„Wyznania opiekunki” Ewy Zielińskiej – najbardziej rzetelna książka o pracy w opiece w Niemczech? Na pewno nie poradnik!

kasiaperla.blogspot.com 2 godzin temu

Kiedy sięgnęłam po książkę „Wyznania opiekunki” Ewy Zielińskiej, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Tytuł sugerował mi historie, które mogą zaskakiwać, bulwersować, a choćby odsłaniać kulisy pracy w niemieckich domach. Wyobrażałam sobie opowieści o trudnych seniorach, ich rodzinach, agencjach i samych opiekunkach. Miałam nadzieję na coś w rodzaju książki „Pod niemieckimi łóżkami” – opowieści, która nie boi się trudnych tematów i pokazuje to, o czym nie zawsze mówi się głośno.

Tymczasem „Wyznania opiekunki” okazały się czymś zupełnie innym. Nie znalazłam w nich szczególnie kontrowersyjnych zwierzeń ani prób szokowania czytelnika. Znalazłam za to obraz pracy w opiece w Niemczech, który – choć przedstawiony bez wielkich emocji i sensacyjnych komentarzy – potrafi zaskoczyć, rozbawić, wprawić w osłupienie, a na końcu zwyczajnie zasmucić.

Ewa Zielińska jest pielęgniarką z zawodu. Do pracy w opiece wyjechała w wieku 53 lat, a w chwili opisywania swoich doświadczeń ma za sobą 15 lat pracy w Niemczech. Autorka przedstawia książkę jako poradnik dla osób rozpoczynających pracę w opiece nad osobami starszymi za zachodnią granicą.

I właśnie tutaj zaczyna się problem. Bo chociaż książka może wiele powiedzieć o tym, jak w praktyce wyglądają zlecenia w opiece całodobowej, moim zdaniem nie należy traktować jej jako poradnika dla początkujących opiekunek. Powiedziałabym nawet, iż jest to coś znacznie ciekawszego, ale jednocześnie bardziej niepokojącego: zapis rzeczywistości, w której wiele nieprawidłowości staje się tak zwyczajnych, iż przestają być zauważane.

Moje doświadczenie w opiece w Niemczech – dlaczego ta książka mnie poruszyła?

Sama mam wieloletnie doświadczenie w pracy jako opiekunka osób starszych w Niemczech. Już na pierwszym zleceniu zorientowałam się, iż w tej branży niemal wszystko potrafi wyglądać inaczej, niż sugerowałyby nazwy stanowisk, zapewnienia firm czy wyobrażenia osób rozpoczynających pracę. O obowiązkach opiekunki, jej prawach, granicach odpowiedzialności i realiach opieki całodobowej mówi się zdecydowanie za mało.

Dlatego zaczęłam prowadzić blog, pisać i wydawać książki. Chciałam pokazywać, jak powinny wyglądać założenia tej pracy, jakie obowiązki rzeczywiście należą do opiekunki, gdzie kończy się pomoc seniorowi, a zaczyna wykorzystywanie pracownika, oraz za jakie działania opiekunka może ponosić odpowiedzialność.

Przez lata próbowałam uświadamiać inne osoby pracujące w opiece. Spotykałam się przy tym nie tylko z wdzięcznością, ale także z krytyką, niezrozumieniem, a choćby hejtem. Od trzech lat żyję z dala od tej branży, więc wydawało mi się, iż nabrałam już odpowiedniego dystansu do jej absurdów.

Czytając „Wyznania opiekunki”, przekonałam się jednak, iż pewne rzeczy przez cały czas potrafią mnie zaskoczyć.

Może dlatego, iż świadomość części opiekunek rzeczywiście wzrosła w ostatnich latach. Coraz więcej osób wie, iż nie każda czynność wykonywana w niemieckim domu należy do obowiązków opiekunki. Coraz częściej mówi się o czasie wolnym, odpoczynku nocnym, granicach odpowiedzialności i konieczności dopasowania zakresu opieki do rzeczywistego stanu zdrowia seniora.

Niestety, wciąż spotykam osoby, które z jednej strony znają te zasady, a z drugiej – poprzez swoje zachowania, oczekiwania i wypowiedzi – pokazują, jak daleka droga jeszcze przed nami.

