Zakazane uczucie – opinia o queerowym filmie „W ukryciu” [RECENZJA]

film.org.pl 1 dzień temu

Tom Blyth i Russell Tovey w zakazanym romansie. Oceniamy gejowski dramat „W ukryciu”, nagrodzony podczas Sundance 2025, pokazywany na niedawnym American Film Festival.

Zaczyna się od niewinnego spojrzenia. Aż lądujesz twarzą przy ścianie, z rękami za plecami. But not in a fun way. To znaczy, iż właśnie zostałeś aresztowany za obnażanie się w miejscu publicznym. Bo chłopak, który wodził za tobą wzrokiem w centrum handlowym i za którym poszedłeś potem do łazienki, jest tak naprawdę tajnym policjantem, który w ten sposób zarabia na życie. Tak rozpoczyna się osadzony w latach 90. dramat „Plainclothes” Carmena Emmiego, pokazywany na tegorocznym festiwalu filmowym Sundance, skąd wrócił z nagrodą dla najlepszej obsady, a w tej chwili zyskujący poklask po pokazach na American Film Festival.

„W ukryciu” – czy „zwykłe ubrania” (z oryginalnego tytułu) ochronią cię przed podejrzeniem?

Osią fabuły jest emocjonalne rozdarcie głównego bohatera o pięknym licu Toma Blytha, który zadurzając się w jednym z „podejrzanych”, odkrywa, iż w innych warunkach sam mógłby być na celowniku policji. Sęk tkwi właśnie w tym, iż znajduje się w sytuacji, w której nie bardzo może otwarcie eksplorować swoje uczucia i pożądanie. Przynajmniej nie w jawny sposób. Ukrycie własnej tożsamości wydaje się priorytetem, od którego zależy dobrobyt.

Przez znaczną część seansu oglądamy więc ukradkowe spojrzenia, potajemne wiadomości oraz pełne pasji sptokania w odludnych miejscach (jak szklarnia, gdzie oglądamy chyba najszczęśliwsze zbliżenie dwóch mężczyzn), a równolegle – postępującą paranoję bohatera, który boi się, iż jego sekret wyjdzie na jaw i zniszczy tak dobrze budowaną iluzję przykładnego i udanego życia. Film Emmiego flirtuje ze stylistyką thrillera (co świetnie widać chociażby na oficjalnym plakacie filmu), ale jest też piękną historią o odkrywaniu własnych uczuć i eksploracji pożądania, które zwyczajnie nie daje bohaterom spokoju. Chuć bywa marnym doradcą, co w interesujący sposób eksplorują kolejne sceny, umiejętnie podbijające napięcie, gnieżdżące się w bohaterze.

W pewnym momencie rozpoczyna się też specyficzna gra niemal w kotka i myszkę, na pierwszy plan wysuwająca manipulatorskie umiejętności bohatera, który musi wymyślać nowe wymówki, by ukryć prawdę. Historia znana i wielokrotnie opowiadana, ale aktorzy posiadają tak fajną, namacalną i wiarygodną chemię, a reżyser tak dobrze prowadzi swoją opowieść, iż po prostu płyniemy z jej nurtem i dajemy się jej porwać. Film w większości idzie dość utartą ścieżką fabularną, aż do wybuchowego finału (spokojnie, nic nie zdradzam), który w piękny sposób domyka tę historię, dodając jej emocjonalnej głębi i pozwalając prawdziwie przejąć się losami bohaterów. To właśnie dla tych scen oraz momentów rodzącej się fascynacji między mężczyznami, warto obejrzeć ten film.

„W Ukryciu” – recenzja. Prawdziwe pożądanie skrywa się pod powierzchnią

Plainclothes” to po prostu porządny melodramat, który nie próbuje wymyślać koła na nowo, tylko skrzętnie korzysta z zasad gatunkowych dla sprawnego prowadzenia historii.

Tym, co urzeka w filmie najbardziej, jest dobre aktorstwo i wiarygodna chemia między bohaterami, świetnie odegrana w warstwie spojrzeń i gestów, nastawionych na komunikację bez użycia słów. Świetne jest to, iż rzeczywiście znacząca część wymiany zdań między bohaterami, rozgrywa się w warstwie niewerbalnej. Wzrok i spojrzenia stają się tu kodem wybadania zainteresowania, zagajenia oraz samego przyzwolenia na podjęcie dalszych kroków. Ten element jest niezwykle wiarygodny i świetnie udał się tak aktorom, jak i samym twórcom. Nic dziwnego, iż Jury Sundance nagrodziło produkcję laurem dla najlepszej obsady, bo gra aktorska duetu Blyth-Tovey rzeczywiście budzi żywe emocje. Obaj doskonale czują swoje postaci i trudne położenie, w którym się znaleźli, dzięki czemu w wiarygodny sposób oddają ich bolączki, zmagania i postępujący strach przed „odkryciem”.

„W ukryciu” – oceniamy dramat z Tomem Blythem i Russellem Toveyem

Plainclothes” wprawdzie raczej nie zmieni waszego życia, ale już na pewno przysporzy wielu emocji. Mimo, iż widzieliśmy już wiele tego typu historii, jest coś w grze Toma Blytha, co pozwala nam się wczuć w jego sytuację i współodczuwać z nim bolączki pierwszego homoseksualnego zauroczenia, które ma szansę wywrócić jego życie do góry nogami.

„W ukryciu” to sprawne, dobrze napisane kino, które zwyczajnie działa. Nie zapamiętamy go wprawdzie na lata, ale w trakcie seansu nie pozostawi nas obojętnymi. Porządne kino. Tylko tyle i aż tyle!

Idź do oryginalnego materiału