Pacjent ciągle przychodzi. Powoli zaczynam TROCHĘ rozumieć, co jest moją rolą, o co w tym wszystkim chodzi, troszkę, na tyle, żeby nie siedzieć w gabinecie i nie nucić w duchu „no co jak robię tu? co ja tutaj robię?”.
Ale we wtorek znowu wtopa, Mi zawiózł mnie do gabinetu, gdzie przed samymi drzwiami, piętnaście minut przed sesją odkryłam, iż NIE WZIĘŁAM KLUCZY. Zrobiło mi się słabo, już chciałam odwoływać, na szczęście Mi przytomnie przypomniał sobie, iż moja koleżanka która przyjmuje w tym samym miejscu mieszka bardzo blisko. Miałam więcej szczęścia niż rozumu, dostałam klucze, uprzedziłam pacjenta i spóźniłam się tylko 6 minut. Skakanie o kulach po 24 schodkach, kiedy pacjent idzie za tobą – bezcenne;) Wydaje mi się, iż sesja poszła dobrze, wbrew wszystkiemu, ale może mi się tylko tak wydaje, jak moim dwóm kolegom, którzy po którejś sesji właśnie mieli poczucie, iż super sobie dali radę, by przekonać się tydzień później, iż pacjent nie wrócił. Więc strzeżcie się samozadowolenia.
Dziś znowu leje.
Skończyłam Foster Keegan, nie wiedziałam, iż Cicha dziewczyna jest na jej podstawie. Oba dzieła świetne, Irlandzki powolny klimat jak z marzeń sennych, a książka w dodatku dodaje +10 do poczucia sprawczości, bo ma tylko 50 stron;) (Utknęłam na stronie 502 Alchemised, jeszcze drugie tyle). Niestety lub stety, najbardziej mi wchodzi literatura fachowa, nic innego nie jest w stanie zająć mojej uwagi wystarczająco długo. Prawie kończę Psychiczną Równowagę Joseph, jestem w połowie How to survive as a psychotherapist Coltrane, no co pocznę jak na razie jedynie historie kliniczne wciągają mnie po pachy. Ludzka dusza jest pełna niespodzianek. Muszę zabrać się do Biona, bo wydaje się niezbędny, choć koszmarnie trudny.
Wieczory nam pochłaniają The Stranger Things, z Mo zaczęliśmy piąty sezon! Czwarty to była jazda horrorowa.
Jutro wizyta w szpitalu, może zdejmą mi gips, zobaczymy. Za bardzo się nie nastawiam na dużą zmianę, bo zostałam uprzedzona, iż jeszcze będę nosić ortezę przez jakiś czas, no ale może już trochę łatwiej będzie mi się przemieszczać. Choć prowadzenie samochodu nie sprawia już żadnego problemu, a wręcz daje mi dużo przyjemności. Odwożę i przywożę Mo, zabieram ją na różne zajęcia, kto by pomyślał, iż zostanę takim motorhead, bo prawko mam dopiero od trzech lat – od 14 lutego, zdałam za pierwszym razem, oczywiście:D
Jadę zaraz zatem po Mo, dziś mamy pancake Tuesday, bo wczoraj nie zdążyłyśmy w powodzi zajęć i sesji. Będziemy smażyć naleśniki, które będziemy jeść z bitą śmietaną i truskawkami. Jak Rybeńka pisze – uwielbiam tradycję i rytuały, ale przyjaźnimy się dość luźno i nie czuję, żebym musiała ograniczać swoją wyobraźnię w tym, jak je zinterpretuję.