Książka Ewy Zielińskiej przypomniała mi, jak wygląda rzeczywistość opiekunek, które nie znają swoich praw i obowiązków albo nie potrafią wykorzystać tej wiedzy w praktyce.

„Wyznania opiekunki” – historia bez wielkich emocji

Już na początku książki zaczęłam zauważać, iż autorka nie zawsze miała świadomość, jakie obowiązki rzeczywiście spoczywają na opiekunce osób starszych. W pierwszych rozdziałach kilkakrotnie komentuje swoje wcześniejsze zachowania, przyznając, iż z perspektywy czasu wie, iż nie powinna była wykonywać określonych czynności.

Moja pierwsza myśl była więc następująca: skoro na początku swojej drogi nie znała wszystkich zasad i zaznacza, iż tak było, to może w kolejnych rozdziałach zobaczę, jak zdobywa doświadczenie, poszerza wiedzę i zaczyna świadomie wyznaczać granice?

Niestety, nie tak potoczyła się ta historia.

W kolejnych częściach książki autorka opisuje następne zlecenia, na których przyjmuje coraz więcej obowiązków, pozwala sobą kierować i godzi się na warunki, których ja osobiście nie zaakceptowałabym w pracy opiekunki. Nie mam przy tym wrażenia, iż Ewa Zielińska celowo próbuje wzbudzić sensację. Przeciwnie – opisuje wiele sytuacji tak spokojnie i rzeczowo, jakby były czymś zupełnie normalnym.

I właśnie to okazało się dla mnie najbardziej wymowne.

Nie trzeba opisywać pracy w opiece w Niemczech w sensacyjny sposób, żeby pokazać jej absurdy. Czasami wystarczy opowiedzieć, co wydarzyło się na kolejnym zleceniu.

Trudne zlecenia w opiece seniora w Niemczech – dwie osoby do opieki to dopiero początek

Wybierając zlecenia, sama starałam się dopasowywać je do swoich możliwości psychicznych i fizycznych. Nie dlatego, iż nie chciałam pracować, ale dlatego, iż znałam własne ograniczenia.

Uważam się za osobę wrażliwą. Sama choroba potrafi mnie przerazić, a codzienne obcowanie z cierpieniem innych ludzi – przez całą dobę, również nocą – byłoby dla mnie ogromnym obciążeniem psychicznym. Wiedziałam też, iż nie poradziłabym sobie z niektórymi czynnościami pielęgnacyjnymi.

Dlatego wybierałam zlecenia, które wydawały mi się lżejsze. Bywały to osoby z początkami demencji, trudnym charakterem, problemami psychicznymi czy uzależnieniami. Oczywiście wiem, iż takie zlecenia również mogą być bardzo wymagające. Nie twierdzę, iż opieka nad osobą z demencją jest łatwa. Chodzi mi o to, iż starałam się świadomie wybierać zakres obowiązków, z którym byłam w stanie sobie poradzić.

Zdarzało mi się również rezygnować ze zleceń, kiedy uznawałam, iż stan podopiecznego przekracza możliwości opieki domowej sprawowanej przez jedną osobę. Co zrobić, gdy senior wymaga stałej asekuracji, często upada albo nie śpi w nocy? A co, gdy jego stan zdrowia gwałtownie się pogarsza i nie sposób już choćby bezpiecznie go nakarmić?

Na moim ostatnim zleceniu stan podopiecznej zmienił się w ciągu kilku dni tak bardzo, iż karmienie stało się ogromnym problemem. Firma nie widziała w tym wystarczającego powodu do zmiany organizacji opieki. Zostałam tam dłużej, ponieważ widziałam, iż córka seniorki stara się zorganizować odpowiednie rozwiązanie, aby mama mogła pozostać w domu. Wsparciem służył także Pflegedienst, który wielokrotnie pojawiał się w ciągu dnia.

W końcu jednak, gdy sytuacja stała się naprawdę kryzysowa, zamiast wsparcia ze strony pracownika agencji spotkałam się z brakiem szacunku, pogardą i groźbami. Wtedy nie miało już znaczenia choćby zaangażowanie rodziny i personelu medycznego. Podjęłam decyzję o wyjeździe i opuściłam zlecenie w ciągu dwóch–trzech godzin.

To doświadczenie jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, iż stan seniora, możliwości opiekunki i organizacja opieki muszą być traktowane poważnie.

