Asteriks na Korsyce. Tom 20 – recenzja komiksu. Za mało, za dużo…

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Ciężko uwierzyć, iż za mną już 20 tomów serii o nieugiętych Galach. Nie zawsze było jednak kolorowo. Czy Asteriks na Korsyce wychodzi dobrze na tle swoich poprzedników? A może zasłużył choćby na miano jednego z lepszych komiksów o małym Galu?

Korsyka, zwana również Wyspą Piękności, to kraj wendety, sjesty, skomplikowanych gier politycznych, ostrych serów, dzikich świń, jadalnych kasztanów oraz starców bez wieku, patrzących, jak życie przemija. To jedno z tych miejsc na kuli ziemskiej, których charakteru i wyrazistości nie są w stanie naruszyć ani ludzie, ani czas. Około roku 50 p.n.e., gdy rozgrywają się przygody naszych galijskich bohaterów, waleczni Korsykanie także doświadczają rzymskiej okupacji. Jeden z nich, więzień skazany na wygnanie za spiskowanie przeciwko Rzymowi, przypadkiem zostaje oswobodzony przez Asteriksa i Obeliksa. niedługo zaciekawieni opowieściami o pięknej wyspie przyjaciele postanawiają udać się na Korsykę w towarzystwie Okatarinetabellaczikcziksa, żeby poznać zwyczaje jego rodaków i dowiedzieć się, jak sprytnie radzą sobie z Rzymianami.

-opis wydawcy

Jak przy każdej recenzji, tak i tutaj zacznę od okładki komiksu. Szczerze przyznam, iż ten front nie zachwyca, a lasek widoczny w tle bohaterów nie daje jasnego wydźwięku, iż jest to właśnie Korsyka. Także i cała trójka postaci nie została wyposażona w nic charakterystycznego, co wskazywałoby na odwiedzenie tych konkretnych stron świata. Taka okładka mogłaby być ozdobą każdej innej części przygód Galów.

Pierwszy raz w serii mamy przedmowę, w której autorzy tłumaczą swoje podejście do danej nacji i sposób humorystycznego ich przedstawienia. Z jednej strony jest to bardzo miłe, z drugiej może warto było tak robić od początku?

Ta część to również wielkie zmiany dla autorów serii. Po dwudziestu tomach zdecydowali się na zakończenie publikacji w magazynie Pilote. Twórcy, chcąc uczcić rozwój Asteriksa, postanowili zorganizować wielką ucztę w wiosce Galów. Na to wielkie wydarzenie zaprosili bohaterów, którzy ukazali się w poprzednich publikacjach.

Po wielkiej uczcie i krótkiej rozrywce, jaką było wtargnięcie do obozu Rzymian, trójka naszych głównych bohaterów wybrała się w wyprawę. Odwiedzili Korsykę, poznając jej mieszkańców, a także ich zwyczaje, które, co zaskakujące, wydają się łudząco podobne do Galów. Z drugiej jednak strony ich zachowanie jest specyficzne, a pojęcie sjesty i spokojnego życia jest tu na porządku dziennym.

Kilka elementów w tym komiksie wzbudzało we mnie mieszane uczucia. Pierwszy to fakt humoru. Pojawił się on co prawda i można było się zaśmiać, jednak w następnych kafelkach ten żart był zbyt długo ciągnięty bądź po prostu zapomniany. Podczas czytania czuło się, iż coś tu nie gra, iż dowcip jest przesadzony bądź zbyt gwałtownie ucięty.

Druga kwestia to czterej panowie w podeszłym wieku, którzy mieli mieć charakter narratora. Niestety, jak dla mnie pojawili się zbyt późno, a ich sposób narracji był męczący, zbyt długi i mało zrozumiały. Podobne spostrzeżenia mam pod względem wszystkich bohaterów Korsyki. Ich dialogi przeradzały się w bezsensowne monologi, których treść nic nie wnosiła do fabuły, a jedynie chyba miała sztucznie ją przedłużyć. Nie dało się tego nie zauważyć, przez co odbiór całego komiksu jest trudny i mieszany.

Podsumowując, Asteriks na Korsyce to komiks, który wzbudza mieszane uczucia. Z jednej strony jest z czego się pośmiać i mamy fabułę, która ma jakiś sens. Z drugiej strony żarty są zbyt długie lub zbyt krótkie, a dialogi zmieniają się w zbyt długie i niejasne monologi.


Scenarzysta: Rene Goscinny

Ilustrator: Albert Uderzo

Wydawca: Egmont

Premiera: 25 luty 2026r.

Oprawa: twarda

Stron: 96

Cena katalogowa: 59,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)

Idź do oryginalnego materiału