„Yesteryear” i mit idealnego życia

gazetakongresy.pl 4 godzin temu
Są książki, które pojawiają się i niemal natychmiast stają się kultowe. Takie, o których słyszy się w księgarniach, na TikToku, w klubach książki i o których prawa do ekranizacji ubiegają się najwięksi gracze na rynku medialnym. „Yesteryear” Caro Claire Burke bez wątpienia należy do tej kategorii i szturmem podbija serca czytelników.
Kiedy na początku maja, niecały miesiąc po kwietniowej premierze „Yesteryear”, weszłam do jednej z londyńskich księgarni po swoją kopię, na półce zostały już tylko dwa egzemplarze. Trudno się temu dziwić. W Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy Australii książka Carlo Claire Burke pojawia się na listach najchętniej czytanych powieści pierwszej połowy 2026 roku. Zdecydowanie jest jedną z największych sensacji literackich tego roku. To błyskotliwa satyra współczesnego konserwatyzmu i mediów społecznościowych. To również gorzki komentarz na temat patriarchatu i tego jak rani zarówno kobiety, jak i mężczyzn, którzy także stają się zakładnikami narzuconych im wzorców.
Mit sprzedawany
Burke stworzyła powieść, w której wzięła pod lupę jeden z najbardziej fascynujących i jednocześnie niepokojących trendów ostatnich lat – tradwives. Są to kobiety promujące w internecie powrót do tradycyjnego modelu rodziny. W estetycznych filmikach publikowanych w social mediach młode kobiety pieką chleb, szyją ubrania, rodzą kolejne dzieci i opowiadają o szczęściu płynącym z podporządkowania życia rodzinie oraz mężowi.
W wersji internetowej wszystko wygląda perfekcyjnie: lniane sukienki, świeże mleko, dzieci z rumieńcami na policzkach. Życie pozornie wolne od chaosu, presji i przebodźcowania. Burke doskonale rozumie, dlaczego ten obraz działa na wyobraźnię i dlatego z wrażliwością, ale z pełną surowością, decyduje się go podważyć.
Perfekcyjna pułapka
Główna bohaterka Natalie Mills to influencerka. Jest matką piątki dzieci, twarzą idyllicznego gospodarstwa, którego estetyka przypomina skrzyżowanie serialu „Domek na prerii” z perfekcyjnie wyreżyserowaną kampanią lifestyle’ową. Jej życie wydaje się ucieleśnieniem konserwatywnego amerykańskiego snu: chrześcijańska rodzina, domowy chleb, dzieci biegające po polach i mąż-kowboj.
„Wydaje się” jest tu jednak frazą kluczową. W rzeczywistości farma przypomina bardziej plan zdjęciowy niż prawdziwe gospodarstwo. Domowa produkcja żywności jest starannie wyreżyserowaną iluzją. Dziećmi zajmują się nianie ukrywane przed obserwatorami. Natalie, która w swoich filmach przedstawia się jako przykład kobiecej skromności i oddania rodzinie, jest w rzeczywistości główną żywicielką rodziny, strategiem całego przedsięwzięcia i osobą posiadającą realną władzę.
Fot. Unsplash
Co by było, gdyby marzenie naprawdę się spełniło?
Pewnego dnia Natalie budzi się w XIX wieku.
To właśnie ten prosty, niemal absurdalnie skuteczny pomysł sprawia, iż „Yesteryear” działa tak znakomicie. Burke konfrontuje internetową fantazję o „powrocie do dawnych czasów” z brutalną rzeczywistością historycznej codzienności. Zamiast romantycznych obrazków otrzymujemy niekończące się pranie, fizyczne wyczerpanie, izolację i życie podporządkowane przetrwaniu. Autorka bezlitośnie obnaża fakt, iż większość współczesnych tęsknot za tradycją opiera się na estetyce, a nie rzeczywistym doświadczeniu.
Największą siłą powieści jest jednak sama Natalie, postać, którą trudno polubić, ale jeszcze trudniej przejść obok niej obojętnie i zapomnieć. Burke tworzy bohaterkę, której nie sposób jednoznacznie ocenić. Jest narcystyczna, wyrachowana, pełna obłudy, momentami okrutna, ale jednocześnie silna choć uwięziona w schematach, z których niełatwo uciec.
Natalie jest kobietą wychowaną w określonym systemie wartości. Osobą, która od dzieciństwa słyszała, iż najważniejszą rolą kobiety jest bycie obserwowaną – najpierw przez Boga, później przez mężczyzn, a ostatecznie przez miliony użytkowników internetu.
Natalie funkcjonuje wyłącznie wtedy, gdy ktoś patrzy. Spojrzenie innych ludzi staje się warunkiem jej istnienia. W świecie mediów społecznościowych każda emocja, każda relacja i każda tragedia mogą zostać zamienione w treść. „Yesteryear” jest więc opowieścią o ekonomii uwagi i świecie, w którym prywatność staje się luksusem, a autentyczność kolejnym produktem przeznaczonym do sprzedaży.
Powieść o naszych czasach
Największą zaletą „Yesteryear” jest fakt, iż książka nie ogranicza się wyłącznie do krytyki środowiska tradwives. Autorka nie tworzy książki, która miałaby wyłącznie potwierdzić przekonania liberalnych czytelników. Zamiast tego próbuje zrozumieć źródła tej fascynacji, bo przecież popularność tradwife nie bierze się znikąd. To odpowiedź na zmęczenie współczesnym światem pełnego poczucia nieustannego pośpiechu, kryzysu więzi społecznych i lęku związanego z ekonomiczną niepewnością.
Burke stworzyła fascynujący portret epoki, w której algorytmy sprzedają nam nostalgię za światem, który nigdy nie istniał. „Yesteryear” to jednak opowieść nie tylko o pojedynczym trendzie. Burke pisze o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy całe życie zamienia w zbyt starannie wyreżyserowany spektakl, mający służyć zdobyciu uwagi innych, a nie własnemu szczęściu.
O kulturze, która wymaga od kobiet jednoczesnego sukcesu zawodowego, idealnego macierzyństwa, atrakcyjności, produktywności i nieustannego szczęścia.
O świecie, który w social mediach sprzedaje nam gotowe modele życia, a następnie obarcza winą za to, iż nie potrafimy im sprostać.
O tęsknocie za prostszymi czasami, która często okazuje się tęsknotą za światem istniejącym wyłącznie w naszej wyobraźni.
Czekając na ekranizację i polskie wydanie
„Yesteryear” w polskiej wersji językowej ukaże się jesienią tego roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Czekając na polską premierę powieści, warto sięgnąć po wydaną niedawno w polskim przekładzie książkę Sophie Gilbert „Girl on Girl”. Gilbert wnikliwie analizuje popkulturę XXI wieku i obecne jej zjawiska, w tym kulturowe źródła popularności trendu tradwife.
Czekać można już nie tylko na polskie wydanie, ale również na ekranizację powieści do której prawa nabyło studio Amazon MGM, a w główną rolę wcieli się Anne Hathaway, która zajmie się również produkcją filmu.
Fot. nagłówka: Maria Kolos/Gazeta Kongresy
Idź do oryginalnego materiału