W „Wyznaniach opiekunki” Ewa Zielińska opisuje wiele zleceń, na które sama nigdy bym się nie zdecydowała.

Na kolejnych sztelach pojawiają się po dwie ciężko chore osoby, często z których jedna jest leżąca, a druga ma znaczne ograniczenia w poruszaniu się. Do tego dochodzi długa lista schorzeń, trudne charaktery, problemy z nocnym odpoczynkiem i liczne obowiązki pielęgnacyjne. W jednym z opisywanych domów opieką objęte są choćby trzy osoby: małżeństwo i matka jednego z małżonków, znajdująca się w bardzo ciężkim stanie. W domu mieszkają również stare zwierzęta.

Zaczyna to przypominać mały dom opieki, tyle iż zorganizowany wokół jednej opiekunki.

Właśnie takie historie pokazują, jak bardzo rzeczywistość pracy w opiece całodobowej może odbiegać od wyobrażeń osób, które dopiero zamierzają wyjechać do Niemiec.

Opiekunka czy służąca? Gdzie kończy się pomoc, a zaczyna wykorzystywanie?

Jednym z najbardziej uderzających elementów książki jest zakres dodatkowych obowiązków, które autorka przyjmuje na siebie podczas kolejnych zleceń.

Sprzątanie piwnicy i porządkowanie rzeczy gromadzonych latami? Proszę bardzo. Wyrzucanie zawartości starych słoików z przetworami? Również. Prasowanie ubrań dla całej rodziny? Dlaczego nie – choć autorka dziwi się, iż otrzymała za to dodatkowe pieniądze.

A potem pojawia się historia, która szczególnie zapadła mi w pamięć: sprzątanie szkoły po remoncie.

Córka podopiecznej, pracująca jako nauczycielka, zabiera opiekunkę do szkoły i zostawia ją tam z uczniem, który nie stanowi adekwatnie żadnej pomocy. Ewa Zielińska zabiera się do wielogodzinnego sprzątania, po czym córka seniorki przyjeżdża po nią i odwozi ją z powrotem.

Czytając ten fragment, pomyślałam: co za upokorzenie!

Zaraz jednak musiałam się zatrzymać. Bo o ile ja odbieram taką sytuację jako przekroczenie granic, o tyle z narracji autorki wynika, iż przyjmowała kolejne zadania bez większego sprzeciwu.

Nie chodzi o to, iż opiekunka ma nigdy nie odkurzyć podłogi, umyć kuchni czy pomóc w uporządkowaniu domu. Podopieczny ma prawo czuć się u siebie swobodnie, a wspólne życie pod jednym dachem wymaga pewnych ustępstw. Sama uważam, iż trzeba uwzględniać przyzwyczajenia seniora, jego potrzeby i sposób funkcjonowania.

Ale na litość boską – opiekunka osób starszych nie jest służącą całej rodziny!

Możemy pomagać, możemy ustalać zasady i szukać rozwiązań. Nie oznacza to jednak, iż mamy bezrefleksyjnie wykonywać każde polecenie, które ktoś nam wyda.

Mamy własny rozum, swoje potrzeby i prawo do odpoczynku. Mamy też obowiązki określone przez charakter pracy i ustalone warunki zlecenia. To one powinny wyznaczać granice, a nie oczekiwania każdego domownika.

„Wyznania opiekunki” pokazują mi zatem nie tylko to, jak można wykorzystywać pracownika, ale również to, jak łatwo człowiek może przyzwyczaić się do sytuacji, która z boku wygląda zupełnie absurdalnie.

Odpowiedzialność opiekunki za zdrowie i życie seniora

Najbardziej niepokojące fragmenty książki nie dotyczą jednak sprzątania ani prasowania. Dotyczą odpowiedzialności za drugiego człowieka.

W jednym z opisanych przypadków senior miał bardzo wysokie ciśnienie – około 240/100 mmHg. Opiekunka poinformowała rodzinę, ale nie doczekała się natychmiastowej reakcji. Jak wynika z relacji autorki, rodzina pojawiła się dopiero dwa dni później.

Czytając ten fragment, pomyślałam przede wszystkim o tym, jak ogromne znaczenie ma świadomość odpowiedzialności za zdrowie i życie podopiecznego.

