Z życia wzięte. Za pieniądze nie można kupić miłości wnuków

zycie.news 1 miesiąc temu

Oczywiście zaprosiła krewnych i przyjaciół. My też przyjechaliśmy - z naszym Igorem i Olą. Hałaśliwa atmosfera i pompatyczność powitań do mikrofonu wcale nie zrobiły na nich wrażenia, a dzieci jak zwykle zatopiły się w swoich gadżetach. Uzgodniliśmy z nimi, iż jeżeli nie będą marudzili, iż chcą wyjść, nagrodzimy ich. Myślę, iż tylko te bonusy powstrzymywały ich od „kiedy wyjedziemy?”.

Dzieciaki nie zwracały uwagi na to, co dzieje się na uroczystości. Wielu gości to zauważyło i po kilku toastach niektórym trzeba było tłumaczyć, iż nie potrzebujemy ich rad.

Moja teściowa tuż przed ślubem syna zdecydowała się rozwieść z moim teściem. Od dawna się nie dogadywali. Niemal natychmiast po rozwodzie zdecydowała się na nowy związek ze swoim przyjacielem i zaczęli żyć dla własnej przyjemności.

Jest dorosłą kobietą i miała prawo podejmować tak drastyczne decyzje. Teściowa wraz z nowym mężem regularnie wyjeżdżała na wakacje nad morze, w weekendy uczestniczyła w wielu wydarzeniach - teatrach, wystawach, festiwalach, krótko mówiąc - prowadziła aktywne i interesujące życie.

Miała tak napięty grafik, iż nie była choćby obecna, gdy wychodziłam ze szpitala z pierwszym wnukiem. Nie została babcią w pełnym tego słowa znaczeniu. Po powrocie z wakacji wpadła, dała kopertę, popatrzyła na małego i ruszyła dalej podbijać świat.

Wizyty u wnuka były, mówię z sarkazmem, regularne – raz w roku, w dniu jego urodzin. I bardzo krótkotrwałe. Przez pierwsze trzy lata Igor choćby nie był pewny, kim ona jest.

Nie lepiej było z wnuczką. Aleksandrę urodziłam cztery lata po Igorze. Wszystko było tak, jak przedtem. Nieoczekiwane pojawienie się, koperta i – teraz wnuk i wnuczka widywali babcię już dwa razy w roku – na urodzinach jednego i drugiego! Teściowa składała życzenia mi i mężowi przez telefon, nie uważając za konieczne marnowania czasu i pieniędzy na nasze prezenty.

Igor i Aleksandra dorastali, znając tylko jedną babcię – moją matkę i jednego dziadka – mojego ojca, z którym łączyła ich klasyczna relacja dziadek – babcia – wnuk.

Teściowa w ogóle nie starała się komunikować z naszymi dziećmi, to oczywiście jej sprawa, ale nie rozumiem, po co zapraszała nas na urodziny? O ile my z mężem przestrzegaliśmy protokołu i w razie potrzeby życzyliśmy zdrowia, uśmiechaliśmy się do fotografa, rozmawialiśmy z gośćmi, to dzieci okazały się prawdziwym wyznacznikiem relacji z babcią, absolutnie obojętne na wszystko.

Siedzieli z takim wyrazem twarzy, jakby tylko czekali, aż wszystko się skończy. Mniej więcej w połowie bankietu, teściowa dość głośno wyraziła żal, iż wnuki w ogóle nie wiedziały, jak się zachować . Wnuki podniosły głowy na babcię, zaskoczone takim dopasowaniem, i… znowu zaczęły przeglądać swoje telefony.

Nie skomentowaliśmy tego. Co można było powiedzieć?! Babcia nie miała dla nich czasu, nie poświęcała im uwagi, więc na co liczyła?

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Do Telewizji Polskiej wraca kultowy program oglądany przez miliony. Nie było go na antenie przez 6 lat. Marek Czyż czekał na to od powrotu do TVP

Idź do oryginalnego materiału