Za pieniądze odmłodziłam się na papierze. Po latach prawda wyszła na jaw i małżeństwo z Markiem skończyło się rozwodem – historia kobiety z małej polskiej miejscowości, która zapłaciła za nowe dokumenty, trafiła do Warszawy i musiała zmierzyć się z konsekwencjami młodzieńczych decyzji.

twojacena.pl 5 godzin temu

Za pieniądze stałem się młodszy. Po latach żona poznała prawdę i rozstaliśmy się.

Przyszedłem na świat w niewielkiej wsi pod Lublinem. Gdy skończyłem ósmą klasę, poszedłem do szkoły zawodowej o profilu gastronomicznym i po czterech latach odebrałem dyplom. Zacząłem pracować za barem w lokalnej knajpce, ale po pięciu latach uświadomiłem sobie, iż muszę zmienić swoje życie. Zarabiałem marne pieniądze, a marzyłem o czymś więcej.

W pracy poznałem Krzysztofa, który mieszkał w Warszawie i miał znajomości na różnych szczeblach. Pojechałem kiedyś do stolicy na jego zaproszenie i poprosiłem, żeby pomógł mi dostać się na studia. Nie odmówił, tylko ostrzegł, iż będzie to miało swoją cenę. Miałem trochę odłożonych oszczędności, więc się zgodziłem. Za tę przysługę zapłaciłem sporą sumę złotówek.

Załatwiłem sobie również nowe świadectwo. Sfałszowane dokumenty kosztowały niemało. To były czasy, gdy wszystko załatwiało się na papierze. Według tych dokumentów byłem o pięć lat młodszy, a na nowym świadectwie widniały same piątki.

Krzysztof rzeczywiście pomógł mi dostać się na wymarzone studia.

Od tego momentu rozpoczęło się zupełnie inne życie. Zacząłem obracać się w towarzystwie młodszych, beztroskich studentów. Po roku na uczelni poznałem Annę, która miała wtedy dziewiętnaście lat. Pochodziła z Warszawy i zamieszkałem u jej rodziców, meldując się w ich mieszkaniu.

Po studiach w kraju zaszły ogromne zmiany skończył się PRL. Razem z żoną gwałtownie znaleźliśmy swoje miejsce. Wynajęliśmy niewielki lokal na Saskiej Kępie i otworzyliśmy niewielki bar. Z biegiem czasu udało się nam go wykupić, stając się oficjalnymi właścicielami naszego lokalu.

Na ogół żyło się nam nieźle, mimo iż nie dorobiliśmy się dzieci. Pewnego razu postanowiliśmy odwiedzić moją rodzinną wieś, żeby spotkać się z dawnymi przyjaciółmi i kolegami ze szkoły. Choć zupełnie inny był mój los niż ich, prezentowałem się młodziej i lepiej od nich, czego mi zazdrościli. Jeden z kolegów nie odmówił sobie okazji, by wspomnieć przy żonie, iż przed laty pracowałem w barze i iż jestem starszy, niż myślała.

Od tego dnia Anna zaczęła mi wyrzucać kłamstwo. Bardzo się zmieniła, coraz częściej sięgała po alkohol i coraz trudniej było nam się dogadać. W końcu się rozwiedliśmy. Musieliśmy podzielić naszą firmę. Ja odkupiłem mieszkanie, a żona została z kredytami, które zaciągnęła na niekorzystnych warunkach po rozwodzie. Wszystko legło w gruzach.

Mimo osiągnięcia wieku emerytalnego wciąż muszę pracować, choć coraz częściej brakuje mi sił. Nierzadko wspominam Krzysztofa. Kiedyś ostrzegał mnie, żebym nie igrał z dokumentami, bo młoda głowa robi błędy. Ale czasu nie cofnę, a błędy młodości odciskają piętno na całym życiu.

Niedawno odwiedziłem mamę, a przy okazji spotkałem kolegę z dawnych lat. On jest już od dwóch lat na emeryturze, opiekuje się wnukami i grzebie w ogródku, podczas gdy ja wciąż muszę zarabiać. Zdrowie już nie to. W młodości pochopnie się działa, potem płaci się za decyzje podjęte bez namysłu.

Nie wiem, jak naprawić głupotę sprzed lat. Liczę na radę, bo już wiele sił i czasu zmarnowałem na poprawianie tego, co było źle od początku.

Idź do oryginalnego materiału