Tak wysoki wynik ciśnienia wymaga pilnej oceny medycznej. Przy takiej wartości nie można poprzestać na przekazaniu informacji rodzinie i biernym oczekiwaniu na jej reakcję. Należy niezwłocznie szukać pomocy medycznej, stosownie do stanu seniora i sytuacji.

Piszę o tym z pełną świadomością, iż rzeczywistość bywa skomplikowana. Rodziny bagatelizują problemy, agencje nie zawsze reagują na zgłoszenia, a niektórzy seniorzy odmawiają wizyty lekarskiej czy wezwania pogotowia. Sama wielokrotnie znalazłam się w sytuacjach, w których musiałam podejmować trudne decyzje.

Na pierwszym zleceniu popełniłam błąd i pozwoliłam na kilkugodzinne zwlekanie z udzieleniem podopiecznej pomocy. To doświadczenie zmieniło moje podejście. Na kolejnych zleceniach wzywałam pomoc mimo sprzeciwu rodziny, a choćby wbrew woli podopiecznej, gdy uznawałam, iż sytuacja tego wymaga.

Zdarzyło się również, iż seniorka nie chciała współpracować z sanitariuszami. Wtedy jasno przedstawiłam swoje stanowisko jej samej, jej dzieciom i agencji. Mogłam wykonywać opiekę w takim zakresie, na jaki pozwalały mi możliwości i okoliczności, ale nie mogłam przejmować na siebie odpowiedzialności za świadome decyzje innych dorosłych osób.

Więcej o tej sytuacji opisałam w swojej drugiej książce „(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja”.

Nie piszę tego po to, aby osądzać Ewę Zielińską jako człowieka. Nie znam jej całej historii ani wszystkich okoliczności poszczególnych zdarzeń. Zwracam jednak uwagę na problem, który wykracza poza jedną książkę: w opiece nad osobami starszymi dobra wola nie wystarczy. Potrzebna jest również wiedza, umiejętność oceny ryzyka i gotowość do odpowiedniego reagowania.

Zwłaszcza iż sama autorka jest z zawodu pielęgniarką. Tym bardziej ten fragment skłonił mnie do refleksji.

Dlaczego nie należy traktować tej książki jak poradnika dla opiekunek?

Ewa Zielińska przedstawia swoje doświadczenia w sposób prosty i bezpośredni. To jedna z mocniejszych stron książki. Nie próbuje za wszelką cenę tworzyć literackiej sensacji, nie buduje wielkich dramatów i nie obudowuje każdej sytuacji długimi komentarzami.

Problem pojawia się wtedy, gdy czytelnik miałby potraktować opisane zdarzenia jako wskazówki dotyczące tego, jak należy postępować podczas pracy w opiece.

Autorka w niektórych miejscach przechodzi od opowiadania o własnych przeżyciach do udzielania rad koleżankom rozpoczynającym pracę. Pojawiają się między innymi sugestie, aby przed wyjazdem zaopatrzyć się w tabletki na biegunkę czy zaparcia, a – o ile dobrze pamiętam – również środki wyciszające.

I tutaj zapala mi się czerwona lampka.

Oczywiście, każdy może zabrać ze sobą własną apteczkę. Czym innym jest jednak przygotowanie się na drobne dolegliwości, a czym innym traktowanie leków z Polski jako rozwiązania problemów zdrowotnych podopiecznego.

Opiekunka nie powinna samodzielnie dobierać i podawać seniorowi leków na podstawie własnego uznania, zwłaszcza preparatów, które nie zostały zalecone tej osobie przez uprawnionego specjalistę. Niektóre substancje mogą wchodzić w interakcje z lekami przyjmowanymi na stałe, a pozornie zwyczajna dolegliwość może wymagać diagnozy.

Jeżeli podopieczny potrzebuje lekarstwa, konieczne jest adekwatne postępowanie: uzyskanie porady medycznej, ustalenie odpowiedniego leczenia i przestrzeganie zasad dotyczących podawania leków. W razie nagłego pogorszenia stanu zdrowia należy zorganizować pomoc medyczną, a nie ograniczać się do podania tabletki przywiezionej z Polski.

