Adrian Szymaniak z trzeciej edycji "Ślubu od pierwszego wejrzenia" przeżywa ostatnio trudny okres. W lipcu u uczestnika matrymonialnego show zdiagnozowano glejaka IV stopnia i od tamtej pory toczy heroiczną walkę z chorobą. Mężczyzna poddaje się innowacyjnej terapii, która, niestety, nie jest refundowana. W związku z tym zorganizował zbiórkę na leczenie. Ostatnio jego żona Anita informowała na Instagramie, iż przesyłka z kosztownym sprzętem medycznym, wykorzystywanym przy wspomnianej terapii zaginęła podczas transportu. Na szczęście udało się odnaleźć paczkę. Szymaniak pokazał w mediach społecznościowych, jak korzysta z urządzenia.
REKLAMA
Zobacz wideo "Ślub od pierwszego wejrzenia". Wydawało się, iż te pary przetrwają
"Ślub od pierwszego wejrzenia". Adrian rozpoczął innowacyjną terapię. Zwrócił się do fanów
Rok 2026 nie rozpoczął się dla Adriana najlepiej. Szymaniak za pośrednictwem mediów społecznościowych przekazał bowiem, iż wykryto u niego wznowę guza. Uczestnik "Ślubu od pierwszego wejrzenia" nie traci jednak nadziei. Szansą na wyzdrowienie jest poddanie się innowacyjnej terapii TT Fields Optune.
Koszty trwającego dwa lata leczenia są jednak ogromne - około czterech tysięcy złotych dziennie. Kwota potrzebna na sfinansowanie całej terapii to trzy miliony złotych. Dzięki hojnym darczyńcom udało się uzbierać dużą część wymaganej sumy. Ostatnio Adrian poinformował na Instagramie, iż rozpoczął terapię. Nie zapomniał też podziękować wszystkim, którzy wspierając zbiórkę, umożliwili mu skorzystanie z innowacyjnej metody.
Dziękuję to za mało... to nie tylko sprzęt, to szansa na życie. Dzięki wam rozpoczynam terapię TT Fields Optune - jako jedna z zaledwie kilku osób w Polsce prywatnie mam szansę na innowacyjną i skuteczną terapię, znaną już w wielu innych krajach, gdzie jest kolejnym krokiem refundowanym przez służbę zdrowia dla osób z nowotworem mózgu
- napisał. Następnie wyjaśnił, na czym dokładnie polega terapia. Wspomniał też o ogromnych kosztach leczenia. W naszym kraju koszt miesięczny takiej terapii to 120 tysięcy złotych. "Na początku należy zapłacić za dwa miesiące z góry. Aby przyniosła efekty, sprzęt należy nosić na głowie minimum 75 proc. czasu - w ciągu dnia i nocy. Akumulatory zmienia się co kilka godzin, a cały aparat nosi w niewielkiej torebce lub plecaku. Zalecany czas używania sprzętu to ponad dwa lata. To właśnie na tę szansę zbieraliśmy ogromne środki i razem z wami udało się. To nie koniec, bo trzeba płacić te sumy każdego miesiąca. Ale dziś chcemy wam ogromnie podziękować za tą szansę!" - przekazał.
Adrian może liczyć na wsparcie internautów. "Wszystko idzie w dobrą stronę"
Pod postem Adriana pojawiło się mnóstwo komentarzy. Internauci mocno kibicują mu w walce z chorobą. "Tak bardzo się cieszę, iż wszystko idzie w dobrą stronę. Jestem serduchem z wami", "Niech to się uda! Tak bardzo w to wierzę", "Cudownie Adrian, a teraz do przodu! Musi być dobrze, tyle osób wierzy, trzymajcie się, mocno trzymam kciuki" - wyrażali swoje wsparcie obserwujący.








