Z filmu wyjęte: Ćwierćptak

esensja.pl 1 dzień temu
Nauka biologii w szkołach to rzecz W niniejszym odcinku proponuję faceta z jednym skrzydłem. Kiedyś miał normalnie – dwa. Ale teraz (w rozumieniu chwili uchwyconej w kadrze) zostało mu jedno. Niby mówi się trudno i płacze się dalej, ale nie. Facet – machając tym jednym jedynym skrzydłem – jest w stanie z odrobiną wysiłku wzbić się w niebo i trochę zygzakiem lecieć, gdzie chce. To zupełnie tak, jak z klaskaniem jedną ręką. Niektórzy uważają, iż się da. Co prawda fizyka i biologia twierdzą coś zupełnie przeciwnego, ale kto by takie zabobony brał na serio. Tu mi się przypomina gatunek ptaków opisany bodaj przez Gondowicza – jak najbardziej jednoskrzydły. Tyle iż ptaki te zawsze miały latać parami. Z oczywistych względów.

Uwieczniony na kadrze wykwit w postaci latającego jednoskrzydłego faceta pochodzi z chińskiej taniej tandety fantasy pt. „First Myth: The Clash of Gods”, czyli mniej więcej „Pierwszy mit: Starcie bogów”. Film powstał w 2021 r. i opowiada o tym, jak to mistrz wraz ze swoim ludem, składającym się głównie z wojowników, a wspartym przez boskiego wojownika z laserem w czole i niedorobionego typa czasami przemieniającego się w ptakoida (tak, to ten od skrzydła), próbuje się stawiać innemu mistrzowi, którego lud, też składający się przeważnie z wojowników, ma za wsparcie aż czterech boskich wojowników, wyciąganą z kieszeni panterę oraz gigantycznego, opancerzonego słonia, na co dzień wyglądającego jak nieduży gronostaj. A walka idzie o to, by pozyskać pewien magiczny zwój, który pozwoli otworzyć wrota niebios i – zależnie od informacji – albo połączyć dwa wymiary (boski i ludzki), albo obedrzeć z mocy bogów i istoty nadprzyrodzone, dzięki czemu dobiegną końca rządy terroru. Jak by tego było mało, niedługo u boku gościa z laserem i tego od jednego skrzydła stają jeszcze Nezha (jeździ na ognistych kółkach) i chciwy karzeł spod ziemi. Tego zaś zdzierżyć nie może strona przeciwna i w ich szeregach pojawia się mentor ich mistrza, a raczej władca marionetek, marzący o wymordowaniu wszystkich ludzi na świecie. Bo go denerwują.

Nietrudno zgadnąć, iż od efektów specjalnych ekran aż furkocze, a iż ekipa nie miała za dużo juanów, to ten furkot jest raczej podobny dźwiękiem powietrzu uchodzącemu z balonika. Bo lepiej myśleć, iż to balonik, niż jakiś biologiczny zawór. Jak by tego było mało, fabuła jest beznadziejnie skomplikowana, postaci – dodajmy, iż niezbyt interesujące – rozmnożone ponad rozsądek, a emocje chyba jeszcze mniejsze niż podczas meczu piłki nożnej Gracji Tczów z KS Stara Błotnica. Ogółem jest więc źle, a oglądanie tego filmu ma posmak obcowania z co tańszymi produkcjami na poły amatorskimi z pierwszej dekady XXI w.

Ciekaw jestem, jak ten film odebrali widzowie z Chin. Czy im też produkcje tego typu nie leżą, czy jeszcze trwa tam boom na rodzime produkcje fantasy jakości obojętnej.
przereklamowana.
Idź do oryginalnego materiału