Nie wolno też zapominać, iż zakres uprawnień opiekunki nie jest tożsamy z zakresem uprawnień pielęgniarki. Czynności takie jak obsługa cewnika, sondy, pomiary parametrów czy przygotowywanie i podawanie leków trzeba oceniać w kontekście konkretnej czynności, kwalifikacji, zaleceń medycznych i obowiązujących zasad. Nie każda czynność opisywana w książce jako element codziennej pracy staje się przez to adekwatną praktyką.

Dlatego moja ocena jest jednoznaczna: „Wyznania opiekunki” warto czytać jako relację z doświadczeń autorki, ale nie jako instrukcję, jak należy wykonywać pracę w opiece w Niemczech.

Właśnie te fragmenty sprawiają, iż książka jest dla mnie jednocześnie cenna i niebezpieczna, jeżeli ktoś wyciągnie z niej niewłaściwe wnioski.

Dlaczego początkowo nie chciałam czytać dalej?

Nie ukrywam, iż pierwsze spotkanie z książką nie należało do udanych.

Przeczytałam mniej więcej sto stron, po czym odłożyłam ją na półkę. Po jednym z pierwszych fragmentów pomyślałam nawet: oj, chyba się nie polubimy.

Denerwowało mnie to, iż autorka godziła się na kolejne obowiązki, przyjmowała warunki, które sama uznałabym za nie do zaakceptowania, i opisywała je z tak dużym spokojem. Miałam ochotę powiedzieć jej: kobieto, przecież nie musisz robić wszystkiego! Masz prawo odmówić! Masz swoje obowiązki, ale masz też swoje prawa!

Po kilku tygodniach wróciłam jednak do książki z innym nastawieniem. Postanowiłam przestać oczekiwać, iż autorka wyciągnie z każdej historii wnioski, które ja sama wyciągnęłabym na jej miejscu.

I wtedy zaczęłam dostrzegać coś, co wcześniej mi umykało.

„Wyznania opiekunki” – najbardziej rzetelna książka o tym, jak wygląda codzienność na zleceniu?

Paradoksalnie, po przeczytaniu całości uznałam, iż spośród wielu książek o pracy w opiece, które miałam okazję poznać, „Wyznania opiekunki” należą do najbardziej rzeczowych relacji z codzienności opiekunki osób starszych w Niemczech.

Nie dlatego, iż autorka przedstawia wzorcowy model pracy. Nie dlatego, iż opisuje, jak prawidłowo wykonywać obowiązki. I nie dlatego, iż zgadzam się ze wszystkimi jej decyzjami.

Wręcz przeciwnie.

Ta książka jest dla mnie cenna właśnie dlatego, iż pokazuje zlecenia, na które godzi się wiele opiekunek. Pokazuje, co może się wydarzyć, kiedy akceptuje się zastane warunki bez wystarczającej wiedzy o swoich prawach, granicach i odpowiedzialności. Opisuje rzeczywistość, która nie musi być ani dramatycznie skomentowana, ani specjalnie podkoloryzowana, by robiła wrażenie.

Autorka nie musi pisać: „Wykorzystywano mnie”. Nie musi też za każdym razem wskazywać palcem winnych. Wystarczy, iż opisuje kolejne obowiązki, oczekiwania domowników i sposób, w jaki układa się jej praca. Czytelnik sam może wyciągnąć wnioski.

Sądzę, iż wiele opiekunek odnajdzie w tych historiach sytuacje, które zna z własnego doświadczenia. Inne być może dopiero zrozumieją, jak mogą wyglądać zlecenia, na które wyjeżdża się bez dokładnego sprawdzenia stanu podopiecznych, liczby osób wymagających opieki i rzeczywistych warunków pracy.

To może być bardzo pouczająca lektura – pod warunkiem iż czytelnik potrafi zachować krytyczne spojrzenie i odróżnić opis tego, co się wydarzyło, od wskazówki, jak należy postępować.

Czytając o upokorzeniu, nie zawsze widziałam upokorzenie

Przez sporą część książki czytałam kolejne historie z zadziwiającym spokojem. Czasem wręcz się śmiałam, choć niekoniecznie dlatego, iż opisywane sytuacje były zabawne. Bardziej z powodu absurdu, do którego można się przyzwyczaić, kiedy przez lata żyje się w określonej rzeczywistości.

Nie było mi szczególnie żal autorki. To może zabrzmieć brutalnie, ale wynikało z tego, iż Ewa Zielińska opisywała swoje doświadczenia bez emocji, jakby wiele sytuacji było oczywistym elementem pracy.

