Tytułowe "ponies" to dwie sekretarki pracujące w amerykańskiej ambasadzie w Moskwie. Bea (Emilia Clarke), spokojna, wyważona, biegle mówi po rosyjsku, studiowała dzieła Tołstoja i Dostojewskiego, spokojnie stawia czoło codzienności. Twila (Haley Lu Richardson) jest jej całkowitym przeciwieństwem. Pyskata i mająca dość duży problem z wykonywaniem poleceń nie boi się nikogo.
Przypadkiem wpadają na siebie na targu, a ich pierwsze spotkanie nie wróży raczej długotrwałej przyjaźni. Do czasu, kiedy dowiadują się, iż ich mężowie zginęli w tajemniczych okolicznościach. Nikt nie chce powiedzieć im prawdy, więc zdeterminowane odnaleźć ją same wykorzystują swoje zdolności, aby zostać agentkami CIA. Reklama
W ich przygodach dzielnie towarzyszy im agent Dane Walter. Wciela się w niego Adrian Lester ("Przekręt", "Pojutrze", "Barwy kampanii").
Katarzyna Ulman, Interia: "Ponies" zachwyciło widzów dzięki połączeniu humoru, zwrotom akcji i dynamice między głównymi bohaterami. Co przyciągnęło cię do tego projektu?.
- Sądzę, iż tym co zainteresowało mnie w scenariuszu było to, co zaciekawi widzów - fakt, iż chcesz wiedzieć co wydarzy się dalej. Jesteś zaintrygowany. Przemawia do ciebie humor, przyjaźń między postaciami; to, iż im na sobie zależy, czy w końcu świat, w którym się obracają. Dane jest niezwykle zamkniętym w sobie bohaterem, nigdy nie wiesz, co tak naprawdę myśli. o ile dostaniemy drugi sezon, to mamy tutaj spore pole do popisu. Na razie jednak Dane siedzi naprzeciwko terapeuty - jest pełen napięcia; czuć, iż jest pod olbrzymią presją. To mnie zaciekawiło i chciałem bardziej zgłębić tę postać.
- Oprócz tego, zależało mi, by pracować z tą ekipą. Z Haley, która ma wspaniałą reputację i z Emilią - fantastyczną liderką, świetnie się z nią współpracuje. Oczywiście są jeszcze Nick [Nicholas Podany], Vic [Michaelis], Petro [Ninovskyi] i Artjom [Gliz]. Cudowny zespół. Za sterami stoją twórcy serialu, czyli David Iserson i Susanna Fogel, których filmy uwielbiam.
- Serial "Ponies" jest inteligentny, zabawny. Włożono w niego mnóstwo serca, a w jego centrum znajduje się przyjaźń. Czy to "Szkoła melanżu" Susanny czy "Jess i chłopaki" Davida. choćby o ile jest to świat thrillera szpiegowskiego, to zawsze jest tam pewien komediowy element, poczucie więzi z bohaterami. Tak samo jest w przypadku "Ponies". Byłem pewien, iż ten projekt będzie wyjątkowy. Cieszę się, iż serial został tak dobrze przyjęty.
Dane ma pełne ręce roboty - nie tylko musi poradzić sobie z trudną sytuacją, ale życie komplikują mu dwie uparte kobiety - Bea i Twila. Jak wygląda ta relacja?
- Oczywiście, Bea (Emily Clarke) i Twila (Haley Lu Richardson) wykonują zadania, jakie im przydziela, jednak sam zna wiele sekretów. Zdaje sobie sprawę z nietypowej sytuacji, w której znalazł się on i one - w końcu obie bohaterki wracają do organizacji w pewnym stopniu odpowiedzialnej za śmierć ich mężów. Obie kobiety weszły do jego biura i powiedziały “wyślij nas do Moskwy". Chcemy być agentkami i robić to, co nasi mężowie". To nie jest zbyt dobry pomysł, jednak jest przyzwyczajony do pracy z właśnie takimi ludźmi - wie, iż i Bea, i Twila mają determinację i potrzebne cechy, aby zostać szpiegami. Idzie więc do swoich przełożonych i przedkłada im tę propozycję. Z początku wydaje się, iż w ogóle mu na nich nie zależy. Jednak to nieprawda - w scenie, w której rozmawia z terapeutą widać dokładnie, iż zależy mu na osobach, które naraża na niebezpieczeństwo.
