WYBIERAJ: ALBO TWÓJ PIES, ALBO JA! MAM DOŚĆ WĄCHANIA PSA! WYKRZYCZAŁ MĄŻ. ONA WYBRAŁA MĘŻA, ZAWIOZŁA PSA DO LASU… A WIECZOREM USŁYSZAŁA, ŻE ODCHODZI DO INNEJ.
Dziwny dziś dzień, muszę przelać myśli na papier, bo może kiedyś zrozumiem, czemu tak postąpiłam.
Zawsze kochałam Roberta mojego męża do szaleństwa. Przeżyliśmy razem pięć lat. Dzieci jeszcze nie mieliśmy, ale był z nami Maks mój ukochany stary owczarek niemiecki. Przygarnęłam go jako szczeniaka, zanim poznałam Roberta.
Maks był rodziną. Inteligentny, oddany, rozumiał mnie bez słów. Niestety, czas robi swoje Maks zaczął kuleć, miał problemy ze stawami, jego sierść wypadała, zapach starego psa wypełniał już całe mieszkanie.
Robert długo to tolerował, ale wszystko się zmieniło, gdy Maks, nie zdążywszy na spacer, zrobił kałużę w korytarzu na naszym nowym panelu podłogowym.
Dosyć tego! wybuchł Robert, wpychając starego psa nosem w kałużę. Mam dość! Mieszkam jak w psiej budzie! Wszędzie smród, sierść w jedzeniu, a teraz jeszcze siki! Wybieraj: ja albo ten wrak!
Robert, gdzie ja go mogę oddać? On ma dwanaście lat… mówiłam zapłakana, przytulając Maxa, który patrzył na mnie z wyrzutem.
Do schroniska! Do lasu! Uspij! Wszystko jedno! fuknął zimno. jeżeli do wieczora go tu nie będzie, ja odchodzę. Chcę mieć wreszcie normalny dom, a nie sprzątać po twoim pchlanym bachorze!
Zawsze byłam słaba. Przeraźliwie bałam się samotności. Bałam się stracić Roberta, który zapewniał nam stabilizację, z którym wspólnie planowałam wakacje, kredyt hipoteczny…
Wybrałam męża.
Zawiozłam Maxa za miasto.
Z trudem wskoczył do bagażnika, jęcząc z bólu w łapach, ale pomachał mi ogonem i oblizał dłoń cieszył się na wycieczkę. Łzy same kapały mi z oczu podczas jazdy.
Zatrzymałam się w lesie, dwadzieścia kilometrów od Poznania. Przywiązałam Maxa do drzewa, żeby nie pobiegł za mną.
Przepraszam, Maks… Przepraszam cię… szeptałam, nie potrafiąc spojrzeć w te pełne zaufania, zamglone już oczy.
Nie wyrywał się. Usiadł tylko i patrzył na mnie, wszystko rozumiał.
Zostawiłam mu miskę z karmą, wsiadłam z powrotem do samochodu i odjechałam. W lusterku widziałam, jak się zerwał i napinał smycz, szczekał za mną gardłowym, rozdzierającym szczekiem.
Ten dźwięk dudnił mi w uszach całą drogę do domu.
Wróciłam wykończona. Oczy miałam spuchnięte od płaczu.
Robert był w domu. Pakował walizki.
Robert… co robisz? Przecież… nie ma już Maksa… Zawiozłam go…
Spojrzał na mnie z zimnym uśmiechem.
gwałtownie się uwinęłaś. Ale wiesz co? I tak odchodzę.
Jak to?! Gdzie?! zaniemówiłam.
Do Magdy. Znasz ją chyba z działu księgowości. Spotykamy się już od pół roku. Jest w ciąży.
Osunęłam się na krzesło. Świat mi się rozmył.
Postawiłeś mi przecież ultimatum… Dlaczego?
Chciałem sprawdzić, czy masz w sobie choć odrobinę charakteru. choćby tego nie masz. Sama widzisz zdradziłaś własnego psa dla spodni. Przeraziłaś mnie. jeżeli wyrzuciłaś tego, który był ci wierny dziesięć lat, to ze mną, jak zachoruję, pewnie zrobisz tak samo.
Zapiął walizkę.
Żegnaj, Aniu. A, i pamiętaj: Maks był tu jedynym prawdziwym facetem. Ty jesteś po prostu zdrajczynią.
Drzwi się za nim zatrzasnęły.
Wyłam. Zdałam sobie sprawę, co zrobiłam. Dla człowieka, który nie potrafił kochać, zabiłam duszę stworzenia, które kochało mnie bezwarunkowo.
Chwyciłam kluczyki do auta i pojechałam do lasu.
Noc, ulewa.
Pojechałam pod wybrane wcześniej drzewo.
Smycz była przegryziona. Miska przewrócona. Maksa nie było.
Maks! Maksiu! Mój chłopcze! wołałam, błąkając się po mokrym lesie, okaleczając twarz gałęziami.
Szukałam go trzy dni. Wieszałam ogłoszenia, pisałam do wolontariuszy. Nie spałam, nie jadłam.
Czwartego dnia zadzwonił telefon.
Szuka pani owczarka? Znaleźliśmy takiego na poboczu drogi. Potrąciła go ciężarówka.
Pojechałam na rozpoznanie.
To był on.
Maks chyba przegryzł smycz i pobiegł za mną, wracał do domu na bolących łapach, przez cierpienie, przez lęk. Biegł do tej, która go zdradziła. Zginął przy drodze, nie doczekawszy się.
Pochowałam Maksa.
Minęły dwa lata.
Żyję sama. Nie mogę już nikomu zaufać, choćby sobie nie ufam.
Robert jest szczęśliwy z nową żoną i dzieckiem. Zapomniał o mnie zupełnie. Dla niego to była tylko „próba”, świetna wymówka, by odejść i zrzucić na mnie winę.
A ja… Ja pracuję jako wolontariuszka w schronisku dla starszych psów. Sprzątam boksy, myję podłogi, leczę ich rany. Chcę odkupić swoją winę.
Co noc śni mi się ten sam sen: stoję przy drzewie, a Maks patrzy na mnie. Wołam go, ale nie podchodzi. Tylko patrzy. Bez złości. Z bezdennym żalem w oczach.
W tym spojrzeniu mieści się mój wyrok.
Morał? Zdrada nie zostaje wybaczona. Nigdy nie poświęcaj wiernych przyjaciół dla tych, którzy stawiają ci ultimatum. Prawdziwa miłość nie stawia wyborów. A jeżeli ktoś cię do tego zmusza, to znaczy, iż już cię zdradził i tylko odkładasz nieunikniony koniec, popełniając niewybaczalny błąd.











