Europejski przemysł ciężki stoi nad przepaścią, jakiej nie widział od czasów rewolucji przemysłowej. Bruksela powiedziała „sprawdzam” i uruchomiła zegar, który odlicza czas do końca ery węgla w hutnictwie. Sektor odpowiadający za 5 procent wszystkich emisji dwutlenku węgla we Wspólnocie musi w ekspresowym tempie porzucić technologie pamiętające wiek XIX na rzecz futurystycznych rozwiązań wodorowych. Stawką w tej grze jest nie tylko klimat, ale przetrwanie gospodarcze całych regionów i los milionów pracowników, którzy mogą stać się ofiarami zielonej transformacji.

Fot. Warszawa w Pigułce
Technologiczna rewolucja albo śmierć
Hutnictwo, jakie znamy, odchodzi do lamusa. w tej chwili ponad połowa stali w Unii Europejskiej wciąż powstaje w tradycyjnych wielkich piecach, gdzie koks jest niezbędny do wytopu żelaza z rudy. To właśnie ten proces jest solą w oku unijnych urzędników dążących do neutralności klimatycznej w 2050 roku. Alternatywa jest jasna, ale brutalnie trudna do wdrożenia: przejście na elektryczne piece łukowe oraz technologię redukcji rudy dzięki zielonego wodoru.
Problem w tym, iż infrastruktura wodorowa w Europie wciąż jest w powijakach, a zapotrzebowanie na tanią, zieloną energię elektryczną niezbędną do zasilania nowych pieców jest gigantyczne. Eksperci alarmują, iż pełne przestawienie zwrotnicy na tory zeroemisyjne wymaga wybudowania od podstaw całego łańcucha dostaw, co zajmie lata. Tymczasem polityczny kalendarz nie przewiduje taryfy ulgowej. Luki czasowej między wygaszaniem starych pieców a uruchomieniem nowych instalacji nie da się zasypać samymi chęciami.
Pętla na szyi: 280 euro za tonę CO2
Mechanizm, który ma wymusić zmiany, jest bezlitosny finansowo. Europejski System Handlu Emisjami (ETS) działa jak pętla, która zaciska się coraz mocniej na szyi producentów. w tej chwili huty korzystają jeszcze z darmowych uprawnień do emisji, co pozwala im utrzymać rentowność. Jednak zgodnie z nowymi regulacjami, ta tarcza ochronna zniknie bezpowrotnie do 2034 roku.
Prognozy rynkowe mrożą krew w żyłach zarządów spółek stalowych. Szacuje się, iż do 2039 roku cena uprawnień do emisji może poszybować do astronomicznego poziomu 280 euro za tonę dwutlenku węgla. Dla huty, która nie zdąży się zmodernizować, oznacza to bankructwo w trybie natychmiastowym. Co gorsza, analitycy przewidują fizyczny niedobór uprawnień na rynku, co może doprowadzić do sytuacji, w której choćby bogate firmy nie będą mogły „wykupić się” od emisji – po prostu będą musiały zgasić piece.
Europa dwóch prędkości. Polska na straconej pozycji?
W teorii wszyscy w Unii grają do jednej bramki, ale w praktyce szanse są drastycznie nierówne. Transformacja wymaga nakładów liczonych w miliardach euro. Bogate Niemcy już teraz pompują ponad 7 miliardów euro publicznych pieniędzy w ratowanie swoich stalowni i dostosowanie ich do ery wodoru. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, nie dysponują taką poduszką finansową.
Zapowiadany Europejski Fundusz Konkurencyjności, opiewający na 237 miliardów euro, ma ruszyć dopiero w 2028 roku. Dla wielu zakładów może to być „musztarda po obiedzie”. Polska branża stalowa już teraz ledwo łapie oddech. Produkcja w 2022 roku spadła do krytycznego poziomu 6,5 miliona ton, a symboliczne zamknięcie części surowcowej w krakowskiej hucie ArcelorMittal jest ponurym zwiastunem tego, co może czekać resztę sektora. Bez celowanego wsparcia państwa, polskie hutnictwo może zostać zredukowane do roli montowni lub całkowicie zniknąć z mapy gospodarczej, ustępując miejsca importowi.
Armia bezrobotnych i upadek regionów
Ekonomiści ostrzegają przed społecznym tsunami. Hutnictwo to nie tylko wielkie kominy – to serce ekosystemów gospodarczych. Sektor ten zatrudnia w Unii bezpośrednio 300 tysięcy osób, ale generuje aż 2,3 miliona miejsc pracy w branżach powiązanych – od logistyki, przez usługi, aż po budownictwo. Upadek jednej huty oznacza reakcję łańcuchową, która dewastuje lokalne rynki pracy.
Związki zawodowe biją na alarm, organizując protesty i żądając rewizji Zielonego Ładu. Pracownicy boją się powtórki ze scenariuszy znanych z likwidacji kopalń, gdzie obietnice „sprawiedliwej transformacji” często kończyły się bezrobociem strukturalnym i biedą. Brak realnych alternatyw zatrudnienia w regionach monokultury przemysłowej to gotowy przepis na niepokoje społeczne na masową skalę.
Eksperyment na żywym organizmie
Europa podejmuje ryzyko bycia globalnym liderem technologii, ale może za to zapłacić utratą konkurencyjności. Zielona stal, przynajmniej w początkowej fazie, będzie znacznie droższa od tej produkowanej „na brudno” w Azji czy Indiach. Unia planuje co prawda wprowadzenie ceł węglowych (CBAM), by chronić swój rynek, ale skuteczność tego mechanizmu pozostaje wielką niewiadomą.
Jeśli eksperyment się powiedzie, Europa stanie się eksporterem ultra-nowoczesnych technologii i liderem gospodarki cyrkulacyjnej. jeżeli się nie uda – staniemy się skansenem deindustrializacji, uzależnionym od dostaw stali z zewnątrz. czasu w decyzje jest niewiele, a margines błędu – zerowy. Następne 15 lat zadecyduje o tym, czy europejska stal przetrwa próbę ognia, czy zgaśnie na zawsze.