Zdjęcia do serialu kręcono w Budapeszcie, przez pół roku. Brzmi jak świetna zabawa.
- Bawiliśmy się świetnie, wszyscy lubimy się wygłupiać. Niektóre rzeczy złapaliśmy choćby na wideo. re just silly. o ile przejrzysz Instagrama lub obserwujesz członków obsady, to zobaczysz kilka materiałów zz kulis. Trochę tańczymy, walczymy na miecze świetlne, śpiewa Nick Podany. Wymyśliliśmy razem durną piosenkę, która powstała bo zasłaniał mi kamerę, więc cały czas mówiłem mu, żeby się przesunął. Wymyśliliśmy tę piosenkę, a potem spotkaliśmy się w naszej ulubionej knajpie i okazało się, iż Nick skomponował utwór o wszystkich postaciach. Rapował i tak dalej. Nigdy chyba jednak tego nie nagrał. Musimy zmusić go, żeby to zrobił. Z drugiej strony, to naprawdę okropne. Nie powinienem pracować z tymi ludźmi.
Rytm serialowi nadaje świetny dobór utworów muzycznych. W "Ponies" możemy usłyszeć największe hity lat 70. Masz jakieś ulubione?
- Niesamowicie pomogło nam to "wejść w scenę" - nie tylko dzięki scenografii, ale także dzięki kostiumom i muzyce. Na początku lat 70. miałem trzy czy cztery lata, ale wracając później do muzyki z tamtych czasów pokochałem muzykę motown,rytmy z późnych lat 60. Wtedy tworzono, jak ujęliby to niektórzy, prawdziwą muzykę. W porównaniu do tego, co mamy dzisiaj. Ale rzeczywiście, to był dobry muzyczny czas.
"Ponies" to trochę 'podróż w czasie'. Twórcy zadbali o szczegółowe odzwierciedlenie tamtych czasów.
- Nie wyglądam jak ja, ale moja charakteryzacja w serialu wyszła świetnie. Wysokie kołnierze, krawaty - zdecydowanie bym się tak nie ubrał, ale jest to fajne. To, co cudownie uchwycili David i Susanna, to zachowania oraz duch czasów. Wtedy byliśmy bardziej naiwni jeżeli chodzi o tematy dotyczące świata lub sprawiedliwości. Nikt nie zwraca uwagi na kobiety, a tym bardziej nie podejrzewa, iż mogą być szpiegami.
Serial został świetnie przyjęty przez publiczność i krytyków. Realizacja drugiego sezonu wydaje się być, miejmy nadzieję, kwestią czasu. Jak chciałbyś, żeby potoczyły się losy twojej postacie w kolejnych odcinkach?
- Zdecydowanie trzeba pokazać rozwój Bei i Twili jako agentek CIA - na dłuższą metę nie mogą przecież nie zdawać sobie sprawy z tego, co robią i muszą zrozumieć, co ich czeka i co im zagraża. Potrzebują więc szkolenia. I ja chciałbym, żeby mój bohater prowadził to szkolenie. Dane może zostać bardziej zaangażowany w praktyczną, szpiegowską robotę i pokazać, jakie zdobył doświadczenie - czy to w CIA, czy podczas pracy w ambasadzie. Chciałbym spędzić trochę więcej czasu z Nickiem, Vikiem, Emilią i Haley.
"Ponies" jest określany jako szpiegowski thriller z połączeniem komedii. Masz ulubiony film bądź serial z tego gatunku?
Thrillery szpiegowskie... Jestem wielkim fanem seriali, które nie są zbyt "techniczne". Ukazują bohaterów jako inteligentnych ludzi w czasie rzeczywistym, w konkretnej scenie. Uwielbiam filmy o Jamesie Bournie - postaci, która ucieka i musi poradzić sobie ze wszystkim na bieżąco. Trenuję sztuki walki, więc kocham sceny akcji. Zawsze musi jej trochę być w tego typu produkcji, inaczej wszystko wydaje się zbyt sprecyzowane, dopięte na ostatni guzik. Zagrałem kilka lat temu w serialu "Przekręt". Bardzo lubię produkcje, gdzie widz zna sekret, mimo iż wiele postaci nie ma jeszcze o niczym pojęcia. Badamy więc sprawę detektywistyczną.
Zobacz też: Najdramatyczniejsza sprawa w historii. Klasyk gatunku nie pozwoli wam się oderwać














