Uwaga, oczywiście spoilery!
Tak, Tommy Shelby umiera. I co ważniejsze: wybiera ten moment sam. Po latach życia "na kredyt", od czasu okopów I wojny światowej, śmierć była dla niego nie tyle zagrożeniem, co stałą opcją, która dawała mu przewagę nad innymi. W filmie "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" jego historia zatacza koło – wraca do tuneli, konfrontuje się z traumą i ostatecznie doprowadza swoją ostatnią misję do końca, rozbijając nazistowski spisek.
Zresztą od samego początku tworzenia tej postaci showrunner Steven Knight miał bardzo jasną wizję. – Chciałem stworzyć kogoś, komu jest wszystko jedno, czy żyje, czy umiera. To jego supermoc – mówił w rozmowie z "Entertainment Weekly.
Od przeżycia wojennych okopów wszystko, co następuje później, jest bonusem. "Zginęliśmy wtedy na tym polu, ale dostaliśmy jeszcze trochę czasu. Możemy robić, co chcemy, bo już jesteśmy martwi" – tak twórca tłumaczy perspektywę Tommy'ego i Arthura Shelbych.
To właśnie to "dodatkowe życie" prowadziło Tommy’ego przez sześć sezonów kultowego serialu i film, aż do nieuniknionego finału. Bo – jak przyznaje Knight – jego los od początku był przesądzony. – Pomyślałem, iż żeby to zakończyć, on będzie musiał odejść – podkreślił.
Jak kończy się "Peaky Blinders: Nieśmiertelny"? Śmierć Tommy'ego Shelby'ego była potrzebna
Ale bohater grany przez Cilliana Muprhy'ego nie ginie w chwale ani w klasycznej strzelaninie. Ranny, wykrwawiający się, prosi własnego syna, Duke'a (Barry Keoghan), by ten go zabił. To scena, która najmocniej podzieliła widzów, a wielu zwyczajnie wkurzyła, bo uśmiercono tak kultową postać. Jedni widzą w niej zdradę postaci, inni absolutną konsekwencję.
Koniec filmu "Peaky Blinders" – którego Cillian Muprhy jest jednym z producentów – ma jednak sens i jest najlepszym zakończeniem tej historii.
Tommy nie chce umierać powoli, nie chce słabości. Wybiera kontrolę do samego końca. Moment, w którym Duke pociąga za spust, to coś więcej niż szokujący twist. To przekazanie dziedzictwa – brutalne, ale wpisane w logikę świata Peaky Blinders. Tommy wychował syna na swoje podobieństwo, choćby jeżeli próbował temu zaprzeczyć. Duke, który wcześniej nie był zdolny do zabicia członka rodziny, robi to, bo rozumie, kim musi się stać.
To także symboliczne przejęcie władzy, ale też ciężaru, o którym Tommy ostrzega go w ostatnich chwilach. "Heavy lies the crown" ("Ciężkie jest brzemię korony" z szekspirowskiego "Henryka IV") nie jest tu tylko frazą – to zapowiedź, iż historia przemocy będzie trwać dalej, tylko z nowym królem. Finał "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" przypomina również, iż – wbrew tytułowi – nikt nie żyje wiecznie.
Co stało się z Arthurem i Adą w "Peaky Blinders"?
Film brutalnie rozlicza się z przeszłością Shelbych. Arthur Shelby, choć nie pojawia się fizycznie (Paul Anderson nie zagrał w filmie), jest jednym z najważniejszych "duchów" tej historii – bo to Tommy go zabił. Ten fakt tłumaczy jego izolację i psychiczne rozbicie bohatera na początku filmu. To już nie jest gangster u szczytu władzy, tylko człowiek zniszczony przez własne decyzje.
Jeszcze bardziej kontrowersyjna jest śmierć Ady Shelby – polityczki i moralnego kompasu rodziny. Jej zabójstwo napędza drugą połowę filmu i zmusza zarówno Tommy'ego, jak i Duke'a do działania. Tutaj krytyka widzów jest uzasadniona – jej postać zostaje poświęcona, by domknąć historię mężczyzn, więc zostaje sprowadzona do fabularnego narzędzia.
Na końcu niewielu zostaje. Stara gwardia w większości znika, a świat Shelbych przechodzi w nowe ręce. Duke nie tylko przejmuje gang, ale też tytuł Rom Baro – lidera społeczności romskiej. To wyraźny sygnał, iż to on ma być twarzą przyszłości Peaky Blinders. Przy życiu pozostają też drugoplanowe postacie i dzieci, ale film jasno sugeruje, iż era Tommy'ego definitywnie się skończyła – na jego zasadach.
Co dalej z "Peaky Blinders"?
Sama historia jednak się nie kończy. Steven Knight pracuje nad kolejną odsłoną – serialem osadzonym w latach 50., który pokaże nowe pokolenie Shelbych w odbudowującym się powojennym Birmingham. Cillian Murphy ma pozostać zaangażowany jako producent, ale jego bohater nie wróci i to właśnie nadaje sens finałowi filmu. Co z Barrym Keoghanem, czyli Ringo Starrem w powstających filmach o The Beatles? Tego na razie nie wiadomo.