To, co mnie samą oburzało, ona często przedstawiała jako coś, co po prostu się wydarzyło. W niektórych przypadkach miałam wręcz wrażenie, iż granice między pracą opiekunki a spełnianiem oczekiwań całego domu dawno się zatarły.

Nie chcę przy tym udawać, iż sama nigdy nie popełniałam błędów. Popełniałam. Na początku również nie wiedziałam wszystkiego. Różnica polega na tym, iż z czasem zaczęłam analizować swoje doświadczenia, wyciągać wnioski i dzielić się nimi z innymi.

Dlatego czytając kolejne rozdziały, przede wszystkim widziałam, jak ważna jest edukacja opiekunek oraz świadomość tego, iż nie trzeba godzić się na wszystko tylko dlatego, iż podpisało się umowę lub przyjechało do czyjegoś domu.

Smutne zakończenie „Wyznań opiekunki”

Dopiero pod koniec książki po raz pierwszy wyraźniej poczułam emocje autorki. I właśnie wtedy zrobiło mi się jej naprawdę szkoda – nie tyle jako opiekunki, ile jako człowieka.

Najbardziej przykre było dla mnie to, jak Ewa Zielińska interpretowała niektóre zachowania innych osób. W sytuacjach, których nie rozumiała, czasami dopatrywała się złych intencji. Pytania, gesty czy określone zachowania uruchamiały w niej domysły dotyczące tego, co inni o niej myślą i jaki mają do niej stosunek.

Czytając te fragmenty, pomyślałam, iż każdy z nas ma swój własny świat, własną wrażliwość i własny sposób interpretowania rzeczywistości. Często patrzymy na innych ludzi przez pryzmat własnych doświadczeń, obaw i przekonań.

To, co jedna osoba odbierze jako złośliwość, inna może uznać za zwykłą niezręczność. To, co komuś wyda się upokorzeniem, dla drugiej osoby może być nieporozumieniem albo zachowaniem pozbawionym ukrytego znaczenia.

Nie chcę na tej podstawie oceniać Ewy Zielińskiej jako człowieka. Nie znam jej poza książką, nie wiem też, jakie dokładnie okoliczności towarzyszyły wszystkim opisywanym sytuacjom. Mogę jedynie napisać, jak odebrałam jej opowieść jako czytelniczka.

Uderzyło mnie, iż niektóre z najbardziej obciążających ją emocjonalnie sytuacji nie dotyczyły samych obowiązków czy warunków pracy, ale jej interpretacji cudzych zachowań i przypisywania innym określonych intencji.

To smutny finał opowieści o pracy, która sama w sobie potrafi być wystarczająco trudna.

Nie trzeba lubić wszystkich ludzi. Trzeba ich szanować.

Wiem, iż niektórzy czytelnicy mogą się zdziwić, iż zwracam uwagę na interpretowanie cudzych zachowań, skoro sama przez lata głośno krytykowałam różne zjawiska w opiece w Niemczech, działania agencji i postawy opiekunek.

Jest jednak między tym zasadnicza różnica.

Starałam się krytykować konkretne zachowania, decyzje i mechanizmy, a nie oceniać całych ludzi jako złych lub dobrych. Nie uważam, iż w pracy trzeba wszystkich lubić. Nie każdy charakter nam odpowiada, nie z każdym człowiekiem będziemy się rozumieć i nie każda relacja będzie przyjemna.

Ale szacunek powinien być podstawą każdej relacji zawodowej.

Nie muszę lubić podopiecznego, aby zapewnić mu adekwatną opiekę. Nie muszę zgadzać się ze wszystkimi decyzjami rodziny, aby rozmawiać z nią z szacunkiem. Nie muszę też akceptować nieodpowiedniego traktowania, żeby pamiętać, iż po drugiej stronie również jest człowiek.

Tak samo nie muszę zakładać, iż każdy, kto zachował się wobec mnie niezręcznie, zrobił to z premedytacją i wrzucać go do wora z napisem "nie lubię".

Nie oznacza to naiwności ani przymykania oczu na krzywdę. Oznacza dla mnie rozróżnianie tego, co ktoś rzeczywiście zrobił, od tego, co sami dopowiadamy sobie na temat jego intencji.

