Wielcy bohaterowie Disneya. Wujek Sknerus – recenzja komiksu

popkulturowcy.pl 14 godzin temu

Wielcy bohaterowie Disneya. Wujek Sknerus od Egmontu to przedsięwzięcie, które z definicji nie mogło przejść bez echa. Sknerus McKwacz nie jest już przecież tylko bohaterem dziecięcych komiksów, ale jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii popkultury – ikoną, która przez dekady była reinterpretowana, rozwijana i mitologizowana przez kolejnych twórców.

Próba zamknięcia tej drogi w serii albumów to pomysł ambitny, ale i obarczony sporym ryzykiem. Bo jak zadowolić jednocześnie nowych czytelników i fanów, którzy od lat znają Kaczogród niemal na pamięć?

Sknerus McKwacz, jedna z głównych gwiazd najpopularniejszych i najczęściej przedrukowywanych komiksów na świecie, zadebiutował w 1947 roku w historii „Wielka niedźwiedzica” autorstwa Carla Barksa. Był wówczas postacią zdecydowanie antypatyczną (już na początku wypowiedział słowa: „Wszyscy mnie nie znoszą, a ja nie znoszę wszystkich”), bogatym starcem w smokingu, kaczorem nieco już zniedołężniałym i czerpiącym satysfakcję z nieszczęścia innych. W kolejnych komiksach zmienił się jednak zarówno jego charakter, jak i ubiór: pojawiły się charakterystyczny płaszcz z atłasowym kołnierzem i mankietami oraz złotym guzikiem, stylowe getry i lśniący cylinder, a także nieodłączna laska oraz okulary, które kojarzą się z mądrością i profesjonalnym przywiązaniem do szczegółów. W niniejszym tomie zobaczymy, jak ewoluowały wygląd, osobowość i nietuzinkowy ubiór najbogatszego kaczora świata widzianego oczami kolejnych pokoleń najwybitniejszych twórców disnejowskich komiksów.

– opis wydawcy.

fot. strona z komiksu (Egmont)

Pierwszy tom, Płaszcz za milion dolarów, najlepiej pokazuje to napięcie. Z jednej strony mamy tu wszystko, czego można oczekiwać po solidnej kolekcji: klasyczne historie Carla Barksa, rozbudowane opowieści Dona Rosy, europejską wrażliwość Romano Scarpy oraz mniej oczywiste dodatki. To przekrój przez dekady kaczych komiksów, który pozwala zobaczyć, jak Sknerus ewoluował od chciwego ekscentryka, przez bezwzględnego biznesmena, aż po romantycznego awanturnika gotowego rzucić się w pogoń za przygodą na drugi koniec świata.

Ta przekrojowość jest bez wątpienia największą zaletą serii. Albumy nie próbują narzucać jednej, kanonicznej wersji Sknerusa, ale pokazują go jako postać wielowymiarową, zmienną i zależną od czasu, w którym powstawały dane historie. Klasyki Barksa budują fundament charakteru bohatera i definiują jego relacje z Donaldem, siostrzeńcami czy Kaczogrodem. Don Rosa dokłada do tego rozbudowaną mitologię i poczucie ciągłości, czyniąc ze Sknerusa niemal bohatera epopei. Europejscy twórcy z kolei często luzują ton, bawią się konwencją i pokazują Sknerusa w mniej oczywistych sytuacjach.

fot. strona z komiksu (Egmont)

I właśnie w tym miejscu pojawia się pierwsza rysa. Dla wielu czytelników to wszystko jest już doskonale znane. Historie Barksa i Rosy były w Polsce wydawane wielokrotnie. Nic więc dziwnego, iż część fanów reaguje znużeniem, widząc po raz kolejny te same tytuły, choćby jeżeli ułożone w nowym kontekście. W recenzjach czytelników powraca zarzut powielania po raz kolejny tej samej zawartości. Dla osób śledzących rynek od lat to argument trudny do zignorowania.

Jednocześnie seria potrafi uderzyć w zupełnie inny ton, gdy sięga po materiały rzadkie lub wcześniej niedostępne. Pojedyncze historie, które ukazały się wcześniej tylko w trudno dostępnych tomach – jak komiks z 10. tomu kolekcji Dona Rosy, dziś praktycznie nieosiągalny – są dla wielu odbiorców prawdziwą perełką. Problem polega na tym, iż takich momentów jest zdecydowanie za mało. Jeden unikatowy komiks potrafi rozpalić apetyt, ale też wywołać frustrację: skoro można sięgnąć po takie materiały, to dlaczego stanowią one jedynie dodatek, a nie fundament całej serii?

Wielcy bohaterowie Disneya balansują między chęcią dotarcia do nowego odbiorcy a próbą utrzymania zainteresowania kolekcjonerów. Efektem jest kompromis, który nie zawsze wszystkich satysfakcjonuje. Nowi czytelnicy dostają świetny, reprezentatywny zestaw historii, a starzy fani – poczucie, iż kupują znane rzeczy po raz kolejny, licząc na kilka nowości rozsianych po albumie.

fot. strona z komiksu (Egmont)

Mimo wszystko trudno odmówić tej serii realnej wartości. Jako całość Wielcy bohaterowie Disneya. Wujek Sknerus tworzą spójny, bogaty portret postaci, która przez lata była czymś znacznie więcej niż tylko skąpym wujkiem Donalda. To opowieść o ambicji, samotności, obsesji na punkcie pracy, ale też o przygodzie, ryzyku i nieustannej pogoni za czymś więcej niż pieniądze. Dla czytelników, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kaczymi komiksami, jest to propozycja niemal idealna. Dla weteranów – seria dobra, ale zachowawcza, pozostawiająca poczucie niewykorzystanego potencjału.

Ostatecznie to nie jest seria, która redefiniuje Sknerusa, ale raczej taka, która go porządkuje, archiwizuje i przypomina, dlaczego przez dekady pozostawał jedną z najciekawszych postaci Disneya. Zachowawcza, momentami frustrująca, ale wciąż potrzebna. Zwłaszcza w czasach, gdy klasyczne komiksy coraz częściej znikają z rynku lub funkcjonują wyłącznie w obiegu kolekcjonerskim.


Scenarzysta: autorzy różni

Ilustrator: ilustratorzy różni

Wydawca: Egmont

Premiera: 10 grudnia 2025 r.

Oprawa: twarda

Stron: 420

Cena katalogowa: 119,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału