie się częścią zakrojonego na gigantyczną skalę śledztwa. Zaczynająca się lokalnie historia z czasem zatacza bowiem coraz szersze kręgi, pozwalając nam obserwować szczegóły ogromnej pracy włożonej w odkrycie prawdy o zamachu, ale też próbując znaleźć choć odrobinę ukojenia dla rodzin ofiar.
Zamach nad Lockerbie ma czas dla śledczych i ofiar
Efektem tych starań jest imponujący skalą researchu serial, którego twórcy nie pomijają żadnego detalu, zwłaszcza w szkockiej części historii, gdzie zespół śledczych pod wodzą Johna Orra (Peter Mullan, „Władca Pierścieni: Pierścienie władzy”) stara się jakoś zorganizować pracę na największym miejscu zbrodni w historii. Zamiast jednak szokować widzów potwornymi widokami, „Zamach nad Lockerbie” woli sięgać po mniej efektowne, za to bardzo efektywne środki.
„Zamach nad Lockerbie” (Fot. BBC/Netflix)Przedstawiając metodycznie pracę śledczych i techników, chęci angażujących się do pomocy lokalnych mieszkańców i wreszcie również żałobę tych, którzy stracili w wyniku ataku bliskich, twórcom udaje się osiągnąć bardzo autentyczny rezultat. Mieszanka interesujących, ale nieprzygniatających oglądającego technicznych szczegółów (od zbierania i porządkowania tysięcy dowodów po drobiazgową rekonstrukcję wybuchu) z prostymi, ale nienarzucanymi się na siłę emocjami działa, choćby jeżeli sama fabuła nie rzuca na kolana. Nie musi, bo efekt i tak robi wrażenie.
„Zamach nad Lockerbie” jest pod tym względem wyjątkowy, ponieważ odrzuca wiele kuszących możliwości. Ukazując sensacyjny materiał w zupełnie niesensacyjny sposób, twórcy pewnie zrażą i znudzą część widowni, mnie jednak cieszy myśl, iż szacunek wobec prawdziwych ludzi dotkniętych tragedią czasem wciąż ma większe znaczenie niż nabijanie słupków oglądalności.
Zamach nad Lockerbie to nie tylko szukanie odpowiedzi
Żeby was jednak nie zniechęcić, muszę podkreślić, iż twórcy odrobili lekcję nie tylko na polu wyczucia i wrażliwości, ale też zwykłej narracyjnej sprawności. Serialową historię śledzi się łatwo, mimo wielu wątków i ogromnej liczby postaci nie da się w niej pogubić, a zamieszania nie wprowadza choćby wyraźny rozdźwięk między lokalną akcją w Szkocji i międzynarodowym śledztwem, w które angażują się amerykańskie agencje.
„Zamach nad Lockerbie” (Fot. BBC/Netflix)O ile europejską część historii można uznać za bardziej intymną i koncentrującą się na emocjonalnym wymiarze tragedii, o tyle akcja w Stanach Zjednoczonych wypada bardziej stereotypowo. Prym wiedzie tam agent FBI Dick Marquise (Patrick J. Adams, „Suits”), którego celem numer jeden, dwa i tysiąc jest znalezienie winnych – cała reszta może poczekać. Miejscami brakuje tu wyrafinowania charakteryzującego wątki szkockie, dlatego bardzo potrzebną przeciwwagą dla Dicka i jemu podobnych garniturowców jest Kathryn Turman (Merritt Wever, „Rozdzielenie”). Postać wprawdzie fabularnie z podobnej bajki, bo reprezentująca interesy rodzin ofiar m.in. w procesie z Pan Am, ale w szerszym kontekście odpowiadająca zdecydowanie za ludzki wymiar całej opowieści.
Kathryn jest niepozornym, ale bardzo istotnym elementem historii, bo skutecznie ją uziemia, gdy ta staje się coraz bardziej rozbuchana. Jest to oczywiście konieczne w miarę rozwoju śledztwa i tropów prowadzących w coraz dalsze zakątki świata, jednak nie da się uciec od wrażenia, iż im dalej od Lockerbie, tym serial staje się bardziej standardowy. Poszukiwanie odpowiedzi wciąga (zwłaszcza jeżeli nie znacie szczegółów dobrze tu odtworzonej prawdziwej historii), ale to wiarygodne przedstawienie dramatów zwykłych ludzi robi większe wrażenie. Oddając pole takim postaciom, jak Kathryn, i ekran takim wykonawcom jak Merritt Wever, twórcy pokazują, iż doskonale zdają sobie z tego sprawę.
Zamach nad Lockerbie – czy warto oglądać serial?
To dominujące podejście przejawia się jednak nie tylko za sprawą pojedynczej bohaterki. Od początku do końca mijającego zaskakująco szybko, jak na niespieszne tempo seansu, widać, iż całość działa najlepiej nie, gdy odkrywamy kolejne fakty, ale gdy twórcy konfrontują postaci z ich własnymi emocjami. A takich scen i kontekstów, w jakich zostały osadzone, jest w serialu sporo i bynajmniej nie są one wyłącznie ponure. Wręcz przeciwnie.
„Zamach nad Lockerbie” (Fot. BBC/Netflix)Bo owszem, widok Eda przygniecionego rozmiarem katastrofy może wpędzić w depresję, ale już więź rodząca się między nim a chłopakiem, który stracił w zamachu rodzinę, to podnoszący na duchu obrazek. Twórcy nie ukrywają poczucia bezradności, wypalenia i osamotnienia dominującego u wszystkich zaangażowanych w sprawę, ale konfrontują je z innego rodzaju scenami, np. gdy rodziny ofiar otrzymują namiastkę pożegnania z bliskimi. Żonglując takimi prostymi, acz skutecznymi środkami, serial wyrasta ponad śledztwo, które choć stanowi solidny fabularny szkielet, samo nie jest w stanie tchnąć w niego duszy.
W tę wyposażają serial dopiero bohaterowie, choć nie zawsze z pierwszego planu. Na ich konkretnych przykładach widać ogrom tragedii, jaką zostali tu dotknięci zwyczajni ludzie, a jednocześnie potęgę uzdrawiającej siły, jaką niesie ze sobą poczucie wspólnoty, choćby utworzonej w obliczu katastrofy. Ostatecznie to ono sprawia, iż „Zamach nad Lockerbie” wybija się ponad przeciętność, znajdując odrobinę wiary w drugiego człowieka tam, gdzie zawodzi wszystko inne.