Być może właśnie dlatego końcówka książki wywołała we mnie więcej smutku niż wcześniejsze opisy trudnych zleceń.

Czy warto przeczytać książkę „Wyznania opiekunki” Ewy Zielińskiej?

Tak, ale nie jako poradnik.

Osoby rozpoczynające pracę w opiece w Niemczech mogą dzięki tej książce zobaczyć, jak różnorodne bywają zlecenia i jak łatwo można przyzwyczaić się do obowiązków, które stopniowo zaczynają wykraczać poza pierwotne ustalenia. Mogą też zrozumieć, iż praca opiekunki to znacznie więcej niż towarzyszenie seniorowi, przygotowywanie posiłków i pomoc w codziennych czynnościach.

Nie powinny jednak traktować każdej decyzji autorki jako wzoru do naśladowania. Nie wszystkie opisane praktyki są adekwatnym rozwiązaniem, a relacja z osobistych doświadczeń nie zastępuje wiedzy o zasadach opieki, obowiązkach pracownika, bezpieczeństwie seniora i granicach odpowiedzialności.

Dla osób z wieloletnim doświadczeniem książka może być z kolei okazją do spojrzenia na branżę z dystansu. Możemy nie zgadzać się z decyzjami autorki, możemy być zdumieni jej zgodą na określone obowiązki, ale możemy też dostrzec w jej historii coś znacznie ważniejszego: obraz środowiska, w którym wiele osób przez lata pracuje w określony sposób, nie zastanawiając się, czy musi tak być.

Mnie ta książka przede wszystkim przypomniała, iż edukacja opiekunek jest potrzebna. Bardziej, niż chciałabym czasem wierzyć.

Najbardziej rzetelna książka o pracy w opiece – i jednocześnie przestroga

Po pierwszym fragmencie byłam przekonana, iż nie polubię tej książki. Po stu stronach odłożyłam ją i nie miałam ochoty do niej wracać. Ostatecznie jednak przeczytałam ją w trzy dni – z przerwą trwającą kilka tygodni.

Dziś uważam, iż „Wyznania opiekunki” to jedna z najbardziej rzeczowych relacji z codzienności pracy w niemieckiej opiece, jakie miałam okazję przeczytać. Nie dlatego, iż wszystko, co opisuje autorka, jest prawidłowe. Właśnie dlatego, iż jej opowieść pokazuje, jak wygląda rzeczywistość, kiedy kolejne nietypowe obowiązki, trudne zlecenia i brak wyraźnych granic stają się codziennością.

To książka o pracy w opiece w Niemczech takiej, jaką wiele osób zna z własnego doświadczenia – i na jaką wiele z nich przez cały czas się godzi.

Nie ma tu spektakularnych zwrotów akcji ani szczególnie kontrowersyjnych wyznań. Jest za to coś, co uważam za znacznie bardziej wymowne: zwyczajność sytuacji, które wcale nie powinny być traktowane jako oczywiste.

I dlatego nie nazwałabym tej książki poradnikiem. Nazwałabym ją przestrogą i świadectwem tego, jak może wyglądać praca w opiece, gdy brakuje wiedzy, świadomości własnych praw oraz umiejętności wyznaczania granic.

Po latach uświadamiania opiekunek i opisywania problemów tej branży zadaję sobie pytanie: dlaczego wciąż tak mało osób zna swoje prawa i obowiązki? Dlaczego tak trudno zaszczepić wiedzę, która pozwoliłaby kolejnym pokoleniom opiekunek pracować bezpieczniej, bardziej świadomie i z większym szacunkiem do samych siebie?

Być może właśnie dlatego warto o tej książce rozmawiać. Nie po to, by bezrefleksyjnie chwalić autorkę albo ją potępiać, ale po to, by wyciągać wnioski z opisanych doświadczeń.

„Wyznania opiekunki” Ewy Zielińskiej – polecam jako relację z rzeczywistości pracy w opiece w Niemczech, ale nie jako poradnik dla początkujących.

Bo to, iż coś wydarza się na zleceniu, nie oznacza jeszcze, iż tak powinno wyglądać.

A to, iż wiele opiekunek godzi się na określone warunki, nie oznacza, iż musimy uznać je za normalne.

Więcej historii, porad i inspiracji znajdziesz na potrudachdogwiazd.com
Idź do oryginalnego materiału