Wyjątkowe imię, nietuzinkowe losy

kulturaupodstaw.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: fot. Emilian Prałat


Urodził się 4 marca 1806 roku w Beldnie, na Kielecczyźnie. Zmarł 18 marca 1884 roku w Owińskach pod Poznaniem. Spoczął przy kościele w Gryżynie koło Kościana – a ten wybór miejsca pochówku dobrze współbrzmi z geograficznym (i emocjonalnym) krajobrazem, który stale powraca w jego wspomnieniach:

Wielkopolska, parafia, droga, dom

Zakrzewski studiował prawo w Poznaniu. Gdy dotarła do niego wiadomość o wybuchu powstania listopadowego, wyjechał do Królestwa Polskiego i wstąpił do wojska. Służył w Pułku Jazdy Poznańskiej, brał udział w kilku starciach. Pod Grochowem stracił konia; potem przyszły kolejne awanse – od wachmistrza do porucznika. Walczył też w poznańskiej dywizji generała Kazimierza Skarżyńskiego. Ten wojskowy epizod nie był tylko młodzieńczą przygodą, raczej początkiem etosu, w którym „sprawa” nie jest abstrakcją, ale zobowiązaniem – i to kosztownym.

fot. Leonard Durczykiewicz, Dwór w Osieku, 1912

W następnych dekadach nie zaszył się w prywatności. Uczestniczył w wydarzeniach 1848 roku w Wielkopolsce, a później angażował się także w działania związane z powstaniem styczniowym. Za swoją aktywność bywał wielokrotnie więziony przez władze pruskie i rosyjskie – między innymi w Cytadeli Warszawskiej, w Kołobrzegu oraz w Poznaniu.

Represje uderzały również w jego najbliższych: skonfiskowano dobra należące do jego żony na terenie Królestwa Polskiego. Historia – ta „wielka” – wchodziła do domu bez pukania.

W portrecie Zakrzewskiego ważne jest także to, gdzie lokuje się on kulturowo: nie tylko po stronie czynu, ale i rozmowy, lektury, instytucji. W swoim majątku w Osieku gościł Adama Mickiewicza. Był członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk – co dopowiada obraz człowieka, który rozumie polskość nie jako dekorację, ale jako pracę: nad językiem, pamięcią, wspólnotą.

Pamiętniki

Życie rodzinne Zakrzewskiego zostało dobrze udokumentowane. Był dwukrotnie żonaty. Pierwszą żoną była Klementyna, córka Tadeusza – pułkownika wojsk francuskich – oraz baronówny Wirsing. Drugi związek zawarł z Marią Koszutską, córką Nestora oraz Marii z Bnińskich herbu Łodzia. Miał dwóch synów: Karola i Sylwerego.

Te informacje – pozornie „metrykalne” – są ważne także dla lektury jego pamiętnika: Zakrzewski myśli kategoriami domu, ciągłości, dziedziczenia wartości i odpowiedzialności. Polityka nie przesłania mu codzienności; przeciwnie, wyrasta z niej.

Tę postawę najpełniej widać w „Pamiętnikach”, spisanych w Osieku w grudniu 1876 roku (opracowanie krytyczne i wydanie planowane jest na rok 2026). Autor jasno nazywa okoliczności pisania: impulsem staje się powrót myślą do przeszłości po odpustowej wyprawie do Gryżyny i poczucie, iż trzeba zebrać „pierwsze obrazy” życia, zanim się rozmyją.

Nie obiecuje kroniki ani kompletnego rejestru faktów. Uczciwie przyznaje, iż pamięć działa nierówno: raz podsuwa sceny ostre jak fotografia, innym razem – jedynie fragmenty domagające się dopowiedzenia. Ta świadomość ograniczeń jest jedną z najmocniejszych stron tekstu: zamiast pozy, dostajemy psychologiczną prawdę.

Konkret i uważność

Największą siłą „Pamiętników” pozostaje konkret i uważność. Zakrzewski opisuje domową przestrzeń z niemal zmysłową precyzją: układ pomieszczeń, „zielony pokój” matki, drobne przedmioty codziennego użytku. Jest rytm pracy w gospodarstwie, są świąteczne zwyczaje, detale obyczajowe składające się na spójny „porządek świata”.

W takich fragmentach pamiętnik staje się źródłem pierwszorzędnym: pozwala odtwarzać materialną stronę życia ziemiańskiego bez późniejszej stylizacji, a czytelnik ma wrażenie realnej obecności w minionej rzeczywistości – wśród dźwięków, zapachów, domowych hierarchii.

Drugą osią narracji jest etos rodzinny i moralny. Zakrzewski wraca do pojęcia prawości, rozumianej bardzo praktycznie: jako uczciwość w sprawach majątkowych, dotrzymywanie słowa, odpowiedzialność za dom i troska o ludzi żyjących w obrębie dworu i wsi. Podkreśla religijny fundament ładu.

W pojedynczych scenach – choćby w opisach zachowań wobec wiejskich dzieci zbierających resztki po wykopkach – widać paternalistyczny, ale realnie opiekuńczy model relacji między dworem a wsią, charakterystyczny dla części wielkopolskiego ziemiaństwa.

Zarazem autor nie pisze laurki. Notuje lęki, napięcia, konflikty charakterów, dziecięce „wypadki”, które naruszają poczucie bezpieczeństwa i przypominają, jak łatwo w codzienność wdziera się niepokój.

Wychowanie do świata

Ważny jest także wątek formacji intelektualnej. Wspomnienia z poznańskiej edukacji – w tym z nauki na pensji profesora Mottego – pokazują wychowanie „do świata”: języki, dyscyplinę, zdobywanie ogłady, ale też tremę chłopca, który musi wejść w obce środowisko i sprostać wymaganiom.

Zakrzewski umie przy tym posługiwać się autoironią. Wyjaśnia rzadkie imię Eulogiusz jako „dobrze mówiący”, po czym zestawia tę etymologię z własnym jąkaniem. Drobny gest, a mówi wiele: narrator nie stawia siebie na piedestale, raczej odsłania pęknięcia i podpowiada, iż człowieka nie da się sprowadzić do jednej etykiety.

Najciekawiej robi się tam, gdzie prywatne styka się z wielką historią. Szczególnie przejmujący jest opis Kościana w czasie Kulturkampfu – konfliktu państwa pruskiego z Kościołem katolickim, który w zaborze pruskim miał także wymiar germanizacyjny i uderzał w instytucje będące oparciem polskiej tożsamości.

Zakrzewski przywołuje postać narzuconego wspólnocie „księdza rządowego” i reakcję wiernych: bojkot, przenoszenie praktyk religijnych do sąsiednich parafii, tłumy pielgrzymujące do Gryżyny, łzy, poczucie przemocy wobec sumienia.

W przekazach zewnętrznych pojawia się informacja, iż narzuconym kościańskiej parafii proboszczem miał być ksiądz Juliusz Brenk, ekskomunikowany w grudniu 1876 roku, a sam epizod jego przybycia zapisał się w lokalnej pamięci. W pamiętniku dostajemy więc nie tylko zapis zdarzeń, ale także ich temperaturę – coś, czego nie odda urzędowy dokument.

Gawędziarz

W tle całej opowieści pracuje jeszcze jedna konsekwentna myśl: kruchość pamięci i potrzeba porządku. Zakrzewski wraca do dzieciństwa nie po to, by epatować nostalgią, ale by wydobyć sens wychowawczy: pokazać źródła przyzwyczajeń, lęków i cnót, a także uświadomić, jak gwałtownie codzienność zamienia się w historię.

Język „Pamiętników” jest gawędowy, dygresyjny, bliski mowie; nasycony nazwiskami, miejscami, drobnymi anegdotami. To nie styl „bezstronnego kronikarza”, tylko świadectwo człowieka, który zostawia ślad dla potomnych i mówi do czytelnika jak do rozmówcy.

Publicysta

Dopełnia ten obraz wymiar obywatelski – i, powiedzielibyśmy dzisiaj, publicystyczny. Zakrzewski figuruje w „Polskim Słowniku Biograficznym” jako uczestnik kolejnych polskich zrywów, co potwierdza rangę jego życiorysu w historiografii.

Źródła prasowe pokazują go także jako osobę rozpoznawalną publicznie: podczas pogrzebu wydawcy Jana Konstantego Żupańskiego chciał zabrać głos nad grobem, a policja przerwała jego wystąpienie. W takich gestach widać napięcie między polskim życiem publicznym a pruską kontrolą słowa.

W zasobach repozytoryjnych zachowały się ponadto druki polityczne z czasów Ligi Polskiej, gdzie Zakrzewski figuruje jako współtwórca obok Maurycego Manna – a wydawcą był właśnie Żupański. To istotny trop: autor „Pamiętników” nie był wyłącznie narratorem domowym, ale także uczestnikiem debat i inicjatyw budujących polską wspólnotę w Wielkopolsce doby zaboru.

Drobiazg i wspólnota

„Pamiętniki” Eulogiusza Wyssogoty-Zakrzewskiego mają rzadką gęstość. Są intymną autobiografią pamięci, a zarazem pełnowartościowym źródłem do dziejów obyczaju, edukacji, religijności i społecznego oporu. Ich wartość nie polega na stawianiu „wielkich tez”, ale na sztuce łączenia drobiazgu z doświadczeniem wspólnoty.

Z historii jednego domu wyłania się pamięć zbiorowa, a z losu jednego człowieka – epoka: jej nadzieje, lęki, dyscypliny i formy wierności.

Dlatego tekst Zakrzewskiego może być równie cenny dla badaczy, jak i dla czytelników zainteresowanych historią lokalną, genealogią oraz kulturą dziewiętnastego wieku.

Idź do oryginalnego materiału